Reklama

Tragiczny wypadek druhów. Strażak kierowca: Ryzyko jest zawsze

Opublikowano: ndz, 12 gru 2021 18:00
Autor: | Zdjęcie: OSP. pl

Tragiczny wypadek druhów. Strażak kierowca: Ryzyko jest zawsze   - Zdjęcie główne

Dwoje strażaków zginęło w drodze na akcje | foto OSP. pl

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości 29-letnia strażaczka i 62-letni kierowca wozu bojowego zginęli w drodze na akcję ratunkową. Tragedia wstrząsnęła Polską. Szczególnie strażacką społecznością. - To mogło trafić na mnie, na kolegów. Jeździmy w różnych warunkach i ryzyko jest zawsze - mówi mł. ogniomistrz Piotr Woldański.

Reklama

Nie ma chyba w Polsce strażaka, który w ostatnich dniach nie pomyślałby o ofiarach tragicznego wypadku wozu bojowego OSP Czernikowo.

- Człowiek czuje niesamowity ból i myśli o tym, że to nas też może spotkać - przyznaje Rafał Lewandowski, kierowca OSP Jaraczewo.

- Zawsze myśli się podobne, że mogło to trafić na mnie lub moich kolegów. Jeździmy w różnych warunkach pogodowych i ryzyko jest zawsze  - dodaje mł. ogniomistrz Piotr Woldański.  

Tragiczny wypadek druhów. Zginęli w drodze na akcje  

Strażacy z OSP Czernikowo jechali alarmowo do pożaru sadzy. Ich ciężki samochód wyjeżdżając z drogi podporządkowanej, zderzył się z ciężarówką. Na miejscu zginął 62-letni kierowca. Zderzenia nie przeżyła siedząca obok 29-letnia druhna. Jadący z nimi trzej druhowie zostali ranni i trafili do szpitali. Brać strażacka jest wstrząśnięta zdarzeniem. W mediach społecznościowych żegnano druhów, którzy stracili życie w drodze na akcję. Nie tylko w sieci rozgorzała dyskusja o tym, co zrobić, aby usprawnić dojazd służb ratunkowych do zdarzeń? Tym bardziej, że ostatnio coraz częściej dochodzi do wypadków, czy kolizji z pojazdami uprzywilejowanymi. Na szczęście na naszym terenie na przestrzeni ostatnich lat nie było takiego zdarzenia. Poza marcowym wypadkiem w Klęce, gdzie pijany ochotnik doprowadził do zderzenia z innym pojazdem.  
Pojazdy jadące na akcję zawsze poruszają się na sygnałach świetlnych i dźwiękowych. Zwykle prowadzą je doświadczeni kierowcy ze specjalnymi uprawnieniami, posiadający badania lekarskie i psychologiczne. Jednak nawet ratownicy z długim stażem pracy przyznają, że każdemu wyjazdowi alarmowemu towarzyszy stres i adrenalina.

- Za każdym razem staramy się dotrzeć jak najszybciej. Jazda na sygnałach nie upoważnia nas do łamania przepisów ruchu drogowego. Trzeba być maksymalnie skupionym i uważać na wszystkich uczestników ruchu drogowego - przyznaje mł. ogniomistrz Piotr Woldański, kierowca wozu bojowego w Państwowej Straży Pożarnej w Jarocinie i OSP Chocz (pow. pleszewski).

Nie tylko trzeba uważać na kierowców, ale i pieszych czy rowerzystów.

- Niewiele brakowało, a pod auto wtargnąłby mi pieszy. Trzeba obserwować innych uczestników ruchu i przewidywać ich zachowania. Piesi na pewno słyszą nasze sygnały, ale zamyślą się lub są roztargnieni i wtedy o wypadek nietrudno - ocenia  ogniomistrz Piotr Andruszkiewicz, kierowca z OSP Radlin i jednocześnie PSP Jarocin.

Tragiczny wypadek druhów. Głośna muzyka i nagłe hamowania
 

Zdaniem kierowców pojazdów uprzywilejowanych część użytkowników czterech kółek zamiast skupiać się na ruchu np. głośno słucha muzyki. To zaś powoduje, że nie słyszą na czas syren alarmowych, a kiedy już zauważą karetkę pogotowia czy wóz bojowy, to wykonują gwałtowne manewry.

- Najgorsze co może być, to nagłe hamowanie. Należy jechać, a nawet przydepnąć na pedał gazu, kiedy to możliwe zjechać do prawej krawędzi, czy na  pobocze - radzi Przemysław Wólczyński, kierowca OSP Golina i PSP w Krotoszynie.

Co jest jeszcze częstym błędem kierowców?

- Niektórzy zatrzymują się przed wysepką lub równolegle z wysepką, to wtedy też trzeba przeciskać na centymetry, a czasami nie daje się przejechać - dodaje ochotnik z Goliny.


To nie jedyne utrudnienie, jakie stwarzamy kierowcom pojazdów ratunkowych.


- Wiele razy spotkałem się z taką sytuacją, że wjeżdżając na rondo, inny kierowca zatrzymał się na jego środku. My wtedy stajemy, bo taki duży pojazd nie przejedzie. Kierowca myśli, że on postąpił prawidłowo, ale ja go nie ominę wozem bojowym. Lepiej szybko zjechać z ronda, a potem na pobocze - radzi Piotr Andruszkiewicz.


Nie brakuje i takich, którzy pędzące samochody uprzywilejowane wykorzystują do tego, aby np. przecisnąć się w korku. Jadą na tzw. przyczepkę. To może skończyć się tragedią.

- Jechałem lekkim wozem strażackim. Wyprzedziłem ciężarówkę i zdążyłem się schować, kiedy z naprzeciwka nadjechała kolumna ciężarówek. Nie było możliwości zjazdu, to ten który jechał na przyczepkę musiał hamować i tak samo kierujący tirem z naprzeciwka, żeby nie doszło do zderzenia czołowego - opowiada jeden z ochotników.  

Tragiczny wypadek druhów. Czekają na trzeci sygnał alarmowy  

Na tak dawno słychać było, że strażacy testują innowacyjne urządzenie, dzięki któremu kierowcy szybciej zorientują się, że nadjeżdża samochód na sygnale. Tradycyjne sygnały świetlne i dźwiękowe miały zostać uzupełnione o komunikaty o konieczności ustąpienia miejsca pojazdowi uprzywilejowanemu. Kierowcy usłyszą takie ostrzeżenia we własnym samochodowym radioodbiorniku. Urządzenie transmitujące zamontowane byłoby na wozie strażackim. Jego zasięg miał wynosić sto metrów. Pomysł pozostał w fazie testów. Zdaniem naszych rozmówców, rozwiązanie powinno zostać zrealizowane. Warto też, byśmy jako kierowcy pamiętali o obowiązujących już zmianach. Dwa lata temu wprowadzono na kierowców obowiązek jazdy „na suwak" i tworzenia „korytarzy życia" w sytuacji zatoru drogowego oraz wymuszonego znacznego ograniczenia prędkości na drodze wielopasmowej. Na naszym terenie nie ma autostrad. Jest tylko kilka kilometrów drogi ekspresowej - S11. Często na trasach szybkiego ruchu kierowcy też nie przepuszczają karetek, czy wozów bojowych. W sieci nie brakuje nagrań, pokazujących przebijające się przez zakorkowane drogi pojazdy uprzywilejowane zmierzające na miejsce wypadku. Pomimo, że służby użyły sygnalizacji świetlnej i dźwiękowej, musiały przeciskać się pomiędzy innymi samochodami. Nierzadko widać, że kierowcy reagują w sposób chaotyczny i niezgodny z nowymi zasadami kodeksu drogowego. Co powoduje dodatkowe zagrożenie.

Tragiczny wypadek druhów. W Polsce nie jest najgorzej


A jak na samochody w akcji reagują kierowcy w innych krajach? Jarocińscy strażacy uczestniczyli w gaszeniu pożarów w Szwecji oraz Grecji.

- W Grecji jeździliśmy głównie w kolumnie. Ale wydaje mi się, że tam jeszcze bardziej trzeba uważać. U nas w Polsce, jak ktoś usłyszy sygnał, to próbuje zjechać. Niestety Grecy nie są tak wyczuleni na samochody uprzywilejowane jak nasi kierowcy - ocenia Przemysław Wólczyński, który był na misji w Grecji.


W związku z wypadkiem w sieci rozgorzała dyskusja, czy do pożaru sadzy trzeba było się tak śpieszyć.

- Pożar sadzy nie jest błahym zagrożeniem. Może dojść do podtrucia  tlenkiem węgla lokatorów domu. W przypadku braku właściwej i skutecznej reakcji, płomienie mogą zająć część budynku - zaznacza Piotr Woldański.

Trudno w to uwierzyć, ale z relacji ratowników wynika, że wiele osób  pokazuje im na drodze obraźliwe gesty. Nie brakuje też narzekań i wpisów w internecie, oburzonych na fakt, w ocenie autorów - bezduszni kierowcy samochodów strażackich czy karetek - śpiesząc na ratunek w środku nocy włączają sygnały świetlne i alarmowe.    

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy