- Dziesięciu policjantów pilnowało bezpieczeństwa w czasie akcji w Jarocinie
- Uczestnicy akcji: „Mówimy nie hejtowi i mowie nienawiści wobec migrantów”
- Ukrainka Anna: „To, że tu jestem nie było moim wyborem, uciekaliśmy przed wojną”
- Przeciwnicy wsparcia dla migrantów: „Mówimy stop Ukraińcom w Jarocinie”
- Robert Kaźmierczak: „Nie możemy dać się zastraszyć, trzeba robić swoje”
Dwie pierzeje jarocińskiego Runku i dwie grupy ludzi zgromadzonych w przeciwnych celach - jedna, aby wesprzeć migrantów, zwłaszcza tych z Ukrainy i druga - aby zaprotestować przeciwko działaniom skierowanym do obcokrajowców.
Dziesięciu policjantów pilnowało bezpieczeństwa w czasie akcji w Jarocinie
Jarocińska manifestacja wsparcia dla migrantów była częścią ogólnopolskiej, społecznej akcji przeciwko hejtowi i mowie nienawiści wobec obcokrajowców, zwłaszcza tych z Ukrainy.
Jej uczestnicy, a było ich kilkudziesięciu, przyszli na Rynek z różnymi flagami - Polski, Ukrainy, Unii Europejskiej i Jarocina. Byli wśród nich między innymi mieszkańcy, członkowie jarocińskiej Koalicji Obywatelskiej i Ukraińcy. Spotkanie prowadziła Mariola Pilarczyk z Jarocina. Wśród zebranych był również Robert Kaźmierczak, który podkreślił, że uczestniczy w akcji jako osoba prywatna, a nie jako sekretarz gminy.
Nie była to jednak jedyna grupa, która zgromadziła się w tym samym czasie pod Ratuszem. Przyszli również przeciwnicy działań skierowanych do migrantów. Byli wśród nich przedstawiciele partii Nowa Nadzieja, która stanowi część koalicji Konfederacja Wolność i Niepodległość. Grupa też miała flagi, ale wyłącznie biało-czerwone.
Była też - jeśli można tak to ująć - trzecia grupa. To niemałe siły policyjne, w składzie 10-osobowym z pięcioma różnymi radiowozami.
- Takie siły i środki są potrzebne dla określonej liczby uczestników zgromadzenia, żeby było jak najbardziej bezpiecznie - stwierdza podkom. Maciej Kaczmarek.
Temu, co działo się na Rynku, przysłuchiwali się i przypatrywali ludzie odpoczywający na ławkach i w ogródkach na Rynku. Był wśród nich między innymi były burmistrz Jarocina Adam Pawlicki.
Uczestnicy akcji: „Mówimy nie hejtowi i mowie nienawiści wobec migrantów”
Mariola Pilarczyk, prowadząc akcję, podkreśliła, że to właśnie Jarocin jest miastem tolerancji, do którego od lat przyjeżdżają na festiwal różne grupy ludzi.
- Są w różny sposób ubrani, mają przeróżne fryzury, słuchają różnej muzyki, a jednak tu każdy z nich znajduje swoje miejsce i zrozumienie. Chcemy, żeby tak pozostało, żeby w Jarocinie nadal każdy znajdował zrozumienie i swoje miejsce - podkreśliła.
I dodała:
- Dlatego mówimy „nie” hejtowi i mowie nienawiści wobec migrantów.
Uczestnicy akcji mieli okazję posłuchać kilku piosenek nawiązujących do tematu wolności i tolerancji. Wystąpiła między innymi Michalina Matuszak z piosenką Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”.
Ukrainka Anna: „To, że tu jestem nie było moim wyborem, uciekaliśmy przed wojną”
Zapytaliśmy jedną z Ukrainek, która mieszka w Jarocinie i przyszła na Rynek, czy jej zdaniem taka akcją była potrzebna.
- Tak, jak najbardziej. Ja, co prawda nie spotkała się z niczym nieprzyjemnym, ale wiem, że takich sytuacji jest coraz więcej. A to, co dzieje się w internecie, jest bardzo niepokojące - stwierdziła Anna, która przyjechała do Polski w 2022 roku, uciekając z Krematorska w Ukrainie przed wojną.
I podkreśla:
- Jestem tu z mamą, córką i z mężem. Pracujemy, płacimy podatki, moja córka chodzi do szkoły w Jarocinie. To, że tu jestem nie było moim wyborem, uciekaliśmy przed wojną. Gdyby nie to, nie byłoby nas tutaj. Uważam, że to, co dzieje się negatywnego w stosunku do Ukraińców, pochodzi od niewielkiej grupy ludzi. Większość Polaków to cudowni ludzie, którzy służą pomocą, są serdeczni i nie przeszkadza im nasz obecność tutaj. Ale bardzo mi przykro, że dzisiaj nie jesteśmy wszyscy razem, tylko podzieleni na dwie grupy.
Zapytaliśmy też mieszkańców Jarocina, przyglądających się temu, co dzieje się na Rynku, co myślą o akcji skierowanych do migrantów.
- Ja nie mam nic przeciwko nim, nie przeszkadzają mi. Ale atmosfera wokół obcokrajowców robi się coraz gorsza. Coraz częściej słyszy się o ich niebezpiecznych zachowaniach. I to jest też przyczyną niechęci wielu ludzi. Ja na przykład wieczorem sama boję się wyjść na ulicę. Ale ten hejt i agresja mi się nie podobają - przyznaje jedna z kobiet.
Przeciwnicy wsparcia dla migrantów: „Mówimy stop Ukraińcom w Jarocinie”
Zapytaliśmy też przeciwników działań skierowanych do migrantów, dlaczego przyszli na Rynek.
- Jeśli promowany jest obcy kraj w naszym mieście, a większość mieszkańców nie wyraża na to zgody, to dlaczego mieliśmy nie przyjść. Uważamy, że powinna się skończyć pomoc dla nich (Ukraińców – przyp. red.). My z nimi pracujemy do lat i wiemy, jacy to są ludzie, jak się zachowują. Oni przyjechali do nas, a uważają, że wszystko im się należy i więcej znaczą od nas. Coś tu jest nie tak. Dlatego mówimy stop Ukraińcom w Jarocinie - stwierdza jeden z przeciwników akcji na Rynku. - A ta dzisiejsza akcja to nie jest żadne wsparcie tylko prowokacja. Wiedząc, jakie są nastroje w kraju, taka akcja to nic innego, jak prowokacja - dodaje.
Ktoś inny zwraca uwagę na to, że nie wszyscy Ukraińcy są „roszczeniowi”.
- Są tacy, którzy dziękują, że byliśmy z nimi w ciężkich chwilach, ale są i tacy, którzy mówią „nam się należy”. I takich nie szanujemy - mówi.
Robert Kaźmierczak: „Nie możemy dać się zastraszyć, trzeba robić swoje”
Wśród uczestników akcji na Rynku był Robert Kaźmierczak, któremu w ostatnim czasie przeciwnicy działań skierowanych do migrantów, dali kilkakrotnie do zrozumienia, że nie podoba im się jego aktywność w tym zakresie. Jednym z przejawów tego niezadowolenia była taczka z jego zdjęciem postawiona pod Ratuszem.
- W komentarzach, w internecie wylewa się prawdziwy ściek, który jest mową nienawiści i przepełniony agresją. Najbardziej przykre jest to, że ci ludzie mówią językiem ruskiej propagandy. Posługują się nim także tutaj w czasie tej akcji. Ale nie tylko z tym musimy walczyć ale i z kłamstwami z ich strony na temat migrantów i ich wpływu na przykład na bezpieczeństwo - uważa Robert Kaźmierczak.
Jego zdaniem „duży wpływa na negatywne nastroje wobec obcokrajowców mają również politycy, którzy je podsycają”.
Na pytanie, czy po kilku przejawach niechęci ze strony przeciwników działań skierowanych do obcokrajowców, nie obawia się uczestniczyć w takich akcjach, jak ta pod Ratuszem, odpowiedział:
- Był tu dziś ten człowiek, który publicznie mi groził i mówił, że „najpierw pójdziemy do ich domów (obcokrajowców - przyp. red.), a potem przyjdziemy do ciebie”. Obawa zawsze jest, ale nie możemy dać się zastraszyć, trzeba robić swoje - stwierdza Robert Kaźmierczak.
Komentarze (0)