To był finał pełen emocji - tych muzycznych, ale nie tylko. Wielkopolskie Rytmy Młodych cieszyły się w tym roku ogromnym zainteresowaniem. Do konkursu zgłosiło się blisko 500 zespołów. Jury - w składzie: Renata Przemyk, Oliwia Kopcik, WaluśKraksaKryzys, Sebastian Pluta oraz Tomasz Jankowski - musiało wybrać z tej puli najlepszą dziewiętnastkę (do której dołączył finalista przeglądu „Spichlerz poszukuje młodych talentów”), następnie czwórkę (do finału dostał się również jeden zespół wybrany przez internautów), żeby w końcu wskazać dwóch laureatów, w tym jednego zwycięzcę.
Muzyczny Frankenstein w Jarocinie
Już półfinał miał wysoki poziom - do Jarocina zgłosiły się zespoły kompletne, mające swoich wiernych słuchaczy, a na koncie nierzadko wydane płyty czy sukcesy w innych konkursach. Do tego poruszające się w rozmaitych obszarach gatunkowych, co jeszcze bardziej uwydatnił wybór finalistów.
Było przede wszystkim różnorodnie.
- To dobrze, że tak jest, tylko wtedy pojawia się problem z wybraniem tego jednego - mówi z powagą WaluśKraksaKryzys, debiutant w roli jurora konkursu muzycznego. - Dziwnie się w niej czułem. Nie umiem być bezwzględy i analityczny jak AI, która mogłaby w chłodny sposób ocenić występujących. Ja widzę w każdym coś, z czego najchętniej zlepiłbym Frankensteina na potrzeby tego przeglądu - tłumaczy.
O niełatwym zadaniu opowiada też Renata Przemyk.
- Mieliśmy mega trudne zadanie - przyznaje. - Trudno porównywać, czy lepsze jest jabłko czy gruszka, a trochę na tym polega ten wybór. Mam nadzieję, że oni wszyscy będą widoczni, po tym konkursie.
Najpierw na Męskim Graniu, potem w Jarocinie
Najtrudniejsze zadanie podczas finału tegorocznych Wielkopolskich Rytmów Młodych, który odbył się w jarocińskim amfiteatrze, miał występujący jako pierwszy, o godzinie 16.00, Kuba Folwarczny. Naturalnie zagrał dla najmniejszej publiczności, chociaż spotkałem osoby, które wybrały się specjalnie na jego koncert. Wcześniej można było go usłyszeć m.in. podczas tegorocznego Next Fest w Poznaniu, a kilka tygodni temu zaprezentował się na Męskim Graniu w Żywcu. Nic dziwnego, że jest zapraszany na tak duże wydarzenia. Na scenie tworzy swój własny świat, a wyróżnia go osobliwy - ciepły, a zarazem szorstki - wokal (przypominający m.in. Sama Cieri z zespołu Nicotine Dolls). 25-latek pisze bardzo intymne teksty - o meandrach relacji z innymi, rozlicza się w nich również z samym sobą - co też istotnie wpływa na atmosferę jego koncertów.
Ślązak na gitarze gra od 15 roku życia. Później zaczął interesować się pianinem i basem, w końcu - w szkole średniej - pisaniem i rejestrowaniem swojej muzyki. Inspirują go Sam Fender, Fontaines D.C., Wunderhorse. Z polskiego podwórka The Cassino czy Krzysztof Zalewski (szczególnie płyta „Zgłowy”). Jego nadchodzący, debiutancki album promują utwory „Małym palcem o próg” i „Szkło”.
- Nie można zatracać tego, co najważniejsze, czyli pasji. W moim przypadku jest też tak, że polegam na własnej intuicji i zmierzam z nią w konkretnym kierunku. Warto znaleźć swój sposób działania, reagowania na muzykę i obcowania z nią. Nie robić niczego na siłę, a jeszcze, jeżeli ktoś ma trochę szaleństwa w sobie, to będzie to robił w opór, tak długo, aż mu się uda - odpowiada pytany o przepis na debiut Kuba Folwarczny.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Kuba Folwarczny: ostrzej, surowiej… jeszcze bardziej
Artysta już w zeszłym roku dostał się do półfinałów Wielkopolskich Rytmów Młodych. Tomek Jankowski - koordynator i juror konkursu - po wysłuchaniu jego półfinałowego występu w 2025 roku przyznał, że w trakcie dłuższego koncertu Folwarcznego „wyszedłby na fajkę”. Zmienił zdanie, gdy usłyszał Kubę w tym roku. Co w takim razie zmieniło się przez ten czas?
- Gramy w mniejszym składzie (współtworzą go również Szymon Dziwisz i Kajetan Wysocki - dop. red.), trochę ostrzej, surowiej, mniej syntezatorów, więcej gitar. Pamiętam moment, w którym pomyślałem - to wszystko jest surowe, gitarowe, najtisowe… ale musi być jeszcze bardziej - tłumaczy 25-latek.
Duże wrażenie w trakcie jego koncertu robiły momenty, gdy krzyczał do gitary, a dokładnie przetwornika. Podpatrzył ten trik od wokalisty Kings of Leon.
Czy legenda Jarocina miała dla niego znaczenie, gdy zgłaszał się do konkursu?
- Ma, będzie miała jeszcze większy, jeśli zagram jutro na dużej scenie - zażartował. - Mam poczucie, że dotarłem do jakiegoś ważnego punktu - zagrałem na Męskim Graniu, zagrałem na Jarocinie - w miejscu, które ma taką historię - dodaje.
Wilgoć: żeńska Brygada Kryzys
Zupełnie inną energię zaprezentował kobiecy skład z Krakowa - Wilgoć. Zespół powstał w 2023 roku i tworzą go dziewczyny w wieku od 21 do 32 lat: Malwina „Malwa” Miąsik (wokal), Nina „Nina Pacho” Pacholarz (gitara), Natalia Stokłosa (gitara), Maja Pogwizd (bas) oraz Polina Dudaeva (perkusja). Artystki zachwyciły charyzmą i dojrzałością. Frontwoman Malwa przykuwa uwagę.
W swojej twórczości grupa miesza rock i reggae. Wśród inspiracji wymienia: Brygadę Kryzys (do tej grupy porównał je Piotr Banach), Izrael, Manamm, ale też Pink Floyd czy Red Hot Chili Peppers.
Polskie podziemie muzyczne lat 80., 90. ma dla nas ogromne znacznie. Jednak u nas wszystko wychodzi organicznie, nie szukamy konkretnych punktów zaczepienia, bardziej tworzymy to, co aktualnie gra nam w duszy - komentują członkinie Wilgoci.
Podczas półfinałów do Wielkopolskich Rytmów Młodych Renata Przemyk oceniła, że ich twórczość to kobiecy przekaz w najlepszym wydaniu. To był jeden z tych momentów, kiedy Krakowianki poczuły, że ich dwuletni wysiłek (skutkujący wydaną w marcu tego roku płytą „feng szuje”) przynosi owoce.
Płakałam, jakbym wygrała życie. Renata Przemyk jest głosem z mojego dzieciństwa. Kiedy zdałam sobie sprawę, że ona słucha rzeczy, które stworzyłyśmy, i jeszcze w taki sposób je odbiera, poczułam ogromne szczęcie - mówi Malwa.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Czasami dają sobie po mordzie
Choć cała twórczość Wigloci to silny manifest kobiecości, na przód wysuwa się utwór „Kobieta”.
Jestem kobietą, złożoną, niepojętą istotą, brzozą zwiewną, jestem księżycem, ikoną w obrazie, łzą w twoim oku, zimnym drenażem [...] Ja rusałka śnięta, ja sucz zimna wzięta, ja matka bogini, potomkini świni - śpiewa Malwina.
Jak same interpretują hasło „kobiecy przekaz”?
- Wkurzone dziewczyny, bo ile mogą siedzieć w cieniu - rzuca Natalia. - Wkurzenie to jednak twórcza emocja. U nas są wszystkie smaki kobiecości: od miłosnych aspektów, po ogólnospołeczne - zaznacza Malwa.
W trakcie utworu „Wojna” na scenie zawiesiły flagi Palestyny i Ukrainy.
- Kochajmy się, bo ziemia jest dla nas wszystkich - podkreśliła wokalistka grupy.
Usłyszałem, że siła ich zespołu opiera się na relacjach, o które dba się również poza sceną i studiem.
- To jest trochę jak związek - musimy je pielęgnować i nie oczekiwać, że coś będzie działo się samo. Komunikacja? Nie jest łatwo. Czasami trzeba dać sobie po mordzie, ale wiemy, że tworzymy coś pięknego i warto się dla tego postarać - zaznacza Malwina.
Wracając do tematu studia i sceny - zdecydowanie wolą to drugie.
- Proces tworzenia płyty jest jak rodzenie dziecka - oceniła frontwoman zespołu.
Bob Marley królem
Miłośnikom reggae Wilogć mogła tylko zaostrzyć apetyt na więcej. A wtedy przyszedł czas na wykonawcę, który go zaspokoił. Kamil Sucharski to 30-latek pochodzący z Dąbrowy Namysłowskiej (województwo opolskie). Jurorzy Wielkopolskich Rytmów Młodych stwierdzili podczas półfinałów, że swoimi piosenkami przełamuje schemat polskiego reggae. On łączy gatunek z Jamajki z afrobeatem, soulem, a nawet popem.
- Bawimy się tym, nie boimy się eksperymentować - komentuje Kamil Sucharski.
Pytany o swoje największe inspiracje mówi o Bobie Marleyu.
- Dla mnie to jest król.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Kamil Sucharski o Jarocine: „Są tutaj wolni ludzie”
Ze sceny śpiewał, że jest typem, który potrzebuje wolności. Jego koncert był, jak eskapada na wyspę, gdzie królują właśnie wolność. Poza tym też spokój i miłość. Utwory, które wykonywał, pochodzą z nadchodzącej debiutanckiej płyty Sucharskiego. Wydawnictwo promują jak do tej pory single „Bez słów” i „Zanim”.
- Materiału mamy już na godzinny występ. Małymi krokami zbliżamy się do premiery, ale potrzebujemy jeszcze trochę czasu i funduszy - podkreśla Kamil.
To pierwszy konkurs, w którym brał udział. Wcześniej próbował swoich sił w przeglądach szkolnych. Jednak nie po raz pierwszy występował w Jarocinie. W zeszłym roku, u boku Grzegorza Wlazi Wlaźlaka (obecnie swojego menadżera), zagrał koncert niespodziankę na polu namiotowym.
- Wtedy pomyślałem, że chciałbym tu jeszcze zagrać. Podobał mi się klimat, ta otwartość, widać, że są tutaj wolni ludzie - ocenia artysta.
Namaszczona przez Agnieszkę Chylińską
Potem przyszedł czas na zwycięzców głosowania internetowego. Pod pseudonimem Kyöku działa chryzmatyczna wokalistka Izabela Ostrzołek. Pochodzi z Jastrzębia-Zdroju i już w wieku 15 lat grała w swoim pierwszym zespole. Następne próby zwieńczył wydany w 2020 roku debiutancki album „Zenith”, nad którym pracowała z producentem Essexem. Możemy posłuchać na nim electro z motywami etnicznymi. Już wtedy jednak nie były jej obce gitarowe brzmienia. Teraz łączy rocka z muzyką elektroniczną.
- To wszystko dobrze ze sobą działa, to jest moja kompletna odsłona - mówi Iza.
Wcześniej wystąpiła m.in. na Męskim Graniu, Przystanku Woodstock, ADM Festivla w Amsterdamie czy Las Cmp Festivla. Ma też na koncie półfinał „Mam talent” (2025 r.). Agnieszka Chylińska, komplementując jej wokal, powiedziała, że dzięki niej będzie spokojna na swojej emeryturze o polską scenę muzyczną.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Kyöku i zakazany Jarocin
Przyjazd do Jarocina, na który niegdyś nie pozwalali jej rodzice, był od zawsze jej marzeniem. To dlatego Ślązaczka zorganizowała w mediach społecznościowych kampanię „Dej głosa”, w ramach której nagrywała filmik zachęcające do zagłosowania na nią w ramach półfinału Wielkopolskich Rytmów Młodych. Opłaciło się.
To była moja inicjatywa, bo gdy o czymś się marzy, to wstydem byłoby o to nie zawalczyć. Ja zawalczyłam - podkreśla z dumą Kyöku.
Większość utworów, które usłyszała publiczność w Jarocinie, pochodzą z jej nowego, niewydanego jeszcze albumu.
- Trudno jest znaleźć konkretnego wydawcę - komentuje 29-latka.
„Jak ja, nie chcesz tu być” wybrzmiał nośny refren jednego z utworów. To właśnie na koncercie jej zespołu, z gościnnym udziałem Jędrzeja Wise (multidyscyplinarnego artysta pochodzącego z Poznania, który niedawno wydał utwór z Nosowską) bawiło się najwięcej ludzi pod sceną.
„Tutaj nie ma już wolności”
Na koncercie Kyöku było gorąco nie tylko za sprawą energii wokalistki. Członkowie jarocińskiego zespołu punkowego Rewers postanowili zamanifestować swoje niezadowolenie z faktu, że teledysk Ostrzołek do utworu „Wrony” (z listopada 2023 roku) został wygenerowany w AI. Przez niemal cały koncert trzymali w rękach transparenty z hasłami: „Jeb*ć AI”, „Rytmy Młodych próbują zabić awangardę” i „Tutaj nie ma już wolności”. Młodzi muzycy kilka dni wcześniej zdobyli pierwsze miejsce w sekcji konkursowej Festiwalu Pieśni Zbuntowanej zorganizowanym w Dołach Biskupich. Organizują też koncerty charytatywne w Spichlerzu.
- Koleżanka, która gra na scenie, ma jeden teledysk wygenerowany w AI. To o jeden za dużo. To jest pójście na łatwiznę. Nie do takich celów, takie narzędzie powinno być wykorzystywane. Powinno być używane np. do optymalizacji, np. jakiejś produkcji roślinnej, a nie generowania śmiesznych obrazków, bo ktoś nie umie ich sobie narysować - tłumaczy powód protestu Stanisław Hejduk z zespołu Rewers.
O odniesienie się do sytuacji poprosiłem Kyöku.
- Kiedy AI się pojawiło, spróbowałam tego. Nie jest to niczym złym, nie uważam, że zrobiłam jakiś duży błąd, robiąc jeden klip w AI - odpowiedziała.
Akcja nie uszła uwadze jurorów konkursu.
- Na szczęście mamy tutaj 100 procent muzyki na żywo - skomentował ze sceny Tomek Jankowski, koordynator Wielkopolskich Rytmów Młodych. - Mam głęboką nadzieję - bo to jest narzędzie takie jak każde inne - że będzie mądrze wykorzystywane. Bo to nie jest złe same w sobie, ale nie dajmy nikomu za siebie myśleć. I to dotyczy całej przestrzeni, również AI - oceniła Renata Przemyk.
Zespół trudno dostępny
Temperaturę ostudził kolejny, a zarazem ostatni występ konkursowy. I taki komentarz nie powinien być ujmą dla zespołu kast. Chłód i magnetyzm zapraszają do ich uniwersum. A w nim odbywa się wiwisekcja za sprawą tekstów charyzmatycznego lidera - 32-letniego Mateusz Ziąbka. Opowiadają o lękach młodych ludzi, m.in. izolacji społecznej i przebodźcowaniu. „Nie jestem idolem, nie wskazuje dróg, nie mam zasięgów, nie klikam się” - zaczęli koncert.
- Czuliśmy się na tej scenie bardzo dobrze, chociaż jesteśmy zespołem trudno dostępnym. Nie dajemy ludziom takiej rozrywki, jakiej pewnie niektórzy by oczekiwali - żeby wszystko było wesołe, do poskakania i poklaskania - mówi chwilę po występnie Mateusz Ziąbek.
Należy pochwalić zespół za świetny kontakt z publicznością, szczególnie podczas wykonywania utworu slogan, kiedy wokalista wyszedł na widownię.
„Subkultura, bez niej nie ma kultury, staram się powiedzieć, że to coś więcej niż zielone irokezy i dresy w trzy pasy te łyse głowy to coś więcej niż strach” - wyśpiewywał.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
kast.: 10 lat po schodach wieżowca
Zespół - który tworzą również: Dominik Kalisz (syntezatory, gitara), Mateusz Stołowski, (gitara basowa, wokal), Michał Górny (perkusja), Michał Mikołajczyk (gitara) - istnieje już 10 lat. Wszyscy jego członkowie pochodzą z Aleksandrowa Łódzkiego.
To 10 lat było jak wchodzenie po schodach na wieżowcu. Zaczynaliśmy od garażu, jak każdy, przewinęliśmy się przez dziesiątki malutkich klubów, czasami grając dla pięciu osób, ale generalnie cel był jasny - żeby nigdy nie przestawać tego robić. Zawsze bardziej niż chwilowe wystrzały z TikToka inspirowały nas takie kariery, które się stopniowo rozwijały - tłumaczy Mateusz Ziąbek, podając za przykład Błażeja Króla.
Grupa wydała jak do tej pory dwa albumy długogrające - „Milion pomysłów na siebie” (2019) i „Daj Spać” (2024). W 2022 roku zajęli drugie miejsce na Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie pod dyrekcją Katarzyny Nosowskiej. W zeszłym roku dotarli do półfinału Wielkopolskich Rytmów Młodych, ale na tamtym etapie wówczas zakończyła się ich przygoda. Mają już nagrany trzeci - najbardziej osobisty i dosadny - album. Premiera najprawdopodobniej wiosną 2027 roku.
Oni wygrali Wielkopolskie Rytmy Młodych
Decyzją jury to właśnie zespół kast. wygrał tegoroczną edycję Wielkopolskich Rytmów Młodych. Zespół zgarnął 15 tys. zł oraz możliwość nagrania singla w Radiu Poznań. Grupa wystąpiła także w sobotę na dużej scenie Jarocin Festiwal. Chociaż czasu było niewiele, ponieważ koncert trwał tylko 20 minut, muzycy zdołali zaintrygować tych, którzy postanowili wybrać się pod scenę.
Wyróżniona została Kyöku, zgarniając głośniki od jarocińskiej firmy Pylon Audio. Wystąpiła również w piątek na dużej scenie, przyciągając większą widownię niż kast. kolejnego dnia.
Dalsza część tekstu pod wideo
Koncert życia Sad Smiles
Wielkopolskie Rytmy Młodych to od kilku lat także projekty specjalne, które cieszą się dużym zainteresowaniem mieszkańców i sprawiają, że jarociński amfiteatr zapełnia się publicznością po brzegi. W tym roku tuż przed ogłoszeniem wyników konkursu zaprezentował się jego laureat z 2024 roku - zespół Sad Smiles. Było to jednak wydanie grupy, jakiego do tej pory nie znaliśmy. Nastolatkowie, kojarzący mi się bardziej z mieszaniem rocka i popowej melodyjności niż ciężkim graniem, wykonali legendarny album Siekiery „Nowa Aleksandria”, jednocząc pokolenia na widowni. Szymon Jarmuła wszedł w rolę, a ze sceny biły nie tylko solidne przygotowanie i skupienie, ale także ekscytacja. Wiele osób pytanych potem przeze mnie o najlepszy koncert festiwalu wskazywało na Sad Smiles. To może być nowa wizytówka Jarocin Festiwal. Dla samej grupy - jak przyznała później w mediach społecznościowych - był to występ życia.
Renata Przemyk: „Musiały być silniejsze niż wszystko wokół”
Więcej luzu mogliśmy doświadczyć na koncercie wieczoru - Renata Przemyk przygotowała projekt „Kobiety Jarocina”, zapraszając do niego Anię Rusowicz, Anję Orthodox i (fenomenalną!) Kasię Krzyżaniak, absolwentkę LO im. Tadeusza Kościuszki w Jarocinie. Przez cały koncert przewijało się pytanie - jak czuły się artystki w Jarocinie w latach 80. - w świecie zdominowanym przez mężczyzn, w zupełnie innych realiach niż dzisiaj. - Musiały być silniejsze niż wszystko wokół, nic nie mogło ich zatrzymać, a wszystko chciało - mówiła Renata Przemyk. Jak wyłapałem - opokę stanowiły przyjaźń, poczucie humoru i miłość.
Więcej na temat tego koncertu przeczytasz, klikając w poniższy link.
Jak wam podobały się Wielkopolskie Rytmy Młodych? Dajcie znać w komentarzu.
Komentarze (0)