Reklama

Wielki brat patrzy [WIDEO]

Opublikowano: 27 listopada 2013 12:15
Autor:

Wielki brat patrzy [WIDEO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości

Reklama

- Pierwszy raz jak się wejdzie, to ta wysokość robi wrażenie. Potem człowiek się oswaja. Często się zdarza, że potężni mężczyźni nie potrafią poradzić sobie ze lękiem wysokości - mówi podleśniczy Andrzej Antowski, który pełnił dyżury na wieży przeciwpożarowej w Małoszkach. Właśnie zakończył się kolejny sezon. Kamery zostały zdemontowane. Obserwatorzy wrócą do obserwacji wiosną, gdy wzrośnie zagrożenie pożarowe.

Na terenie Nadleśnictwa Jarocin znajdują się dwie wieże przeciwpożarowe: w Żerkowie i w leśnictwie Małoszki na Górze Konwaliowej. Wieże tworzą cały ciąg punktów obserwacyjnych od Czempinia aż po Rychwał. System służy wczesnemu wykrywaniu pożarów. Każde nadleśnictwo ma również punkt alarmowo-dyspozycyjny koordynujący działania tych wież.

Mamy dwa rodzaje wież: jedne mogą być wyposażone w kamerę, która sterowana jest przez obserwatora na ziemi. Tak jest w przypadku Żerkowa. Drugi rodzaj monitorowania okolicy polega na obserwowaniu terenu przez człowieka siedzącego bezpośrednio na wieży i wyposażonego w profesjonalny sprzęt optyczny. Oba rodzaje punktów wyposażone są w kierunkomierze, pozwalające na określenie azymutu ew. miejsca pożaru. Wieże dokonują tzw. namiaru, a punkt alarmowo-dyspozycyjny zbiera te dane i na ich podstawie określa miejsce zdarzenia. Pozwala to na precyzyjne określenie lokalizacji. - W przyszłości mówi się o unowocześnieniu punktów za pomocą komputerów ze specjalnym oprogramowaniem. Miałyby one przeprowadzać analizę obrazu. Ostatecznie jednak to człowiek musiałby ocenić, czy zauważony problem jest zagrożeniem czy fałszywym sygnałem - tłumaczy Krzysztof Matysiak, pracownik Nadleśnictwa Jarocin odpowiedzialny za system kamer. Podkreśla, że każde z rozwiązań ma swoje wady i zalety. Obserwacja za pośrednictwem kamery wymaga większej koncentracji i jest bardziej męcząca dla wzroku. Z kolei obserwator na wieży jest narażony na uciążliwości związane z pracą na wysokości. Samo wchodzenie na górę, na wysokość 35 metrów nie należy do łatwych. - Pierwsze wieże były drewmiane, obecne są dużo trwalsze - metalowe. W latach 70. nastąpił rozwój telewizji. Pozwoliło to na używanie sprzętu również do celów przemysłowych. Zaczęły się pojawiać pierwsze kamery na ulicach służące np. do monitorowania ruchu miejskiego. Pierwsze wieże telewizyjne w lasach pojawiły się pod koniec lat 70-tych. Ale dopiero teraz telewizja HD daje najlepszą skuteczność - wspomina Krzysztof Matysiak. Montowanie i kalibrowanie sprzętu oraz obserwacja na wieży wymaga specjalnych predyspozycji m.in. do zdolności do prac na wysokościach. Obserwatorom TV już nie, ponieważ siedzą przed monitorem w leśniczówce a nie na wysokiej wieży. Dyżury rozpoczynają się przed południem i kończą się o zmierzchu od wiosny do jesieni.

Rozwój naziemnych punktów obserwacji wpłynął na zmniejszenie wydatków na wynajem samolotów gaśniczych. Ich rola ograniczyła się bardziej do gaszenia niż patrolowania. Jednorazowo taki samolot zabiera nawet 2,5 tony wody. Obserwatorzy wykrywają i zgłaszają nie tylko pożary lasów, ale również palące się zboża i inne zdarzenia wiążące się ze zadymieniami Nie rozgraniczają także lasów państwowych i prywatnych, tym bardziej, że ogień może się przenieść z jednych do drugich. Rozwój telefonii komórkowej sprawił, że równie często o pożarach alarmują ludzie przypadkowi. Widoczność z wieży zależna jest od pogody. Dni, kiedy widoczność jest świetna i sięga kilkudziesięciu kilometrów, zdarzają się zaledwie kilka razy w roku, Az zykle jest to ok. 15 do 20 km.

Podleśniczy Andrzej Antowski na co dzień pracuje w leśnictwie Boguszyn. Zdarza się jednak, że zastępuje osobę zatrudnioną do obserwacji na wieży w Małoszkach. - Praca jest bardzo odpowiedzialna. Wymaga refleksu i dobrego wzroku. Prawie cały czas trzeba lustrować teren dokoła. Człowiek ma szczególnie na początku obawę, żeby czegoś nie przeoczyć, nie zbagatelizować i uważa też, że lepiej na początku się konsultować z pobliskim leśniczym. Potem dochodzi się już do wprawy w rozpoznawaniu dymów. I wie się już, że jak się pojawia latem dym w godzinach wieczornych, to nie musi to być pożar, bo ludzie często przepalają w piecach, żeby mieć ciepłą wodę do mycia - tłumaczy podleśniczy.

Leśnik wyjaśnia, że do tej pracy trzeba mieć nie tylko dobry wzrok, ale i szczególne predyspozycje psychiczne. - Musi to być osoba, która lubi samotność i jest z natury milczkiem. Ktoś w typie myśliwego czy wędkarza. Przy okazji obserwacji można też zauważyć inne sprawy np. nielegalny wjazd do lasu samochodem. Można spisać numery rejestracyjne. Na początek jest to zawsze ostrzeżenie, choć jako leśnicy możemy też wystawić mandat. Można także dostrzec wypadek na trasie - zapewnia. Podleśniczy Antowski wspomina, że ciekawe jest obserwowanie z wieży nadciągającej na horyzoncie burzy albo przelatujących blisko samolotów. W przypadku bardzo silnego wiatru konstrukcja może się odchylać od pionu nawet o 0,5 metra. Jeśli burza zaczyna zbliża się do wieży, to obserwator otrzymuje polecenie od koordynatora, żeby ją opuścić.

Aby wejść na wieżę potrzeba około 3-4 minut. Za każdym razem trzeba wnosić ze sobą cały ekwipunek: przenośny radiotelefon, lornetkę, mapę oraz kanapki i termos. Na wieży nie ma prądu, więc nie ma możliwości zagotowania sobie wody do herbaty czy zupy albo podłączenia laptopa. - Kilka razy próbowano się tutaj włamać. Na wieży nie ma niczego, co dałoby się spieniężyć. Wandale powodują jedynie niepotrzebne szkody. Robią to często młodzi ludzie dla sportu, aby popisać się. Robią zawody w obchodzeniu wieży dookoła np. wspinając się na rękach. A wszystko po to, żeby powiedzieć mi, że byli tu albo zerwać tablicę informacyjną. Upadek z piątego poziomu może mieć poważne skutki. Dla wielu zakaz wstępu jest zachętą do łamania prawa. W sezonie jest całkiem sporo wycieczek. Są tacy, którzy próbują przekonać obserwatora, żeby pozwolił im wejść. Ale niestety nie ma takiej możliwości, żeby osoby postronne wchodziły na wieżę - mówi Andrzej Antowski.

(ls)

Na zdjęciu: Podleśniczy Andrzej Antowski podkreśla, że aby być dobrym obserwatorem trzeba mieć szczególne predyspozycje psychiczne i świetny wzrok

Fot. Lidia Sokowicz

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.