Reklama

Miłość sprawiła, że zmienił swoje życie i przeprowadził się z Włoch do Kadziaka

Opublikowano: sob, 28 maj 2022 15:30
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości To jest historia niczym z bajki albo romantycznego filmu. Vincenzo Felicetti poznał Agnieszkę z Jarocina. Miłość sprawiła, że przeprowadził się z Kalabrii do Polski. Kupił dom w Kadziaku. W grudniu został ojcem. Massimo jest jego oczkiem w głowie. W lipcu odbędzie się ślub.

Reklama

Po wpisaniu nazwiska Vincenzo Felicettiego w popularną wyszukiwarkę internetową możemy znaleźć sporo materiałów w języku włoskim, z których można się dowiedzieć, że jest określany jako "ikona lekkoatletyki". Mimo że ma już skończone 73 lata to dobrej formy, kondycji i energii mógłby mu pozazdrościć niejeden młodszy od niego człowiek. Ma spore osiągnięcia m.in. w biegach na 100, 200 i 400 metrów - zarówno indywidualnie, jak i w sztafecie. W tym sporo tytułów mistrza świata. W jego domu w Kalabrii jest mnóstwo medali i pucharów. Obecnie jest emerytem. Wcześniej pracował we włoskiej telekomunikacji. 

Na swoim koncie ma około stu zwycięstw we Włoszech, 23 tytuły mistrza Europy i 6 mistrza świata. W swojej karierze sportowej ustanowił kilka rekordów.    

- Kiedy patrzę na to wszystko, nie mogę czasem uwierzyć, że tak wiele udało mi się osiągnąć, zdobyć. Wydaje mi się to niemożliwe. We Włoszech nikt nie zrobił takiej kariery, jak ja. Nikt nie ma tylu tytułów i medali co ja. Według statystyk jestem w pierwszej dziesiątce zawodników masters na świecie. Mam nadzieję, że będę mógł jeszcze biegać. Mam problemy ze stopami - podkreśla Vincenzo Felicetti.  

Wcześniej przez sześć lat grał w piłkę nożną. Nadal jest zagorzałym kibicem. Jego ukochaną drużyną jest AC Milan. Ale prawdziwą pasją okazała się lekkoatletyka, którą trenuje już od 33 lat. Na swoim profilu na Instagramie pisze o sobie: "Sono il numero 1 dei master" (Jestem numerem jeden wśród mistrzów).     

Zwiedził Europę i sporą część świata

Dzięki sportowi - jak sam podkreśla - zaczął podróżować. Poznał całą Europę i świat. Startował m.in. w Rosji, Grecji, Hiszpanii, Bułgarii, Rumunii, Słowenii, Jugosławii, Norwegii, Finladii, Szwecji, ale również w Indiach, Chinach, Japonii, Australii, Ameryce i Afryce Południowej.  

 - To piękna przygoda. Od sportu ważniejsza jest tylko rodzina. Mam na myśli sport, ale w sensie czynnego uczestnictwa w nim. Nie chodzi mi o oglądanie go w barze czy uczestnictwo w kongresach. To styl życia. Traktowany serio daje rezultaty - podkreśla Vinzenzo.    

W 2006 roku opublikował książkę poświęconą lekkoatletyce mastersów we Włoszech. Zawarł w niej informacje na temat federacji, zawodów, a także sylwetki i osiągnięcia zawodników (zdjęcia, wycinki prasowe), w tym również swoje.  Kataegoria "masters" to zawody, w których startują zawodnicy powyżej 35. roku życia. Imprezy obejmują lekkoatletykę, biegi szosowe i biegi przełajowe. Zawodnicy są podzieleni na pięcioletnie grupy wiekowe. W zawodach międzynarodowych pierwsza grupa wiekowa to 35-39 lat. Przygotowywał ją przez 3 lata.    

Przez covid wiele zawodów nie mogło się odbyć. Dlatego Vincenzo postanowił podróżować camperem po Włoszech. Często można go było zobaczyć na parkingu przy Jarocin Sport. Uwagę zwracał hasłem "“Abbi Cura di Te. Lo sport la tua medicina" (Zaopiekuj się sobą. Sport twoim lekarstwem). Swoją podróż rozpoczął na początku września 2020 roku. Przez ponad miesiąc pokonał osiem tysięcy kilometrów.

Z miłości postanowił zmienić swoje życie

W Polsce Vincenzo gościł zwykle przy okazji międzynarodowych lub światowych zawodów mastersów. Przy okazji jednego z wyjazdów poznał zawodnika z naszego terenu - Jana Tomczaka. Nie to jednak było powodem, dla którego postanowił zmienić swoje życie i przeprowadzić się do Polski. Powodem okazała się miłość do jarocinianki Agnieszki, którą również poznał w Czechach, w miejscowości Lovosice. Później utrzymywali kontakt przez messengera, facebooka i telefonicznie. Wreszcie zaprosił ją na wspólne wakacje do Włoch.     

- Poznaliśmy się lepiej. I tak zrodziła się miłość. Agnieszka ma fantastyczną rodzinę - opowiada z radością.      

To dla niej zdecydował się opuścić Kalabrię i rozpocząć nowe życie w Polsce. O niej mówi, że jest "dobra, wspaniała". Wcześniej był już żonaty. Jest rozwodnikiem. Jest ojcem i dziadkiem. Jego córka ze swoją rodziną mieszka niedaleko Mediolanu. Jak podkreśla jego rodzina jest bardzo duża. Teraz kupił dom w Kadziaku. Trzeciego grudnia ubiegłego roku para powitała na świecie Massimo, który jest oczkiem w głowie Vincenzo. Chrzest chłopca odbył się w Wielkanoc. W lipcu zaplanowany jest ślub i wesele. 

To, że został ponownie ojcem jest jego zdaniem cudem. Czymś, co wydawało mu się niemożliwe.

- Nawet sobie nie wyobrażałem, że będę miał syna. Jestem naprawdę szczęśliwy i spokojny. Dzięki dziecku czuję się młodszy. To jest dla mnie wielka radość. Jestem bardzo zadowolony. Nie patrzę na przeszłość, ale na to, co przyniesie jutro - podkreśla.    

Agnieszka zajmuje się dzieckiem, więc to Vincenzo gotuje na co dzień. Jego specjalnością są oczywiście potrawy z kuchni włoskiej, którą ocenia jako najlepszą na świecie. W niedzielę je polski obiad przygotowany przez narzeczoną. Z polskich potraw przypadły mu do gustu m.in. pierogi, mięso, ziemniaki. 

Twierdzi, że Italia - z uwagi na klimat, pogodę i piękne miasta z mnóstwem zabytków - jest dobrym miejscem, ale jedynie na wakacje, ale nie do codziennego życia. Jego zdaniem lepiej żyje się w Polsce, która jest spokojniejsza. I bardziej religijna niż Włochy.          

Po ślubie będzie mógł startować w polskich barwach 

Vincenzo cieszy się, że w przyszłym roku będzie już mógł startować w polskich barwach. W planach ma również stworzenie muzeum w Kadziaku. Liczy jednak na pomoc samorządu w tej sprawie. Chciałby też organizować spotkania w szkołach. Mówi po włosku i po angielsku. Tym drugim języku rozmawiają w domu. Zaczął się jednak uczyć również polskiego. Zna już podstawowe zwroty.

- Nie mam na to zbyt dużo czasu. Zmieniłem swoje życie. Kupiłem dom blisko lasu, przeprowadzałem się. Pracuję w ziemi. Dom jest duży, ogród też. Wymagają dużo pracy. Jan bardzo mi pomaga. Przy małym dziecku jest też dużo pracy. Ale powoli, na spokojnie, nauczę się - przyznaje Vincenzo. 

We Włoszech mieszkał w Kalabrii. Ma tam wielki dom z widokiem na morze. Ale, jak podkreśla, nie był tam szczęśliwy, bo był sam. 

Vincenzo jest pod dużym wrażeniem Jarocina, a szczególnie wielu możliwości uprawiania sportu przez dzieci, młodzież i dorosłych.  

- Jest stadion, basen, siłownia. Jarocin jest fantastyczny. Młodzi ludzie mogą uprawiać sport. W Kalabrii musiałem robić trenning na ulicy, bo stadion jest zamknięty, zarośnięty wysokimi chwastami. Wstyd mi o tym mówić. Podobnie jak i o sprawach, jakie dzieją się wewnątrz naszego kraju. Jest mafia, korupcja, przestępczość - przyznaje.  

Przed mistrzostwami ćwiczy razem z Janem Tomczakiem nawet trzy razy w tygodniu. Jarociniak namawia go, aby w marcu przyszłego roku wybrali się światowe mistrzostwa w Kanadzie. Vincenzo jest jednak bardziej sceptyczny. Jego kondycja nie jest obecnie na najwyższym poziomie. Ma problemy ze stopą, a szczególnie z palcami. Korzysta z pomocy ortopedy i fizjoterapeuty. Czuje się dobrze, ale na razie musi ograniczyć aktywność fizyczną.   

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się.

        

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy