Oskarżony ksiądz: Nie wiem czemu wikary nazwał mnie szatanem

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Oskarżony ksiądz: Nie wiem czemu wikary nazwał mnie szatanem - Zdjęcie główne
Autor: B. Nawrocki | Opis: Ksiądz na ławie oskarżonych. Zarzut: Znęcanie się. Rusza proces
Zobacz
galerię
21
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościPrzed Sądem Rejonowym w Jarocinie ruszył proces byłego proboszcza parafii w Żerkowie. Prokuratura zarzuca księdzu psychiczne znęcanie się nad wikarym. Młody ksiądz popełnił w ubiegłym roku samobójstwo. O tragedii pisały niemal wszystkie media. Sprawa budzi duże kontrowersje. Oskarżony nie przyznaje się do winy.
reklama

Dziś, 17 listopada, tuż po godzinie 9.00 w Wydziale Karnym Sądu Rejonowego w Jarocinie rozpoczął się proces księdza Jarosława G. 

Oskarżony przybył do sądu samotnie, niemal na ostatnią chwilę. Nie chciał rozmawiać z licznie zgromadzonymi mediami. Jeszcze w korytarzu włożył na twarz czarną maseczkę, znaną z czasów pandemii, a kiedy w drodze na salę sądową reporterzy próbowali zrobić mu zdjęcie, starał się zakryć obiekty aparatu.

Sprawę prowadzi sędzia SR w Jarocinie Tomasz Janiec. Rodzice księdza Roberta Olejnika, w procesie występują jako pokrzywdzeni, sąd przyznał im też status oskarżycieli posiłkowych. Mają swojego pełnomocnika.

W poniedziałek mama wikariusza, ze łzami w oczach, cały czas trzymała duże, czarno-białe zdjęcie zmarłego syna.

Prokurator: Dezawuował, dyskredytował, poniżał, wyśmiewał, wykluczał

Prokurator Jakub Łuczak z Prokuratury Rejonowej w Jarocinie odczytał dość krótki akt oskarżenia. Dotyczy od okresu od początku 2021 roku, aż do dnia tragicznej śmierci księdza Roberta Olejnika.

reklama

"Pełniący funkcję proboszcza parafii Świętego Stanisława Biskupa w Żerkowie w miejscu wspólnego zamieszkania (...), jak również w innych miejscach posługi kapłańskiej, znęcał się psychicznie nad podległym mu i pozostającym w stałym stosunku zależności od niego wikarym, księdzem Robertem Olejnikiem w ten sposób, że publicznie upokarzał go, dezawuował, dyskredytował, poniżał, wyśmiewał, wykluczał z czynności liturgicznych, w następstwie czego Robert Olejnik w dniu 1 czerwca 2024 roku w Żerkowie (...) skutecznie targnął się na własne życie, oddając strzał w głowę z broni czarnoprochowej i tym samym wypełnił znamiona czynu z artykułu 207 paragraf I i III Kodeksu Karnego" - odczytał prok. Jakub Łuczak.

Oskarżony: Nie było między nami żadnego konfliktu 

Oskarżony Jarosław G, nie przyznaje się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Jego pełnomocnikiem jest adwokat Przemysław Gulcz. Sąd standardowo w takiej sytuacji odczytał wcześniejsze zeznania oskarżonego. 

reklama

“Ksiądz wikary nie miał żadnych zakazów, wręcz przeciwnie. Przez prawie trzy lata jeździł do do kaplicy na filię, to było w środy i w piątki oraz wszystkie niedziele. A zasada jest, że jeździ się na zmianę. Nie było żadnych sprzeciwów, on chciał i jechał. Ksiądz wikary przez trzy lata wcale się nie uskarżał, ani biskupowi, ani mnie. (...) W maju zeszłego roku, gdy była wizytacja biskupa wikary prawie trzy godziny rozmawiał z biskupem, by mógł jeszcze zostać na parafii i pisać pracę doktorską. Ja wyraziłem na nią zgodę u biskupa Bryla, bo proboszcz musi wyrazić na takie coś zgodę - zeznawał oskarżony. - Mieliśmy normalne relacje. Nie było między nami żadnego konfliktu. W Sylwestra ksiądz był sam w domu i chyba za dużo wypił i nie mógł skończyć mszy. Został przeze mnie odsunięty, wziąłem jego czynności. Po mszy rozmowa, nie na zasadzie krzyku, tylko na zasadzie "księże wikariuszu, co się stało". Odpowiedział, że jest Sylwester".

reklama

Oskarżony, odpowiadając na zarzut odsuwania od wikariusza od obowiązków, wyjaśniał, że trudno oczekiwać, by rekolekcje prowadził ksiądz jednocześnie uczący katechezy w szkole, dlatego zaproszono rekolekcjonistę z zewnątrz. Odnosząc się natomiast do procesji Bożego Ciała, twierdził, że wikariusz "sam odsunął się od modlitwy przy ołtarzach, to była jego decyzja".

Były proboszcz zeznał też, że parafianie mieli skarżyć się na wikariusza, że "zbyt głośno prowadzi msze święte". Mówił też o pasji duchownego do broni i o tym, że uwielbiał jeździć na motocyklu. Krótko przed tragicznymi wydarzeniami księdza miała zatrzymać policja. Nie wyjaśniono jednak, czy wikariuszowi - taka pojawiła się sugestia - odebrano prawo jazdy. Ale ta sytuacja miała mocno "zasmucić" ks. Roberta.  

reklama

"Wiedziałem, że on jest w posiadaniu broni. Chwalił się nią, długo oczekiwał na pozwolenie. Zadałem mu pytanie, gdzie będzie strzelał, bo na strzelnicy bractwa kurkowego w takiej broni nie strzelają" - zeznawał oskarżony. "Nie wiem, dlaczego ksiądz wikary w korespondencji z kimś na nazywał mnie szatanem".

Duszpasterz kilka razy w zeznaniach podkreślał, że - w jego ocenie - stosunki na plebanii były prawidłowe, a obaj księża jeździli wspólnie na przyjęcia i uroczystości. Śledczym opowiedział również o tym, co działo się we wspólnocie po śmierci wikarego i powodach przeniesienia do Kobylina.

"Biskup powiedział, że będzie mi tu ciężko. Powiedział, że przydzieli mi wikarego, ale nie było chętnych. Jest dużo pracy na parafii w Żerkowie".

Oskarżony podtrzymał swoje wcześniejsze zeznania niemal w całości. Jeszcze raz odmówił odpowiadania na pytania sądu i stron postępowania.

Sąd przesłucha 32 świadków 

Sąd ma do przesłuchania w tej sprawie 32 świadków - zarówno oskarżenia, jak i obrony.

- W naszej ocenie akt oskarżenia jest poparty wiarygodnymi, rzetelnymi dowodami, ale to oceni sąd po przeprowadzeniu rozprawy w sposób bezpośredni - powiedział prokurator Jakub Łuczak w rozmowie z mediami.

Przyznał, że jednym z ważnych dowodów jest opinia biegłej psycholog.

- To jest jeden z elementów dowodowych, które zebraliśmy w tej sprawie, sąd oceni czy był zachowany warunek sine qua non targnięcia się na życie w związku z zachowaniami księdza - podkreślił śledczy. - Rodzina pragnie sprawidiwości, a nie zemsty - dodał. 

Kolejne posiedzenie wyznaczono na połowę stycznia przyszłego roku.

Wierni w parafii Stanisława Biskupa Męczennika w Żerkowie cały czas są podzieleni w kwestii oceny przyczyn tragedii, której finałem jest toczący się proces sądowy. Z aktualnych intencji mszalnych wynika, że środę będą się modlić za ks. Jarosława "o potrzebne łaski, zdrowie, siły i boże błogosławieństwo". Dwa dni później odprawiona ma być msza św. za zmarłego ks. Roberta.   

Wydarzenia, których wynikiem jest akt okarżenia, miały miejsce w czerwcu ubiegłego roku, dokładnie w Dzień Dziecka, który przypadał w sobotę. Mieszkańcy przyszli na poranną mszę, którą miał poprowadzić ks. Robert Olejnik. Duchowny się nie pojawił. Szybko okazało się, że nie żyje. Z ustaleń śledczych wynika, że popełnił samobójstwo.

Parafianie piszą listy po śmierci wikarego

Cztery miesiące później biskup zdecydował o przeniesieniu proboszcza parafii Jarosława G. do Kobylina. Jak wówczas pisaliśmy w portalu - do zmiany duszpasterza mogły się przyczynić listy wysyłane przez parafian do biskupa.

W ostatnim, pod którym zbierane były podpisy, poprosili oni ordynariusza diecezji kaliskiej o to, aby przyszedł do nich kapłan, który "będzie budował jedność, ponieważ obecny proboszcz nie jest w stanie tego zapewnić". Do podziałów wśród wiernych doszło po tragicznej śmierci wikariusza żerkowskiej parafii - księdza Roberta. Wiele osób uważało, że do podjęcia przez niego desperackiego kroku miał się przyczynić ciągłą krytyką właśnie proboszcz. 

Według wiernych, proboszcz miał psychicznie znęcać się nad księdzem Robertem. Zauważyli, że odsuwał go od obowiązków, miał taże szydzić z wyglądu.

"Znęcał się nad wikarym psychicznie, upokarzał go, poniżał i obgadywał. Po całej parafii opowiadał, że ksiądz Robert do niczego się nie nadaje, że jest śmierdzącym leniem, że cały czas gada, że mu zimno na plebanii, ale d*py nie ruszy, żeby do pieca dołożyć. Wyzywał go od tłuściochów i grubasów. Mówił, że trzeba przed nim jedzenie chować, bo potrafi świniaka na jedno posiedzenie zjeść. Wszystkim opowiadał o ogromnej ilości leków, które zażywa. Mówił, że jest nienormalny. Potrafił nawet powiedzieć, że matka się go z domu pozbyła, a on teraz musi się z przygłupem męczyć" - to fragment cytowanego przez "Gazetę Wyborczą" listu, który mieszkańcy gminy Żerków wysłali do kurii w Kaliszu.

Były proboszcz usłyszał zarzuty

Po trwającym ponad rok śledztwie, prokuratura przedstawiła zarzuty byłemu proboszczowi parafii św. Stanisława Biskupa Męczennika w Żerkowie w sprawie śmierci 31-letniego ks. Roberta Olejnika. Według ustaleń śledczych, cytowanych przez „Gazetę Wyborczą” (wyd. poznańskie). Prokuratura zarzuca duchownemu psychiczne znęcanie się nad wikarym, które - zdaniem biegłych - miało przyczynić się do jego decyzji o targnięciu się na życie.

W publikacji podkreślono, że zarzuty mają charakter czynu zabronionego z art. 207 §3 Kodeksu karnego, a podejrzany nie przyznał się do winy.

Prokuratura oparła się na zeznaniach świadków - przede wszystkim parafian, ale także byłych wikariuszy - analizie korespondencji zmarłego księdza oraz na opinii biegłej psycholożki. 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meller potwierdza, że w czerwcu tego roku prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Jarocinie akt oskarżenia w tej sprawie.

- Na tę chwilę gospodarzem postępowania jest sąd, mogę potwierdzić, że prokurator skierował akt oskarżenia dotyczący czynu z art. 207 par. 1 i 3. Dotyczy zachowań, do których miało dochodzić w okresie pomiędzy 2021 rokiem, a czerwcem 2024, dotyczącego dezawuowania jednej z osób, która w efekcie poniosła śmierć.  Te okoliczności, które były przedstawione w uzasadnieniu, sąd dokona ich oceny. Zarzuty były postawione w czerwcu, 16-go czerwca prokurator wnioskował do sądu, ponieważ uznał, że zachodzi potrzeba stosowania środków o charakterze izolacyjnym. Sąd nie podzielił tego poglądu - informuje prokurator Maciej Meler. - Natomiast chcę podkreślić, że tę finalną ocenę, dotyczącą zarzutu i zgromadzonego materiału, przeprowadzi sąd, który jest gospodarzem tego postępowania. 

Co mówi Art.  207. kodeksu karnego? Zarzut dotyczy znęcania się: §  1.  Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. §  3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1-2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15.

Sprawa śmierci młodego księdza od początku budziła emocje w lokalnej społeczności. Po tragedii mieszkańcy Żerkowa organizowali wieczory modlitwy i wspomnienia. Wielu parafian w rozmowach z dziennikarzami - również naszego portalu - wskazywało, że ks. Robert był osobą cichą i wrażliwą, a w ostatnich miesiącach miał przeżywać silny stres związany z sytuacją w parafii.  Jak relacjonowały media, część wiernych opisywała, że wikariusz czuł się poniżany i odsuwany od obowiązków. Podobne sytuacje mieli przeżywać inni duchowni. Nie chcieli jednak rozmawiać o sprawie. Byli jednak i tacy, którzy bronili postawy proboszcza. 

Kluczowa opinia biegłej psycholog 

Pogrzeb ks. Olejnika odbył się 15 czerwca 2024 r. w jego rodzinnej parafii w Wysocku Wielkim. W komunikacie diecezji podkreślono modlitwę za zmarłego i zapewnienie o wsparciu dla jego rodziny i wspólnoty parafialnej.

Z nieoficjalnych doniesień wynika, że kluczowym dowodem w śledztwie była opinia biegłej psycholog, która miała wskazać, że duchowny przez dłuższy czas doświadczał psychicznego nacisku i upokorzeń, co wpłynęło na jego stan emocjonalny. Specjaliści mieli przeanalizować między innymi korespondencję tragicznie zmarłego wikarego.

Prokuratura nie ujawnia jednak szczegółów, powołując się na dobro postępowania.

Rusza proces byłego księdza z Żerkowa. Nie przyznaje się do winy

Były proboszcz parafii w Żerkowie usłyszał zarzuty, został zatrzymany i zwolniony za poręczeniem majątkowym. Nie przyznaje się do winy. 

Obrońcą oskarżonego księdza jest znany i ceniony w Jarocinie adwokat Przemysław Gulcz. To właśnie on reprezentował w ubiegłym roku 30-latka, obwinianego przez organy ścigania o podpalenia na terenie gminy Żerków. Sprawa została ostatecznie umorzona, a podejrzany oczyszczony z zarzutów.

Jakie jest stanowisko obrony w sprawie oskarżonego proboszcza?

"Oskarżony nie przyznaje się do winy, albowiem uważa, że w kontekście zarzutów skonkretyzowanych w akcie oskarżenia - po prostu winny nie jest. Z kolei rzeczą obrony będzie wskazanie Sądowi, że materiał dowodowy oraz uzasadnienie aktu oskarżenia uwypuklają, przy okazji wyolbrzymiając ich znaczenie, jedynie fakty / jak to fakty - rzeczywiście zaistniałe /, niekorzystne dla oskarżonego, a także osądy innych osób dlań negatywne, pomijając milczeniem te niepasujące do przyjętej – wydaje się a priori - tezy o jego zawinieniu oraz zawierają niedociągnięcia, które obrona postara się wskazać i naprawić w toku procesu - napisał adw. Przemysław Gulcz. 

Dodał też, że jego klient, do czasu zakończenia postępowania, nie będzie udzielał się medialnie. 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo