Choć freestyle football wywodzi się z piłki nożnej, obecnie jest to dyscyplina na tyle autonomiczna, że pod względem treningu i celów ma z klasycznym meczem niewiele wspólnego. O ile druga z dziedzin jest grą zespołową, ta pierwsza to sprawdzian z indywidualnej kreatywności.
- Zajmujemy się podbijaniem piłki na różne sposoby i ewolucją tych trików - wyjaśnia zwięźle Wojciech Gałązka, który 19 lat temu w Żerkowie założył z kolegami grupę freestylerów o nazwie Royal Team.
Panowie spotykają się, żeby odbijać, do dzisiaj. Ich treningi to prawdziwy pokaz. We freestyle footballu wyróżnia się kilka styli. „Air” to po prostu triki wykonywane przez podbijanie piłki nogami. „Upper” polega na toczeniu i trzymaniu piłki na głowie, karku oraz klatce piersiowej. „Sit down” charakteryzuje się pozycją siedzącą. Zwody i triki wykonywane na ziemi to „ground”. Dodatkowo pojawiają się elementy akrobatyki.
- To zajęcie z pewnością wymaga ogromnego zaparcia i determinacji - nie można się poddawać po pierwszych nieudanych próbach - tłumaczy Gałązka.
Kluczowa jest koordynacja ruchowa. Liczą się zwinność i wytrzymałość.
- Podczas wykonywania ewolucji często lądujemy na stopie czy pięcie, więc panowanie nad ciałem jest niezbędne. Do tego dochodzi umiejętność błyskawicznego podejmowania decyzji. Gdy piłka odskoczy, musimy mieć wypracowane odruchy, by natychmiast ją opanować - opowiada 30-latek.
Dalsza część tesktu pod zdjęciem
Zaczęło się od reklam i internetowego forum
Początki pasji Wojciecha Gałązki sięgają 2006 roku. Razem z przyjacielem - Marcinem Kaczmarkiem - zaczęli odbijać piłkę, inspirując się popularną wtedy Jogą Bonito (filozofia piłkarska wywodząca się z Brazylii, promująca widowiskowy, kreatywny i radosny styl gry) i reklamami Nike, w których swoimi umiejętnościami czarowali Ronaldinho czy Zlatan Ibrahimović. Z czasem dołączyli do nich Szymon Ciupa i Filip Chudziński.
Kiedy Żerkowianie stawiali swoje pierwsze kroki w nowej dziedzinie sportu, internet w Polsce dopiero raczkował.
- To były czasy Neostrady i łączenia się z siecią przez modem telefoniczny. Wchodziliśmy na forum „freestyle-lg” założone przez legendy polskiej sceny - Psona i Lebiodę. To tam wymienialiśmy się doświadczeniami z innymi pasjonatami. Forum pozwoliło nam wyjść poza własne podwórko - zaczęliśmy jeździć na pierwsze meetingi, m.in. do pobliskiego Pleszewa, gdzie poznaliśmy lokalną społeczność freestylerów - wspomina Wojciech Gałązka.
Na dużym meetingu we Wrocławiu po raz pierwszy spotkali się z cenionymi mistrzami dziedziny.
- Polski freestyle był wtedy w topce światowej. Praktycznie na podium każdych światowych zawodów stawał jakiś Polak. Wiedliśmy prym w tej młodej dziedzinie - mówi z entuzjazmem sportowiec.
Zorganizowali w Jarocinie zawody
Z zapału nastolatków zrodził się pomysł na organizację turnieju, który na zawsze wpisał Żerków na mapę światowego freestyle’u. Zaczęło się od maila, którego Gałązka wysłał do władz Żerkowa i Jarocina. Uczęszczał wtedy do klasy maturalnej. Pierwszy odezwał się Jarocin.
- Byłem przekonany, że nikt nie odpisze. Po dwóch dniach dostałem telefon. Udałem się na rozmowę do ratusza i przedstawiłem swoją wizję. Zgodzili się - wspomina Wojciech Gałązka.
Pierwsze zawody w 2010 roku, które odbyły się na hali sportowej w Jarocinie, przyciągnęły około pięćdziesięciu osób, ale prawdziwa rewolucja przyszła rok później, gdy impreza przeniosła się na baseny w Żerkowie.
- Był piękny lipcowy weekend. Przyjechało bardzo dużo ludzi, teren zapełnił się uczestnikami i publicznością. Wszyscy oglądali to z zaciekawieniem. Udało nam się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
arch. Royal Team
Tu przyjeżdżali Krzysztof Golonka i Justek
Z roku na rok marka Freestival (nazwa to połączenie słów freestyle i festiwal) rosła w siłę. Do małego Żerkowa zaczęli przyjeżdżać zawodnicy z całej Polski, a rangę wydarzenia dostrzegł światowy gigant - Red Bull. Organizatorzy nawiązali współpracę, dzięki której zwycięzca lokalnych zawodów otrzymywał bilet na światowe finały. To właśnie tutaj w 2013 roku wygrał Szymon Skalski, który miesiąc później w Tokio został mistrzem świata. W Żerkowie swoje pierwsze filmy nagrywali też dzisiejsi influencerzy, tacy jak Krzysztof Golonka (Trenuj z Krzychem) czy Krzysztof „Justek” Justyński, których kanały śledzą dziś miliony subskrybentów.
Dwudziestoparolatkowie angażowali w projekt swój czas wolny i nie tylko.
- Na wykłady na studiach przychodziłem z laptopem z otwartym notatnikiem, w którym zapisywałem pomysły, plany i zadania do wykonania. Z czasem zaczęliśmy działać w ramach stowarzyszenia Atletica. Wszystkiego się uczyliśmy. Również tego, jak pozyskiwać jakieś środki zewnętrzne, oferty sponsorskie - wylicza Wojciech Gałązka.
Efekty tamtejszej pracy cieszą ich do dzisiaj.
- Stworzyliśmy markę, dzięki której Żerków do dziś jest dla freestylerów Mekką. Starsi zawodnicy wspominają go z łezką w oku, a młodsi marzą, by chociaż raz tutaj przyjechać - podkreśla Żerkowianin.
Szczytowy moment marki Freestival
W 2016 roku zawody w Żerkowie zgromadziły około stu zawodników, stając się największymi zawodami Pucharu Polski w historii dziedziny.
- Osiągnęliśmy absolutny szczyt. Nie dało się zrobić nic lepszego - mieliśmy wtedy osiem kategorii. Nigdy później w Polsce nie zorganizowano turnieju z tak dużą liczbą konkurencji. To były cztery intensywne dni zmagań - wspomina Gałązka.
Poprzeczka została zawieszona tak wysoko, że jej przeskoczenie w kolejnym sezonie wydawało się niemal niemożliwe. Na ambicje sportowe nałożyły się prozaiczne realia życiowe. Wojciech Gałązka kończył właśnie studia, co oznaczało koniec ery dysponowania niemal nieograniczonym czasem, jaki dawało życie akademickie.
Świadomi, że nie zdołają utrzymać tak wyśrubowanych standardów, organizatorzy podjęli decyzję o „oddaniu nazwy”. Zamiast pozwolić marce powoli podupadać w Żerkowie, postanowili przekazać festiwal w inne ręce. W 2017 roku impreza została przeniesiona do Grodziska Mazowieckiego. Niestety, zmiana lokalizacji i struktur zarządzania nie wystarczyła, by utrzymać impet wydarzenia - w 2018 roku zawody nie doszły już do skutku, co ostatecznie zamknęło ten wyjątkowy rozdział w historii polskiego sportu.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
arch. Royal Team
Dziesięciolecie
- Udało nam się wykreować w Żerkowie niesamowitą enklawę freestyle'u. Jesteśmy z tego projektu bardzo dumni. To nasz największy sukces - podsumowuje dzisiaj Wojciech Gałązka.
W tym roku mija 10 lat od organizacji ostatnich zawodów w Żerkowie. Sportowcy nie wykluczają, że uczczą jubileusz, chociaż na formę świętowania nie mają jeszcze pomysłu. Nieustannie zachęcają młodych do spróbowania swoich sił w freestyle footballu i dołączenia do Royal Team.
- Różnica między naszym pokoleniem a dzisiejszą młodzieżą wynika przede wszystkim z nadmiaru bodźców. Kiedy my zaczynaliśmy, sportu szukaliśmy sami. Dziś dzieci mają grafik wypełniony po brzegi - od szachów po siatkówkę. My po prostu braliśmy piłkę i szliśmy na boisko, wiedząc, że zawsze znajdziemy tam towarzystwo do gry lub wspólnego podbijania. Ta spontaniczność i podejmowane przez nas aktywności przekładały się na dobrą koordynację ruchową, o którą dziś wśród młodych jest znacznie trudniej - ocenia nasz rozmówca.
Przez dwadzieścia lat działalności przez żerkowski zespół przewinęło się wiele talentów. Jednym z nich jest Konrad Szwedo, który dołączył do Royal Team w 2016 roku. Jego wytrwałość zaprowadziła go aż do Paryża, gdzie w tym roku wziął udział w światowych zawodach freestyle footballu.
Co dał Wojciechowi Gałązce freestyle football?
Dla Wojciecha Gałązki freestyle football to nie tylko pasja, ale i szkoła życia. Dzięki niemu nauczył się opanowania, cierpliwości i nawiązywania kontaktów. Organizacja turniejów i współpraca z gminami otworzyły mu drogę do kariery urzędniczej i samorządowej. Jest inspektorem do spraw zarządzania pasem drogowym w jarocińskim magistracie oraz przewodniczącym żerkowskiej rady miejskiej. Mimo licznych obowiązków nadal trenuje. Na organizowane w różnych częściach kraju zawody jest zapraszany do sędziowania.
- Gdy mam wolną chwilę dla siebie, biorę piłkę i ćwiczę. To dla mnie najlepszy sposób na złapanie równowagi po całym dniu pracy i obowiązków. Freestyle uczy pokory - nie wszystko wychodzi od razu, czasem jeden trik trzeba powtarzać setki razy, zanim stanie się perfekcyjny. Ale właśnie ta droga, i wiążące się z nią cierpliwość oraz konsekwencja, dają największą satysfakcję. Nawet dziś, mimo tylu zadań zawodowych i społecznych, kilka minut z piłką potrafi przypomnieć mi, dlaczego kiedyś zacząłem i co w tym sporcie jest najpiękniejsze - puentuje Wojciech Gałązka.
Obserwuj Royal Team w mediach społeczniściowych.
arch. Royal Team
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.