W szkole Mariusz Stolecki marzył o zrobieniu kariery sportowej. Od zawsze uwielbiał spędzać czas na boisku. Godzinami grywał w piłkę nożną.
- Jak to chłopak w młodym wieku - liczyłem na to, że będzie to mój zawód - wspomina Żerkowianin.
Tę wizję przekreśliła jednak kontuzja nogi. Z powodu problemów zdrowotnych musiał pomyśleć o znalezieniu nowej drogi.
- Po ukończeniu liceum przy Kościuszki w Jarocinie, zacząłem studiować politologię, ale uznałem wtedy, że to nie jest dla mnie. Ostatecznie zdecydowałem się na licencjat z administracji - mówi o swoich pierwszych życiowych wyborach Mariusz Stolecki.
Praca u boku ojca
Jeszcze w trakcie studiów pracował z ojcem w firmie zajmującej się elektromontażem urządzeń kolejowych. To zajęcie pokazało mu, czym w praktyce jest ciężka praca fizyczna.
- Przygotowywałem teren do montażu, robiłem dziury z użyciem łopaty i kilofa, przedzierając się przez tłuczeń. Żadna praca nie hańbi. Tamte doświadczenia wiele mnie nauczyły. Dzisiaj bardzo doceniam pracowników fizycznych. Pamiętam, co to znaczy być w gotowości po 10-12 godzin, niezależnie od warunków pogodowych - opowiada Mariusz Stolecki.
Jego najbliżsi chcieli, żeby nie musiał wyjeżdżać do pracy daleko od domu. Po studiach udało mu się dostać na staż w Żerkowie. Trafił do sekretariatu miejscowego gimnazjum, gdzie pełnił funkcję pomocnika administracyjnego. Tam dostrzeżono, że ma dobry kontakt z młodzieżą. Jedna z nauczycielek zasugerowała mu studia pedagogiczne. Wziął sobie te wskazówki do serca.
- Ukończyłem licencjat z wychowania fizycznego - mówi z dumą Mariusz Stolecki.
Każdy dom to inna historia
Po zakończonym stażu zaczęła się jego najdłuższa jak do tej pory przygoda zawodowa. Za namową kolegi zgłosił się do Poczty Polskiej. Placówka potrzebowała wówczas kogoś do zastępstwa w okresie urlopowym. Pozytywnie oceniono jego kandydaturę. Miał już zacząć pracę, gdy… doszło do nieoczekiwanego zwrotu.
- Dzień wcześniej doznałem ponownej kontuzji kolana, co wykluczało mnie z aktywności fizycznej. Obawiałem się, że taka sytuacja - kiedy rezygnuję tuż przed pierwszym dniem - przekreśli moją szansę na pracę jako listonosz - wspomina Stolecki.
Miał jednak szczęście.
- Odezwano się do mnie rok później. I udało się. Przez dwa lata pracowałem na poczcie na zastępstwo. W 2010 roku podpisałem umowę o pracę.
Dostarczanie listów i paczek okazało się zajęciem przynoszącym mu satysfakcję. Jak zaznacza - to tylko z pozoru monotonne zajęcie.
- Wydawałoby się, że każdy dzień w tej pracy jest taki sam, w końcu codziennie są listy, paczki i te same adresy. Jednak tej monotonii nie było. Każdy dzień różni się od poprzedniego - bo inna jest pogoda, inny domownik odbiera inny rodzaj przesyłki. Każdy dom to też osobna historia - opowiada Mariusz Stolecki.
Przez kilkanaście lat - jak podkreśla - nie czuł, że chodzi do pracy. Uwielbiał kontakt z ludźmi oraz elastyczność, na którą pozwalał ten fach. Dzięki niemu odkrył też, jak wiele daje bezinteresowna pomoc.
- Często jako listonosz pomagałem mieszkańcom w załatwianiu spraw urzędowych, przenoszeniu jakichś rzeczy czy po prostu służyłem pomocą w codziennych problemach. Tak po prostu - po ludzku - tłumaczy Stolecki.
Na początku obsługiwał tylko znajomą część Żerkowa, potem również okoliczne wioski. Wtedy jeszcze nie wiedział, że zdobywa zaufanie swoich przyszłych wyborców.
Pierwsze wybory do samorządu
Pierwszy kontakt Mariusza Stoleckiego z samorządem miał miejsce w 2010 roku, kiedy ówczesny dyrektor gimnazjum w Żerkowie, Henryk Marciniak, namówił go do startu w wyborach do rady powiatu z listy SLD w okręgu nr 3. Nasz rozmówca, choć początkowo niezainteresowany polityką, zgodził się pomóc dyrektorowi, który był dla niego autorytetem i sam kandydował, jako lider wspominanej listy.
- Nie zakładałem w tamtym czasie, że będę startował do samorządu jakiegokolwiek, bo się tym nie interesowałem. Pan Henryk był fair i poinformował mnie, jak wygląda mechanizm wyborów do rady powiatu i metoda D'Hondta stosowana do podziału mandatów. Nie ukrywał, że słyszał o mnie pozytywne opinie na mieście i stwierdził, że mogę mu pomóc zebrać odpowiednią ilość głosów (by wzmocnić listę - dop. red.). Zgodziłem się - opowiada Stolecki.
Mimo, że nie prowadził kampanii, uzyskał piąty wynik w stawce 36 kandydatów.
- Zdałem sobie sprawę, że to spore osiągnięcie i za cztery lata pewnie tych ofert dotyczących startu będę miał więcej. I faktycznie tak było - komentuje samorządowiec.
Największa liczba głosów w powiecie
Cztery lata później, w 2014 roku, ponownie wystartował - tym razem z listy Stowarzyszenia Ziemia Jarocińska - na zaproszenie swojego byłego trenera piłki nożnej, Zbigniewa Kuzdżała. Uzyskał najlepszy rezultat w gminie Żerków i drugi w powiecie (760 głosów), zdobywając mandat radnego powiatowego. Co ciekawe, jego wysoki wynik przyczynił się do tego, że mandatu nie zdobył Henryk Marciniak, który wcześniej namówił go do startu.
- Gdyby w 2010 roku się do mnie nie odezwał, być może nikt by mnie nie zauważył i moja droga byłaby zupełnie inna. Po wyborach pan Henryk zadzwonił do mnie z gratulacjami. Powiedział, że nie mam się czym przejmować i że on - w przeciwieństwie do mnie - spodziewał się takiego obrotu spraw - wspomina Mariusz Stolecki.
W 2018 roku zdecydował się startować z listy PiS, uzyskując aż 1434 głosy i ponownie drugi najlepszy wynik w powiecie. W 2024 roku znów wystartował jako kandydat listy PiS, uzyskując trzeci najlepszy wynik w kraju - jako radny powiatowy. Zdobył 1865 głosów, co stanowiło ponad 45% sumy wszystkich głosów oddanych na kandydatów do rady powiatu przez mieszkańców.
Propozycja stanowiska starosty
Z pracy na poczcie Żerkowianin zrezygnował w 2019, przyjmując propozycję objęcia stanowiska etatowego członka zarządu powiatu. Od 2014 roku pełnił też funkcję przewodniczącego komisji oświaty i spraw społecznych. Postawił też na akademickie przygotowanie.
- Postanowiłem zainwestować w swój rozwój, więc zapisałem się w 2015 roku na studia magisterskie z zarządzania oświatą. Chciałem nie tylko zgłębić teorię, ale przede wszystkim lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące edukacją, by móc skuteczniej działać w tym obszarze dla naszego powiatu. Dziś widzę, że była to świetna decyzja. Te dwa lata nauki dały mi solidną wiedzę i zupełnie nową perspektywę, która pozwala mi teraz sprawniej łączyć teorię z praktyką w codziennej pracy samorządowca - mówi.
Po wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku w lokalnych strukturach doszło do przetasowań. Miejsce Marleny Maląg w Sejmie zajęła Lidia Czechak, co otworzyło drogę do zmian w powiecie. Mariusz Stolecki został nowym starostą jarocińskim. Jego kandydatura uzyskała jednogłośne poparcie rady.
Jak zareagowali na to mieszkańcy, którym wcześniej dostarczał paczki?
- Mam stały kontakt z mieszkańcami i muszę przyznać, że czuję z ich strony dużą sympatię oraz autentyczne wsparcie. To dla mnie ogromna motywacja do dalszej pracy. Potwierdzają to również wyniki wyborcze - analizując dane od 2010 roku, widzę, że to poparcie stale rośnie. Traktuję to jednak przede wszystkim jako zobowiązanie. Najważniejsze dla mnie to pozostać sobą i pilnować, by tak zwana „sodówka ” nie uderzyła mi do głowy - puentuje.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Trener dziecięcej drużyny piłkarskiej
Mariusz Stolecki realizuje się również w swojej pasji, jaką jest sport. Prowadzi sekcję piłki nożnej w gminnym klubie sportowym w Żerkowie, trenując dzieci. Cieszy go możliwość wpływania na wychowanie młodych ludzi i wpajania im zasad, które przydadzą się w życiu. Na przykład?
- Namawiam młodzież, żeby nie sięgała po używki i nie bała się z tego powodu odrzucenia przez grupę. Jeżeli grupa odrzuca kogoś z tak błahego powodu, to oznacza, że nie jest warta zainteresowania. Sam nie piję alkoholu ani kawy. Dlaczego? Po prostu mi nie smakują. Jest pod tym względem asertywny i nie da się mnie namówić. Koleżanki w starostwie próbowały mnie przekonać do kawy. Teraz zamiast niej solidarnie zamawiają ze mną herbatę - śmieje się starosta.
Cały czas ma też kontakt z pracownikami poczty. Mimo piastowania obecnie jednego z najważniejszych stanowisk w lokalnym samorządzie - sprawy tego środowiska dalej zajmują mu głowę. Nawet te najbardziej prozaiczne.
- Jadąc samochodem, zawsze zwracam uwagę na nowe skrzynki na listy. Ich posiadanie jest niezwykle ważne. Choć prawo nakłada na właścicieli posesji obowiązek ich montażu, w praktyce za jego niedopełnienie nie grożą żadne konsekwencje. A przecież to ogromne udogodnienie dla listonosza. Każdy z nas doceniłby możliwość oszczędzenia czasu i wrzucenia listu bezpośrednio do skrzynki, zamiast dzwonka do drzwi… - mówi z widocznym przejęciem Mariusz Stolecki.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.