Marek podnosi siedzenie skutera, nerwowo poprawia klemy. Stary rzęch kręci, ale nie odpala. Kolejna próba i kolejna… czas leci nieubłaganie. W kieszeni dzwoni telefon. To Lena, córka Marka.
- Zaraz będę, już jadę - odpowiada.
Ale skuter nie daje znaku życia. Marek porzuca jednoślad, wsiada do Forda i jedzie po córkę. Tylko do szkoły i zaraz do domu. Taki był plan. Ale wieczorem znów siada za kółko. Miał pojechać do mamy. Obiecał, że na cmentarz, razem. I jeszcze rano, bo dzieciaki znów mają zajęcia na później.
Kiedy wraca na jego drodze staje policja. Jakby wiedzieli, że ma tędy pojechać. Jakby domyślali się, że coś z nim nie tak. Ma przecież przegląd, ubezpieczenie, Ford jest sprawny. Ale Marek ma coś jeszcze… wyrok za jazdę po pijanemu. Ma też zatrzymane uprawnienia. Nie jest sam. Tak samo wpadnie jeszcze dzisiaj 69 innych skazanych. I tak codziennie…
Tysiące kierowców ignoruje wyroki
Co roku policjanci zatrzymują w Polsce kilkanaście tysięcy kierowców, którzy w ogóle nie powinni siedzieć za kierownicą. Najwięcej jest 30-, 40-latków. Większośc pracuje, ma rodziny. Mimo prawomocnych wyroków sądowych i zakazów prowadzenia pojazdów, wielu z nich wraca na drogi - często wielokrotnie. Bywa, że zawodowo.
“Policjanci kolneńskiej drogówki zatrzymali do kontroli ciężarowego Mana. Za kierownicą siedział 39-latek. Jak się okazało mężczyzna miał cofnięte uprawnienia do kierowania” - informowała policja na początku lutego.
Sytuację ujawniono już po zaostrzeniu przepisów. Statystyki pokazują, że mamy do czynienia nie z incydentami, lecz z trwałym i narastającym problemem bezpieczeństwa publicznego.
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że tylko od stycznia do 20 października 2025 roku zatrzymano 13 829 kierowców, którzy prowadzili pojazdy mimo obowiązującego sądowego zakazu (zobacz dane KGP na dole)Podobną skalę zjawiska potwierdzają informacje medialne. ponad 13 tys. osób zostało złapanych na łamaniu zakazu już w 2024 roku,w pierwszej połowie 2025 r. odnotowano kolejnych ponad 7,6 tys. przypadków.Eksperci podkreślają, że oznacza to średnio około 69 zatrzymywanych dziennie kierowców, którzy nie powinni prowadzić pojazdów. To jednak tylko ujawnione przypadki. Kluczowe pytanie brzmi: ilu takich kierowców nie udało się zatrzymać?
Dane KGP
Rosnąca liczba zakazów i recydywa
Skalę problemu pokazuje rosnąca liczba orzekanych zakazów prowadzenia pojazdów. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w 2024 r. sądy orzekły 13 084 zakazy prowadzenia, w pierwszym półroczu 2025 r. już 7 601. Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące recydywistów. Według ustaleń dziennikarskich cytowanych w debacie publicznej: prawie 40 tys. kierowców ma co najmniej dwa zakazy,rekordziści posiadają nawet kilkanaście aktywnych zakazów jednocześnie.To pokazuje, że dla części sprawców sankcja sądowa przestaje pełnić funkcję odstraszającą. Przypomina się też stara zasada, że nie wysokość kary, ale jej nieuchronność jest kluczowe.
Dlaczego kierowcy ignorują zakazy?
Analizy Najwyższej Izby Kontroli wskazywały już wcześniej, że mimo obowiązujących zakazów, osoby skazane nadal uczestniczą w ruchu drogowym, a system nie eliminuje ich skutecznie z dróg. Dlaczego tak się dzieje? Eksperci wskazują kilka głównych przyczyn. Jedną z kardynalnych jest niska wykrywalność. Bywa, że kierowcy latami jeżdżą bez prawa jazdy. I nie dotyczy to tylko ich najbliższej okolicy.
W centrum Pleszewa - w niedzielę, 23 marca - policjanci skontrolowali opla, którego kierowcą był 34-letni mieszkaniec powiatu obornickiego, oddalonego o ponad 150 km. Podczas kontroli wyszło na jaw, że mężczyzna ma orzeczony 36-miesięczny zakaz prowadzenia pojazdów, ważny do czerwca przyszłego roku.
Ważne jest też to, że zakaz działa tylko wtedy, gdy kierowca zostanie skontrolowany. Inaczej sytuacja wygląda w Zachodniej Europie. W publikacjach wskazuje się też na powiązanie z alkoholem. Znaczna część zakazów dotyczy jazdy po pijanemu - a skala tego zjawiska pozostaje ogromna. W 2024 roku policja zatrzymała 92 324 nietrzeźwych kierowców, czyli średnio 252 osoby dziennie. Problemem jest też brak realnej izolacji sprawcy. Osoba z zakazem często nadal posiada samochód i możliwość jazdy. Co nierzadkie - nawet najbliźsi mogą nie wiedzieć, że np. głowa rodziny straciła uprawnienia.
Bywa jednak, że taka sytuacja jest tolerowana. Przykład pierwszy z brzegu. Policjanci ełckiej drogówki zatrzymali do kontroli drogowej kierującego samochodem osobowym marki BMW. Mężczyzna oświadczył, że nie ma przy sobie dokumentów, bo zostawił je w miejscu zamieszkania. Podając dane personalne przekazał mundurowym fałszywe informacje.
- Policjanci szybko ustalili jego prawdziwe dane i powód takiego zachowania. Okazało się, że 39-letni mieszkaniec Ełku umyślnie próbował wprowadzić policjantów w błąd, gdyż ma aktywny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych i ten sposób próbował uniknąć odpowiedzialności - informuje policja. - Mężczyzna odpowie teraz za niestosowanie się do orzeczenia sądu, za co grozi mu kara nawet 3 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo 39-latek odpowie za podanie fałszywych danych osobowych policjantom.
I to nie koniec. Jest jeszcze coś, co pokazuje pewien mechanizm i tolerancję.
- Policjanci 300 zł mandatem ukarali także żonę mężczyzny, która choć wiedziała, że jej mąż nie ma uprawnień do kierowania autem, wsiadła z nim do samochodu i pozwoliła, by je prowadził - czytamy.
Wielokrotne naruszenia prawa są częste - co potwierdzają dane o tysiącach osób z więcej niż jednym zakazem.
Reakcja państwa: zaostrzenie prawa
Skala problemu doprowadziła do prac nad zmianami legislacyjnymi. Wśród rozważanych lub wprowadzanych rozwiązań pojawiają się m.in.:
- surowsze kary więzienia za złamanie zakazu,
- łączenie spraw jednego sprawcy w jednym postępowaniu,
- ostrzejsze podejście prokuratury,
- możliwość konfiskaty pojazdu,
- dożywotnie odebrania prawa jazdy recydywistom.
Badania opinii publicznej pokazują, że społeczne poparcie dla takich rozwiązań jest wysokie - ponad 69% Polaków popiera dożywotni zakaz dla osób łamiących wcześniejsze orzeczenia sądu. Polskie drogi stają się statystycznie bezpieczniejsze - liczba wypadków i rannych stopniowo spada. Jednocześnie jednak utrzymuje się grupa kierowców, którą eksperci określają jako „najtrudniejszą do wyeliminowania”. To osoby:wielokrotnie karane,często prowadzące pod wpływem alkoholu,ignorujące zarówno mandaty, jak i wyroki sądów. Jak zauważają analitycy bezpieczeństwa ruchu drogowego, właśnie ta grupa odpowiada za nieproporcjonalnie duże ryzyko tragicznych zdarzeń.
Dane KGP
Problem systemowy, nie jednostkowy
Dane pokazują też jasno: jazda mimo zakazu nie jest marginalnym wykroczeniem, lecz zjawiskiem masowym. Każdego roku tysiące osób świadomie łamie sądowe orzeczenia, a liczba spraw sądowych związanych z naruszeniem zakazu przekracza już dziesiątki tysięcy. W praktyce oznacza to, że na polskich drogach codziennie pojawiają się kierowcy, którzy - zgodnie z prawem - w ogóle nie powinni prowadzić pojazdów. I choć kontrole są coraz częstsze, pytanie pozostaje aktualne: Czy system kar naprawdę odstrasza najbardziej niebezpiecznych uczestników ruchu?
Statystyki są zatrważające - aktualnie w kraju ponad 40 tys. osób ma więcej niż jeden aktywny zakaz prowadzenia, a rekordzista uzbierał ich aż 23, z czego sześć było dożywotnich - donoszą media.
Fizycznie odebrać możliwość
Statystyki to jedno, są też realne tragedie. Jak choćby ta z 2025 roku, do której doszło na warszawskiej Woli. Na oznakowanym przejściu dla pieszych kierowca busa potrącił 14-latka. Nie udzielił chłopcu pomocy, uciekł z miejsca wypadku. Poszkodowany zmarł w szpitalu. Jak ustaliła Komenda Stołeczna Policji, w chwili zatrzymania 43-letni podejrzany był nietrzeźwy - miał w organizmie prawie 2 promile. Media podały, że był wcześniej karany. Miał też zatrzymane prawo jazdy i… sądowy zakaz prowadzenia pojazdów do 2023 roku.
Jak przy tej okazji podkreślił w rozmowie z PAP nadkom. Robert Opas z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, formacja ma "duży problem" z osobami lekceważącymi prawo, które mimo zarządzonych wysokich kar finansowych i "niby kar" pozbawienia wolności, dalej wsiadają za kółko.
"Jedyną skuteczną metodą jest fizyczne odebranie im tej możliwości, nie chciałbym zrzucać na sądy, ale tylko one nią dysponują" - powiedział.
Reagować konsekwentnie
W związku z alarmującymi danymi, jesienią ubiegłego roku Minister Sprawiedliwości zlecił przeprowadzenie doraźnej lustracji postępowań przygotowawczych zakończonych w okresie: styczeń 2024 - czerwiec 2025 roku.
- Problem wielokrotnego łamania sądowych zakazów prowadzenia pojazdów musi zostać pilnie rozwiązany. Tak niepokojące statystyki wymagają szybkich i skutecznych działań prokuratorów oraz innych organów - to warunek realnej poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach - tłumaczył szef resortu.
Po zakończeniu lustracji prokuratura zapowiadała, że będzie “reagować konsekwentnie”. Co to oznacza?
- Przede wszystkim tam, gdzie sprawcy dokonują więcej niż jednego przestępstwa - proszę i zalecam prokuratorom, by wszczynać śledztwo. Tam, gdzie jest prowadzone śledztwo, udział prokuratora przed sądem jest obligatoryjny. Ale także zalecam w tym piśmie, że nawet przy pojedynczych przypadkach, by prokuratorzy rozważali udział własny w postępowaniu sądowym, również w dochodzeniach, czyli tam, gdzie akt oskarżenia jest zatwierdzany najczęściej przez prokuratora, a to samo postępowanie kończy się dochodzeniem - mówił prokurator Krajowy Dariusz Korneluk o zaleceniach polustracyjnych.
- Sądy co do zasady orzekają dolnej w granicy ustawowego zagrożenia w obu przypadkach tych przestępstw. W szczególności, jeżeli chodzi o art. 244, a więc zakaz sądowy, sąd tutaj bardzo często korzysta z łagodnego potraktowania, bo jest to przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do lat pięciu. Jednakże przy zastosowaniu przepisów z artykułu 37 a można orzec karę niższą, ograniczenie wolności, bądź kary grzywny i najczęściej tak się dzieje. Zalecam prokuratorom, by dość bardziej wnikliwie dokonywali oceny materiału dowodowego, także postawy oskarżonego i w sposób adekwatny do zagrożenia formułowali wnioski co do kary - dodawał.
“Zaobrączkować” skazanych?
Czy wymiarowi sprawiedliwości w sukurs przyjdzie najnowsza technologia? Na przełomie roku pojawiły się informacje o wykorzystaniu do wyłapywania kierowców z aktywnym zakazem kamer z modułem rozpoznawania twarzy. Takie systemy działają w Europie. Po zeskanowaniu wizerunku system łączyłby się z bazą danych CEPiK i określony delikwent byłby namierzony, a łamanie zakazu udowodnione przez zapis z monitoringu - donosił dziennik.pl.
Drugie rozwiązanie to nadzór elektroniczny - stosowany już w polskim wymiarze sprawiedliwości.
- Zamiast odsiadki mamy już w systemie taki środek: płacisz za obrączkę, dostajesz na nogę i my widzimy gdzie jesteś i dokąd się przemieszczasz - mówił cytowany przez media Waldemar Żurek w rozmowie z RMF FM. - Nie mamy jeszcze technicznych możliwości, żeby sprawdzić, czy kogoś nie wiezie żona do pracy, czy sam nie siada za kółko - zaznaczał.
- Minister chciałby, aby ich techniczne możliwości zostały poszerzone.
- Już to zleciłem (...) Chcę się spotkać z producentami i zbadać, czy jesteśmy w stanie założyć komuś na rękę obrączkę która by wiedziała, czy on prowadzi, czy jest pasażerem - wskazał Żurek.
Od końca stycznia działają nowe, zaostrzone przepisy. Zgodnie ze znowelizowanym art. 42 Kodeksu karnego, złamanie obowiązującego sądowego zakazu prowadzenia pojazdów skutkuje obligatoryjnym orzeczeniem dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Zgodnie z oczekiwaniami, nowelizacja utrudniła także sądom orzekanie wobec takich osób kar pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Ustawa przewiduje ponadto możliwość konfiskaty pojazdu mechanicznego na rzecz Skarbu Państwa w przypadku osób łamiących sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, podobnie, jak ma to miejsce przy przestępstwach drogowych popełnianych pod wpływem alkoholu. Nie minął tydzień od wprowadzenia nowych regulacji, a policjanci z Jarocina zatrzymali do kontroli osobowego Opla Astrę. Samochodem kierował 35-letni mieszkaniec gminy Jarocin. Podczas czynności legitymowania mundurowi sprawdzili kierowcę w policyjnych bazach danych. Szybko wyszło, że mężczyzna ma orzeczony i nadal aktywny zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi na okres sześciu miesięcy.
- Lekceważący orzeczenie sądu kierowca został zatrzymany i doprowadzony do sądu. Z uwagi na nowelizację przepisów, która weszła w życie z końcem stycznia, sąd orzekł wobec 35-latka surową karę: dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, grzywnę w wysokości 2000 zł. oraz świadczenie pieniężne w wysokości 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej - poinformowała policja.
Jak to się dzieje w Europie?
W większości państw Europy Zachodniej nadzór nad kierowcami objętymi zakazem prowadzenia pojazdów przeszedł w ostatnich latach wyraźną transformację - od tradycyjnych kontroli drogowych, do niemal ciągłego monitoringu cyfrowego.
Najbardziej rozwinięte rozwiązania funkcjonują w Wielkiej Brytanii i Francji. Tam kluczową rolę odgrywają kamery ANPR, automatycznie odczytujące tablice rejestracyjne. Systemy w czasie rzeczywistym porównują dane pojazdu z centralnymi bazami kierowców. Jeśli właściciel lub osoba powiązana z autem posiada aktywny zakaz prowadzenia, patrol policji otrzymuje natychmiastowy alert. W praktyce oznacza to, że kierowca łamiący zakaz może zostać zatrzymany bez wcześniejszego wykroczenia drogowego.
Niemcy stosują model bardziej administracyjny, ale równie skuteczny. Policja ma stały dostęp do ogólnokrajowych rejestrów uprawnień, a odzyskanie prawa jazdy po poważnych naruszeniach często wymaga przejścia rygorystycznych badań psychologicznych MPU. System nie polega wyłącznie na karaniu, lecz także na ocenie ryzyka ponownego naruszenia przepisów.
Z kolei Holandia i Hiszpania rozwijają rozwiązania pośrednie - łączą centralne rejestry, monitoring drogowy oraz odpowiedzialność właściciela pojazdu. W przypadkach recydywy możliwa jest nawet konfiskata samochodu lub instalacja blokady alkoholowej uniemożliwiające uruchomienie silnika. Eksperci podkreślają, że wspólnym mianownikiem zachodnich systemów jest automatyzacja. Weryfikacja nie następuje już wyłącznie podczas rutynowej kontroli drogowej, lecz może mieć charakter ciągły i niewidoczny dla kierowcy. To znacząco zwiększa wykrywalność naruszeń i działa prewencyjnie.Istotną zmianą jest również kierunek regulacji unijnych. Trwające wdrażanie przepisów o wzajemnym uznawaniu zakazów prowadzenia pojazdów sprawi, że kierowca pozbawiony uprawnień w jednym kraju nie będzie mógł legalnie prowadzić auta w innym państwie UE. Zdaniem analityków, to krok w stronę europejskiego systemu bezpieczeństwa drogowego opartego na wspólnych danych.
Na tle Europy Zachodniej Polska nadal opiera nadzór głównie na kontrolach policyjnych i krajowych rejestrach, choć cyfryzacja systemu postępuje. Specjaliści wskazują jednak, że przyszłość egzekwowania zakazów należy do technologii - kamer, automatycznej analizy danych i transgranicznej wymiany informacji. To właśnie te narzędzia decydują dziś o realnej skuteczności eliminowania z ruchu najbardziej niebezpiecznych kierowców.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.