Mowa o Ogrodzie Marzeń - organizacji, która od przeszło 15 lat jednoczy lokalną społeczność i przekazała już ponad 2 mln zł na pomoc potrzebującym dzieciom z terenu Ziemi Jarocińskiej. Właśnie trwa zbiórka w ramach wielkiego finału sztandarowego przedsięwzięcia fundacji - 16. Akcji Wesołych Ogrodników. Wolontariuszy z puszkami być może spotkasz w swojej miejscowości. Jeśli nie - możesz wpłacić dowolną kwotę poprzez stronę zrzutka.pl [link TUTAJ]. W niedzielę, w JOK-u, za sprawą Festiwalu Zdrowia, będziesz mógł zadbać o swoje samopoczucie wspierając tych, którzy na co dzień o nie walczą.
O znaczenie działań fundacji zapytaliśmy m.in. rodziców, byłych podpopiecznych czy wolontariuszy. Zapraszamy do lektury.
Jesteśmy częścią tej społeczności
Katarzyna Banaszak: Gdy usłyszeliśmy diagnozę, była pandemia i wszystkie furtki mieliśmy zamknięte - ani logopedy, ani wsparcia z integracji sensorycznej. Zostałam pokierowana do Ogrodu Marzeń przez jedną z mam na Facebooku. Szybko trafiłam do pani Weroniki Wesołek. Była krótka rozmowa i od razu natłok pomocy - hipoterapia, logopedia, zajęcia w Marcinku z integracji sensorycznej, terapia ręki. Dzięki temu dzisiaj, jak pan sam widzi, Hubert jest spokojny. Ma autyzm dziecięcy. Gdy zapisywaliśmy się do fundacji, nie mówił wcale. Ma jeszcze problemy z mową, ale teraz buzia mu się nie zamyka.
Natalia Zielichowska: To nasze pierwsze spotkanie z fundacją, zapoznawcze. Maja zmaga się z epilepsją. Ogród Marzeń podpowiedziała nam pani doktor i nas tutaj pokierowała. Liczymy na wymianę doświadczeń z innymi rodzinami.
Urszula Wyremblewska-Korzyniewska: Moja przygoda z Ogrodem Marzeń zaczęła się dokładnie 15 lat temu. Mój syn, Nikodem, który urodził się z mózgowym porażeniem dziecięcym, miał wtedy 5 lat. Byliśmy jedną z pierwszych grup rodziców, którzy wspólnie tworzyli to środowisko. W tamtym czasie fundacja wypełniła ogromną lukę w Jarocinie. Pamiętam, że wcześniej wiedzę o tym, jak pozyskiwać środki na rehabilitację, czerpaliśmy głównie od rodziców z większych miast podczas wyjazdowych turnusów. W naszym mieście brakowało organizacji, która dostrzegałaby nasze codzienne potrzeby - nie tylko finansowe, ale i medyczne czy psychologiczne.
Martyna Urbaniak: Laura ma wadę serca, zespół Fallota. Mamy dobry kontakt z paniami Weroniką i Beatą, od trzech lat możemy liczyć na każdą pomoc z ich strony.
Andrzej Siejak: Mój syn Janek ma już 18 lat, więc nie jest podopiecznym, ale cały czas czujemy się częścią tej społeczności. Choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Wyrośliśmy na Ogrodzie Marzeń, fundacja był naszym zbawieniem. Tak to zostalibyśmy w domu i zbyt wiele się nie ruszali. Mieliśmy dzięki niej okazję poznać wiele osób.
Jan Siejak: Podoba mi się zamysł, jakim jest fundacja. Mam znajomości, dzięki wyjazdom również z innych fundacji, cały czas utrzymujemy kontakt.
Dawid Gadulec Szkudlarek: Urodziłem się z porażeniem mózgowym. Na pierwszy obóz z ramienia fundacji namówiła mnie Anna Kopras-Fijołek, bardzo mi się spodobało. Niezwykłe jest ciepło, które tutaj panuje. Dzisiaj mam 33 lata, ale mam kontakt z Ogrodem Marzeń. Ostatnio zrobiłem nawet piosenkę o fundacji za pomocą AI (link - TUTAJ).
Możesz wesprzeć Ogród Marzeń - link do zrzutki TUTAJ.
Dalsza część tekstu pod zdjęciem
Wsparcia brakuje
Pani Ania*: Dobrze, że jest ta fundacja w Jarocinie. Poza tym, nic takiego tu nie ma. Tak ogólnie wsparcia jako tak nie ma. Mój syn zmaga się z zespołem Downa, ma chore serce, jest w okresie dojrzewania i nie jest łatwo. W większych miastach mają różne stowarzyszenia, zwołują się kobiety, dzieciaki idą pod opiekę, mamy sobie pomagają. Brakuje czegoś takiego, żeby można było dzieci gdzieś dzieci zostawić pod opieką na parę godzin, żeby rodzice mogli sobie odpocząć.
Beata Frąckowiak-Piotrowicz, prezeska fundacji Ogród Marzeń: Jako fundacja robimy co w naszej mocy, ale nie zastąpimy państwa. Rodzice osób z niepełnosprawnościami wciąż borykają się z ogromnymi deficytami w dostępie do opieki, rehabilitacji czy systemowych rozwiązań ułatwiających codzienne życie. Spójrzmy choćby na kwestię pracy zawodowej rodziców - to się dopiero teraz zaczyna powoli zmieniać, ale przez lata było ogromną barierą. Usługi asystenckie wciąż są niewystarczające. Standardem powinno być to, że rodzic ma wsparcie asystenta, dzięki czemu może iść do pracy i zarabiać na rodzinę. Pamiętam absurdalne sytuacje, gdy mama dziecka z niepełnosprawnością nie mogła wziąć udziału w szkoleniu dofinansowanym z Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo szkolenie przewidywało symboliczną dietę dla uczestnika. Gdyby taka mama wykazała choćby złotówkę dochodu, odbierano jej świadczenia na dziecko.
*imię na prośbę zostało zmienione.
Jest też lęk o przyszłość
Beata Frąckowiak-Piotrowicz: To są najtrudniejsze wyznania, jakie słyszymy. Rodzice często mówią, że boją się umrzeć przed swoim dzieckiem, bo nie wiedzą, kto się nim zajmie. To ogromny problem.
Urszula Korzyniewska-Wyremblewska: Do rodziców, którzy są teraz na początku tej drogi, chciałabym powiedzieć jedno: wierzcie w swoje dzieci. Gdy dziecko ma kilka lat, trudno przewidzieć, jakim będzie dorosłym, a świat jest dziś tak zróżnicowany, że każda umiejętność może stać się atutem. Każdy z nas jest temu światu potrzebny na swój własny sposób. Nie przejmujcie się drobnostkami, które w dorosłym życiu nie mają znaczenia. Skupcie się na miłości. Nasze rodzicielstwo jest inne, może trudniejsze, ale przez to bardziej wyjątkowe. Mamy szansę dłużej cieszyć się bliskością z naszymi dziećmi i budować więzi, które zostają na całe życie.
Możesz wesprzeć Ogród Marzeń - link do zrzutki TUTAJ.
Dalsza część testu pod wideo ↓
Jak to się zaczęło?
Beata Frąckowiak-Piotrowicz: Do Gazety Jarocińskiej co rusz przychodzili ludzie z prośbą o pomoc, bo brakowało pieniędzy na operację czy zabieg dziecka. Wówczas nie można było, tak jak dzisiaj w prosty sposób prywatnie zorganizować sobie zbiórki. Trzeba było przejść całą procedurę, by spełnić szereg formalnych wymagań. [...] Gdy zbliżało się 20-lecie gazety, zastanawialiśmy się, w jaki sposób celebrować ten jubileusz. Doszliśmy do wniosku, że koncert czy festyn, będą kolejnymi wydarzeniami, o których ludzie szybko zapomną. Wtedy Piotr (Piotr Piotrowicz, ówczesny wydawca - dop.red.) zaproponował, żebyśmy założyli fundację. On wymyślił też nazwę - Ogród Marzeń. Wszyscy zgodzili się, że warto pieniądze przeznaczyć właśnie na ten cel.
Elżbieta Szymczak: W Gazecie Jarocińskiej było napisane, że powstaje fundacja i postanowiłyśmy do niej przystąpić i zostałyśmy tak długo, jak było to możliwe. Ponieważ teraz Natalia jest pełnoletnia, nie jest już podopieczną fundacji. Ma niedowład czterokończynowy i rzadki zespół Cohena. Udziela się również jako wolontariuszka. Pieniądze w ramach Akcji Wesołych Ogrodników zbierałyśmy zawsze w Cielczy. Natalia co roku miała najwięcej ze wszystkich wolontariuszy. Przez to, że w Cielczy wszyscy ją znali, to każdy jej wrzucał, nikt nie przeszedł obojętnie.
Natalia Szymczak: Ludzie się uśmiechali, mówili same dobre rzeczy. Trzeba być dobrym, bo dobro, zawsze wraca.
Piotr Piotrowicz: Czuję ogromną satysfakcję z tego, że wszystko zaczęło się od inicjatywy naszej redakcji. Można powiedzieć - mówiąc nieco metafizycznie - że dobro przyciąga dobro. W chwili, gdy osoby potrzebujące zorientowały się, że taka fundacja istnieje, że mogą liczyć na jej pomoc oraz że pracują tam ludzie o otwartych sercach i głowach, zaczęły masowo do nas przychodzić. Ta pomoc realizuje się na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, jest to wsparcie materialne, niezwykle potrzebne w obszarze zdrowia, rehabilitacji i codziennego funkcjonowania dzieci z niepełnosprawnościami. Jednocześnie te osoby otrzymywały coś więcej - wsparcie mentalne. Co ważne, Ogród Marzeń prawdopodobnie jako pierwsza organizacja na naszym terenie pochyliła się także nad samymi opiekunami tych dzieci. Mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że ludzie chcą do nas przychodzić, bo po prostu czują to autentyczne oparcie. To wielka siła zespołu fundacji.
Uwarażliwianie od dziecka
Urszula Korzyniewska-Wyremblewska: Fundacja dała nam dostęp do rehabilitacji z najwyższej półki i wsparcie specjalistów, ale przede wszystkim - otworzyła nas na siebie nawzajem. Przestaliśmy być sami ze swoimi problemami. Wymienialiśmy się informacjami, wspieraliśmy fundacyjne akcje, działaliśmy u podstaw. Dla naszych dzieci, które na co dzień zmagały się z różnego rodzaju wykluczeniami, Ogród Marzeń był miejscem, gdzie mogły być po prostu sobą. To tam budowały więzi i uczyły się empatii, której dziś Nikodem ma w sobie bardzo dużo.
Grażyna Cychnerska, członkini zarządu Ogrodu Marzeń: Uświadomiłam sobie niedawno, że staliśmy się niezwykle ważną częścią życia społecznego w Jarocinie. Gdyby za kilkadziesiąt lat ktoś przygotowywał wystawę o historii naszego miasta na początku XXI wieku, na pewno nie mógłby nas pominąć. 15 lat to szmat czasu - dzieci, które zaczynały z nami tę drogę, są już dziś dorosłymi ludźmi.
Możesz wesprzeć Ogród Marzeń - link do zrzutki TUTAJ.
Bez nich by się nie udało
Maciej Zaborowski: Jestem wolontariuszem już 13 lat. Moje pierwsze spotkanie z Ogrodem Marzeń to Akcja Wesołych Ogrodników, a następnie rehabilitacja u pani Rudnickiej, gdzie oprócz zabiegów dzieciaki miały świetlicę, w której zabawiali ich wolontariusze. To też mnie skłoniło, żeby pójść do szkoły, gdzie ukończyłem rehabilitację. Teraz udzielam się również w tym zakresie w fundacji. A pomoc innym? Człowiek ma to już w sobie. Pomoc dzieciakom, to najlepsza rzecz, którą można zrobić.
Agnieszka Zaborowska: Jestem nauczycielką w szkole specjalnej, trafiłam tutaj za moimi uczniami. Działamy wspólnie z naszymi szkolnymi harcerzami w ramach wolontariatu, angażując się w Akcję Wesołych Ogrodników. To piękna i obustronna współpraca, ponieważ ci młodzi harcerze są jednocześnie beneficjentami działań fundacji - sami korzystają z jej wsparcia, ale też z sercem pomagają innym. Czym jest dla mnie Ogród Marzeń? To przede wszystkim przestrzeń, w której spełniają się marzenia dzieciaków, które najbardziej tego potrzebują.
Kinga Regulska: U mnie zaczęło się od tego, że przyjechałam na wolontariat z córką ze szkoły z Ruska. Zaczęłam pomagać przy przygotowywaniu ozdób. Z czasem nawiązałam tutaj przyjaźnie i trudno byłoby mi się rozstać z fundacją. Później były obozy, wycieczki - od morza po Śnieżkę. Atmosfera panuje tutaj wspaniała.
Kto tym wszystkim kieruje?
Beata Frąckowiak-Piotrowicz: Nasz zarząd to zgrany team. Każda z nas jest inna i w tym tkwi nasza moc. Ja jestem od „akcji - reakcji” - widzę potrzebę i chcę ją natychmiast realizować. Wtedy wkracza Weronika Wesołek, która trzyma naszą kasę i pilnuje spraw administracyjnych. To mój „hamulec bezpieczeństwa”. Bez jej porządku i anielskiej cierpliwości nie dałabym sobie rady. Jest jeszcze Grażyna Cychnerska - nasza pani bibliotekarka, ostoja spokoju, która zajmuje się dokumentacją. Uzupełniamy się idealnie, pracujemy jako jedna drużyna. Samemu nic się nie wskóra, dlatego bardzo doceniam wspaniałą drużynę dorosłych wolontariuszek i wolontariuszy, którzy są dla nas ogromnym wsparciem. Na specjalne wyróżnienie zasługuje Maciej Zaborowski, który pomaga nam od lat. Cudowny człowiek.
Weronika Wesołek, wiceprezeska Ogrodu Marzeń: Należę do osób, które raczej twardo stąpają po ziemi - zawsze wolę wszystko przemyśleć i przeanalizować ryzyko. Moja przygoda z fundacją zaczęła się od wolontariatu. Po roku Beata Piotrowicz zapytała, czy nie chciałabym wejść do zarządu. Dla mnie, dziewczyny świeżo po studiach, to było ogromne zaskoczenie. Długo się wahałam. Zastanawiałam się, „z czym to się je”, bo to było moje pierwsze formalne zetknięcie z organizacją pozarządową. Zgodziłam się, zostałam członkinią zarządu, choć na początku zupełnie tego nie odczuwałam. Nie mam poczucia, że robimy rzeczy spektakularne, jak fundacje, które zbierają miliony. Ale przecież nie o miliony tutaj chodzi. Praca w fundacji to duże wyzwanie i olbrzymia robota do wykonania. Robimy wszystko: od zakupów, przez przygotowanie wydarzeń i sprzątanie po nich, aż po rozliczanie dużych projektów i zbiórek publicznych, co pochłania mnóstwo czasu.
Grażyna Cychnerska: W Fundacji działam już od 13 lat. Wszystko zaczęło dlatego, że byłam związana z „Gazetą Jarocińską”. Chciałam po prostu zrobić w życiu coś innego, zaangażować się w wolontariat, a Ogród Marzeń akurat wtedy raczkował. Swoją drogę tutaj rozpoczęłam więc jako wolontariuszka. Moja obecna rola wiąże się z ogromną satysfakcją, choć na co dzień nie mam bezpośredniego kontaktu z podopiecznymi. Zajmuję się protokołowaniem spotkań zarządu fundacji - to praca nieco żmudna, urzędowa i papierkowa, ale bez niej żadna organizacja nie mogłaby sprawnie funkcjonować. Z naszymi podopiecznymi spotykam się za to podczas kolejnych edycji Akcji Wesołych Ogrodników, biegów charytatywnych, Festiwalu Zdrowia czy innych wydarzeń. Niezwykłym zastrzykiem pozytywnej energii są dla mnie zawsze Mikołajki. To tam spotykają się wszyscy nasi podopieczni. Podczas wspólnej zabawy widzę ich radość i mogę poznać ich osobiście. Świadomość, że ta cała papierologia przekłada się na tak realne, piękne efekty i wywołuje uśmiech na twarzach dzieci, jest po prostu wspaniała. Dziś nie wyobrażam już sobie życia bez fundacji.
Weronika Wesołek: Czym jest dla mnie Ogród Marzeń? To po prostu moje życie. Choć bywałam zmęczona i bliska wypalenia, z tyłu głowy zawsze miałam świadomość, że ci ludzie na nas liczą. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Moment spełnienia i największa satysfakcja przychodzą wtedy, gdy zbiórka się udaje, a kolejne zadanie zostaje odhaczone. No i ten moment, kiedy dzieci podczas Mikołajek podchodzą, przytulają się i mówią zwykłe: „dziękuję”.
Możesz pomóc i Ty
Grażyna Cychnerska: Proszę napisać, że cały czas gorąco zachęcamy do współpracy i czekamy na każdego, kto chciałby włączyć się w nasze działania. Nie wymagamy żadnych stałych deklaracji ani poświęcania określonej liczby godzin. Czasami potrzebujemy po prostu kogoś, kto może coś przewieźć albo przenieść. Każde, nawet najmniejsze wsparcie, ma dla nas ogromne znaczenie.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.