Wczoraj około godziny 15.00 Państwowa Straż Pożarna w Jarocinie otrzymała zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratunkowego o przymarzniętych łabędziach na zalewie w Roszkowie. Natychmiast rozpoczęła się akcja ratunkowa.
Strażacy wydobyli z zalewu dziesięć martwych łabędzi i jednego z oznakami życia
Na miejsce do Roszkowa udał się strażacy z OSP KSRG Nosków, policjanci oraz weterynarz gminy Jaraczewo.
- Ratownicy zabezpieczeni linami i ubrani w specjalne skafandry, przy pomocy piły łańcuchowej i sań wodno-lodowych uwolnili jednego, żywego łabędzia i wydobyli pozostałych dziesięć martwych ptaków. O sytuacji powiadomiony został nadzór wodny w Jarocinie - relacjonuje asp. Dawid Kuderczak, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Jarocinie.
Martwe łabędzie zostały odłowione na brzeg zalewu, a jeden żywy ptak przekazany pod opiekę lekarzowi weterynarii. Działania straży trwały około 2,5 godziny.
Łabędź z Roszkowa trafił do specjalnego ośrodka pod Kaliszem
Łabędziem zajął się weterynarz gminy Jaraczewo Andrzej Giertych z Potarzycy.
- Nie było innej możliwości, jak wyciąć go z bryłą lodu. Jeszcze wtedy dawał oznaki życia. Zawiozłem go bezpośrednio do specjalnego ośrodka pod Kaliszem, który się zajmuje takimi przypadkami. Niestety, był coraz słabszy. Na miejscu chcieliśmy go uwolnić z tej bryły lodu, ale już było za późno - mówi Andrzej Giertych.
Weterynarz przyznaje, że takich przypadków jest coraz więcej.
- Te ptaki powinny odlecieć na zimę, ale ostatnie, ciepłe zimy przyzwyczaiły je do tego, że mogą zostać. W tym roku jest niestety inaczej, nie mają pożywienia i nie potrafią się chronić przed zamarznięciem, co kończy się tak, a nie inaczej. Nawet, gdybyśmy chcieli je odławiać, to nie jest to takie proste, bo to są dzikie, duże i waleczne ptaki. Poza tym po odłowieniu one już nigdy by nie odlatywały - uważa Andrzej Giertych.
Zdaniem Jacka Szczepaniaka, szefa Społecznej Straży Rybackiej, która sprawuje pieczę nad osobami wędkującymi nad zalewem w Roszkowie, do osłabienia łabędzi i w konsekwencji ich przymarznięcia, mogła się przyczynić ptasia grypa, która panuje w okolicy.
- Być może te ptaki nie były zdrowe i dlatego doszło do tej sytuacji. My nie jesteśmy nad zalewem codziennie, dlatego trudno mi powiedzieć, jak wyglądała sytuacja. W przypadku takiego ptaka wystarczy, że przymarznie mu skrzydło i już nie ma szans, żeby się uwolnić - wyjaśnia Jecek Szczepaniak.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.