Czterdzieści lat temu doszło do tragedii w Czarnobylu. Jarociniak wspomina tamte dni

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Czterdzieści lat temu doszło do tragedii w Czarnobylu. Jarociniak wspomina tamte dni - Zdjęcie główne
Autor: Pixabay/reznik89 | Opis: Czterdzieści lat temu doszło do tragedii w Czarnobylu. Jarociniak wspomina tamte dni

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościW tamtym czasie pracowałem w Jarocińskich Fabrykach Mebli, w tak zwanych “Nowych Meblach”. W niedzielne popołudnie 27 kwietnia 1986 razem z dwoma kolegami mieliśmy wyjechać “na delegację” do zaprzyjaźnionych fabryk mebli w Wyszkowie i Ostrowie Mazowiecka. Wymiana doświadczeń, organizacja pracy, nowe rozwiązania. Pogoda w końcu kwietnia przed czterdziestoma laty była przepiękna...
reklama

Czterdzieści lat temu doszło do tragedii w CzarnobyluPrzed czterdziestoma laty doszło do największej w historii energetyki jądrowej katastrofy. O godzinie 1.23 w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku wybuchł, a w zasadzie dosłowniie rozleciał się czwarty blok elektrowni atomowej im. Włodzimierza Lenina w Czarnobylu (wówczas ZSRR). Miejscowość ta leży jest ponad tysiąc kilometrów od Jarocina, w północnej części Ukrainy, niedaleko granicy z Białorusią. Do Kijowa, stolicy Ukrainy trzeba jechać samochodem około dwóch godzin. Największym miastem był leżący około dwóch kilometrów od elektrowni Prypeć, którego większość z pięćdziesięciu tysięcy mieszkańców było związanych zawodowo właśnie z elektrownią. Dziś nie mieszka tam żadna osoba, a opuszczona miejscowość znajduje się w tzw. Strefie Wykluczenia.Wróćmy jednak do katastrofy. Jak zwykle w przypadkach tragicznych wydarzeń wystąpiły równocześnie okoliczności, których prawdopodobieństwo było naprawdę niewielkie - na błędy konstrukcyjne reaktora wytwarzającego energię nałożyły się błędy ludzkie, a przede wszystkim rażące naruszenie procedur bezpieczeństwa, co doprowadziło do niekontrolowanego wzrostu mocy reaktora. Na dodatek do dwóch potężnych eksplozji doszło w czasie… przeprowadzania testów bezpieczeństwa przez inżynierów. W efekcie do atmosfery przedostały się tony radioaktywnego pyłu, który rozprzestrzenił się dość szybko nad Europą, szczególnie na Polską Północną i Skandynawią.

reklama

***

W tamtym czasie pracowałem w Jarocińskich Fabrykach Mebli, w tak zwanych “Nowych Meblach”. W niedzielne popołudnie 27 kwietnia 1986 razem z dwoma kolegami mieliśmy wyjechać “na delegację” do zaprzyjaźnionych fabryk mebli w Wyszkowie i Ostrowie Mazowiecka. Wymiana doświadczeń, organizacja pracy, nowe rozwiązania. Pogoda w końcu kwietnia przed czterdziestoma laty była przepiękna. Kilkaset kilometrów nie stanowi specjalnego wyzwania, bo o autostradach w Polsce wtedy można było jedynie pomarzyć.  Dwa pasma asfaltu prowadziły wtedy jedynie z Warszawy na Śląsk (tzw. “gierkówka”) no poniemieckie, betonowe resztki w okolicach Szczecina. O tym, że ponad dobę wcześniej doszło do tragedii w Czarnobylu ani radio, ani telewizja nawet się nie zająknęły. Po nocy w hotelu, poszliśmy więc do kolegów z zaprzyjaźnionej fabryki w Ostrowii Mazowiecka. Oni zresztą też o niczym nie wiedzieli. Po załatwieniu spraw służbowych, spędziliśmy wspólnie miły wieczór. O katastrofie i wzrastającym ciągle stężeniu radioaktywnych pyłów nikt nic nie wiedział. Dopiero rano we wtorek radio podało informację o “awarii” w elektrowni atomowej w Czarnobylu i zagrożeniu szczególnie dla północno- wschodniej Polski (gdzie właśnie się znajdowaliśmy) i dla Skandynawii. Później okazało się, że w poniedziałek wieczorem Radio Moskwa na skutek nacisków ze Szwecji podało krótki , lakoniczny komunikat, że doszło do “awarii” w Czarnobylu w uznawanej za jedną z największych i najnowocześniejszych siłowni jądrowych w Europie. Tak naprawdę nawet dla nas inżynierów ( w tej delegacji służbowej uczestniczyli sami inżynierowie) sytuacja była całkowicie nowa i chyba nawet nie potrafiliśmy ocenić właściwie tego, co się wtedy stało. Poza tym lakoniczne informacje nie dawały szansy na rzeczywistą ocenę sytuacji. Prawdą jednak, która wyszła na jaw po latach, było to, że na tamtym obszarze skażenie radioaktywne było największe. Według pomiarów stacji radiologicznej w Mikołajkach poziom promieniowania miał przekroczyć normę pół miliona razy, a więc z początku sądzono, że awarii uległa aparatura. Podjęta przez nas decyzja o natychmiastowym powrocie do Jarocina okazała się naprawde słuszna. Już wieczorem we wtorek wróciliśmy i podobnie jak wszyscy mieszkańcy Polski zastanawialiśmy się nad skutkami tego wydarzenia. Najważniejsze pozostało jednak pytanie: co robić? Niepewność o brak wiedzy na temat sposobów postępowania w takich przypadkach były powszechne.

reklama

***

Trzeba przyznać, że Polska była jednym z krajów, które najszybciej zareagowały na zagrożenie spowodowane przez czarnobylską tragedię. Chyba także sytuacja naszego kraju była, ze względu na relatywnie bliskie sąsiedztwo z miejscem katastrofy bardzo trudna (od wschodniej granicy około sześćset kilometrów). Jednak system monitoringu promieniowania radioaktywnego w kraju był nieźle rozbudowany i tylko względy polityczne i prewencyjna cenzura przeszkodziły we wcześniejszym poinformowaniu ludzi. Z drugiej strony w stacjach  pomiarowych nie były prowadzone stałe dyżury i informacje o przekroczeniach norm zaczęły w zasadzie spływać dopiero w poniedziałek rano.Trzeba pamiętać, że pierwsze nieoficjalne wieści na temat przekroczeń radiacji podało w niedzielę wieczorem radio BBC. Według przekazów historycznych, pierwsza oceny polskich naukowców po tym, jak informacja o wynikach pomiarów dotarła do Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie, wskazywały na podejrzenie wybuchu bomby atomowej.

reklama

Dopiero po analizie składu izotopów w pyle radioaktywnym, jako przyczynę wskazano na pożar reaktora. Polscy eksperci wymogli na władzach przeprowadzenie akcji podawania ludziom, a przede wszystkim dzieciom tzw. “płynu Lugola”, jako środka chroniącego tarczycę przed radioaktywnym jodem - najbardziej szkodliwym składnikiem chmury radioaktywnej. Płyn Lugola to wodny roztwór jodku potasu i jodu. Miał on nasycić tarczycę stabilnym jodem, aby zapobiec wchłanianiu przez nią promieniotwórczego izotopu jodu-131 z opadu radioaktywnego. Chroniło to przed nowotworami tarczycy. Polska podjęła tę decyzję bardzo szybko (już w nocy z 28 na 29 kwietnia 1986 r.), nie czekając na oficjalne komunikaty z ZSRR, opierając się na własnych pomiarach skażenia. To była jedna z największych akcji profilaktycznych w historii Polski. Objęła swoim zasięgiem prawie 19 milionów osób, przede wszystkim dzieci i młodzież. niesamowitym  Choć akcja była logistycznym sukcesem, z perspektywy czasu ocenia się, że zagrożenie jodem-131 w Polsce było nieco mniejsze, niż pierwotnie zakładano, ale podanie płynu Lugola znacząco uspokoiło nastroje społeczne.

reklama

***

Obecnie zniszczony reaktor przykryty jest gigantyczną stalową strukturą, zwaną Arką (nowy bezpieczny sarkofag), ukończoną w 2016 roku. Strefa wykluczenia stała się nieoczekiwanie rezerwatem przyrody – pod nieobecność ludzi natura odrodziła się tam w zadziwiający sposób, choć niektóre miejsca nadal pozostają silnie skażone. Jednak turyści oczywiście z chęcią odwiedzają ten teren, choć wybuch pełno skalowej wojny na Ukrainie wstrzymał aktywność ludzi chcących za wszelką cenę, nawet nie bacząc na wciąż obecne promieniowanie, na własne oczy zobaczyć miejsce tej największej w historii świata tragedii atomowej. 

SONDA

Czy obawiasz się konfliktu zbrojnego, który obejmie terytorium Polski?

Zagłosowało 863 osób
Zagłosuj
Głosy można oddawać od 04.09.2025 od godz 13:00
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo