Początek wyprawy z poznańskiej Malty zapowiadał się optymistycznie. Daniel Cajmer wspomina, że przy zapisach nie mieli wątpliwości co do sukcesu, bazując na swoim zeszłorocznym doświadczeniu. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany. Temperatura sięgająca 31 stopni Celsjusza oraz brak sklepów na trasie stały się pierwszymi poważnymi przeszkodami.
Trasa z kilometra na kilometr stawała się trudniejsza, a perspektywa jazdy 110 km bez wody zrobiła bałagan w głowie. Zaczęły się podjazdy, a powietrze było już tak gęste, że chwilami oddech nie skutkował wciągnięciem powietrza do płuc - relacjonuje Daniel Cajmer.
Kolarze musieli schodzić z rowerów, by uspokoić tętno, a ich organizmy w pewnym momencie przestały przyjmować płyny.
Kryzys na 300. kilometrze
Prawdziwa próba charakteru nastąpiła jednak w nocy i nad ranem. Mimo gorączki, która dopadła obu zawodników, kontynuowali jazdę, marząc o ciepłym posiłku na 300. kilometrze. Na miejscu czekało ich jednak bolesne rozczarowanie.
Pit stop był nieczynny! Pierwszy raz się z czymś takim spotkaliśmy. I właśnie od tego momentu zaczęła się jazda głową - przyznaje Cajmer.
Zmuszeni prosić o wodę okolicznych mieszkańców, ruszyli w stronę Drawskiego Parku Krajobrazowego, zmagając się z głodem i odwodnieniem.
Burza, grad i „najdłuższe 20 kilometrów”
Kiedy wydawało się, że najgorsze upały mają za sobą, pogoda zafundowała im kolejny ekstremalny zwrot. Nad trasą rozpętał się „prawdziwy armagedon” z burzą, gradem i wichurą łamiącą gałęzie. Choć burza przyniosła ochłodzenie, zamieniła trasę w grzęzawisko błota i kałuż.
Końcówka trasy była wyścigiem z czasem. Do mety docierali zaledwie na godzinę przed upływem limitu.
Godzina 18.00 do mety jakieś 20 km i było to najdłuższe 20 km w życiu. To nieprawdopodobne jak szybko mijają kolejne kilometry po starcie, a jak wolno przed samą metą.
Więcej niż sport - cel, który daje siłę
Daniel Cajmer podkreśla, że w chwilach, gdy ciało odmawiało posłuszeństwa, to psychika i motywacja pozwalały jechać dalej. Dla obu kolarzy kluczowa była myśl o „małych wielkich wojownikach” - dzieciach walczących o sprawność w Fundacji „Ogród Marzeń”.
Wyprawa miała na celu zebranie środków na rehabilitację podopiecznych fundacji, przeliczając każdy kilometr na realne wsparcie finansowe. Choć kolarze swój morderczy wysiłek mają już za sobą, zbiórka nadal trwa. Organizatorzy zachęcają do docenienia tego wyczynu choćby drobną wpłatą, by symbolicznie „wykupić” kilometry przejechane przez Daniela i Marcina.
Komentarze (0)