Nie znam człowieka, który lubiłby, gdy się na niego krzyczy. Nie jestem zatem wyjątkiem i trudno się dziwić, że bura jaką dostałam w jednym z naszych marketów, postawiła mnie przed ochotą rozstania się z nim raz na zawsze. A było tak…
Kilka tygodni temu wybrałam się na cotygodniowe zakupy do sklepu, którego logo jest na żółtym tle. Grzecznie pobrałam bilet parkingowy, zostawiłam grzecznego psa nieopodal wejścia i zaopatrzona w wózek, sprawnie zapełniałam go potrzebnymi produktami. Nagle przez nagłośnienie w markecie rozległ się głos proszący o zgłoszenie się właściciela psa, który czeka przywiązany przed sklepem. Do głowy zaczęły napływać mi pytania: Czy Fidy zaczęła szczekać? A może pogryzła kogoś? Żadnego z tych zachowań u niej dotychczas nie zaobserwowałam, ale na wszelki wypadek zgłosiłam się u pierwszej napotkanej pracownicy marketu.
- To pani ten pies przed sklepem? - kobieta w kwiecie wieku spojrzała na mnie srogo, zrobiła krótka pauzę, aby nabrać powietrza i podniesionym głosem zrobić mi awanturę.
O tym, że zawiadomione zostaną odpowiednie organy, że zapłacę mandat, że brak mi poczucia odpowiedzialności i wiele innych uwag rozległo się na cały pokaźny market. Klienci przerwali na chwilę robienie zakupów i przyglądali się sytuacji. Stałam sparaliżowana strachem, jak przysłowiowy królik przed wężem i czułam się, jak przyłapana na kradzieży ekspresu ciśnieniowego za co najmniej 2.500 zł. Zapłaciłam szybko i opuściłam market. Przed sklepem czekała Fidy nieświadoma problemu, którego była powodem.
Upłynęło trochę czasu. Przejeżdżając obok marketu z niebieskim logo na białym tle, zauważyłam szyld umieszczony obok rzędu wózków na zakupy. Przymocowana do słupka tabliczka wisiała pół metra nad ziemią a na niebieskim tle widniał rysunek... psa na smyczy. Toż to parking dla czworonogów! Przywiązałam Fidy i weszłam do środka nie tylko aby zrobić zakupy, ale również aby spytać, skąd wziął się pomysł na „parking dla psów”. Personel udzielił informacji, że jest to odgórna regulacja, która dotyczy nich sklepu nie tylko w Jarocinie, ale również w każdym innym mieście, aby „nie odstawać od poziomu światowego”.
A co na to przepisy? Mówią one, że zostawianie psa bez opieki pod sklepem jest w Polsce traktowane jako wykroczenie. Zgodnie z art. 77 Kodeksu Wykroczeń, właściciel może zostać ukarany mandatem w wysokości od 500 do nawet 1000 złotych za brak odpowiednich środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia.
Uważam, że przepisy są potrzebne. Nie pozwalają nam na samowolkę i to również w temacie zostawiania psa pod sklepem bez opieki. Może powinniśmy zatem, jako psiarze, rozejrzeć się, gdzie mamy przyzwolenie na to? Są przecież sklepy, stacje benzynowe, centra handlowe, które wyposażono w specjalne stelaże, czy miskę z wodą „dla pupila” a nawet w jedno i drugie.
Jako właściciel psa mam za niego odpowiedzialność. Jeżeli decyduję się na zostawienie go w miejscu publicznym (nawet w tym, gdzie jest stelaż i miska), to muszę być pewna, że mój pies „dorósł” do takiej sytuacji a ja jako właściciel jestem świadoma i gotowa do ponoszenia konsekwencji za jego zachowanie.
Ktoś mógłby teraz spytać: no to o co mi właściwie chodzi? Ano najbardziej chyba o to, że „w muzyce ważny jest ton”. Osobiście uważam, że w życiu możemy powiedzieć drugiemu człowiekowi niemal wszystko... pytanie jest jednak nie tylko CO, lecz również JAK to powiemy.
Komentarze (0)