Grudzień to dla mnie najbardziej czarowny miesiąc. Po pierwsze minął listopad i teraz to już idzie z górki w kierunku wiosny a po drugie zaczyna się adwent. Nasi zachodni sąsiedzi mówią, że przed-radość jest największą radością. Myślę, że coś a nawet dużo w tym jest. W adwencie lubię robić drobne podarunki aby zaskoczyć nimi znajomych i nieznajomych. Adwentowe zaskoczenie jest szczególnie miłe, gdyż w święta gwiazdor przychodzi często z prezentami z naszej własnej listy życzeń. Niestety w tym roku adwent mnie zaskoczył. Nadszedł zdecydowanie za szybko i zastał mnie z pustą ręką. Moja piernikowa Wandzia zachorowała i dotychczasowa tradycja odparowywania ludzi jej bajecznymi wypiekami zawiesiła się. Co zatem w zamian?
W pierwszy tydzień grudnia wybrałam się z Fideliną – moją labradorką, na szczególny spacer. Szłyśmy właśnie leśną ścieżynką, gdy nagle Fidy złapała trop. Gnała z nosem przy ziemi, ciągnąc mnie na złamanie karku, który pewnie bym złamała, gdyby nie ogromniasta kula w kolorze zielonym, która leżała na naszej drodze. Kula była dla psa ewidentną radością a dla mnie spełnieniem się marzenia. Marzenia, o którym zapominałam rokrocznie na jedenaście miesięcy, a które powracało do mnie każdego grudnia: wdrapać się na drzewo i wejść w posiadanie całej, dorodnej jemioły. Tak się stało - moje marzenie spadło z nieba i leżało na wyciągnięcie ręki.
Z zamiarem zabrania jemioły ze sobą, dźwignęłam ją z trudem czując respekt do jej rozmiarów i ciężaru. Musiałam pociesznie wyglądać targając ją w kierunku samochodu, bo napotkany mężczyzna spytał: - Skąd ma pani taką ogromną jemiołę? Opowiedziałam o psim gnaniu na złamanie karku i zaproponowałam poczęstowanie się cząstkę mojego marzenia. Nie chciał jemioły ale zapytał co z nią zrobię, więc wyjaśniłam:
- Najpierw spróbuję wepchnąć ją do auta, a potem pojadę na targ i będę sprzedawać na pęczki. Życzenia „Wesołych Świąt” przy wtórze śmiechu zakończyły naszą konwersację. Kierując kroki do samochodu, zobaczyłam oczyma wyobraźni siebie i jemiołę na jarocińskim targowisku oraz worek pieniędzy z jej sprzedaży. Z wsiadaniem do samochodu był problem, bo jemioła opierała się skutecznie wepchnięciu jej na tylne siedzenie obok labradorki. Tłumaczyłam jej, że z tą sprzedażą to był żart i ma do wyboru: jechać z nami albo spędzić święta w ciemnym lesie. Poskutkowało - pojechała z nami.
Tym to sposobem tegoroczny Adwent wypełniony zostałjemiołowymi prezentami i nadzieją na powrót do zdrowia piernikowej Wandy. Zdrowia, którego życzę tak Wandzi, jak i nam wszystkim a zatem… Zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia!
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.