„W sercu polskiej muzyki alternatywnej”. Na czym polega fenomen Wieży Rocka?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

„W sercu polskiej muzyki alternatywnej”. Na czym polega fenomen Wieży Rocka? - Zdjęcie główne
Autor: Maciej Biegański | Opis: Wieża Rocka odbyła się już po raz 10. Co przyciąga do Żerkowa fanów rockowej muzyki?
Zobacz
galerię
152
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
KulturaW piątek, 10 lipca, żerkowski amfiteatr przeżył oblężenie za sprawą jubileuszowej, 10. edycji Wieży Rocka. Wydarzenie, które zrodziło się w 2015 roku z inicjatywy garstki zapaleńców, dziś jest jedną z muzycznych wizytówek regionu. Choć przez lata festiwal ewoluował, najważniejsze pozostało niezmienne: bezkompromisowe dźwięki płynące ze sceny oraz iście rodzinna atmosfera, która co roku przyciąga do Żerkowa fanów rocka z terenu województwa wielkopolskiego, ale nie tylko. O kulisach imprezy, walce z pogodą i magii tutejszej publiczności opowiadają twórcy formatu.
reklama
reklama

Pierwsza edycja wydarzenia odbyła się w 2015 roku, pod namiotem Mickiewiczowskiego Centrum Turystycznego (MCT). Główny trzon organizacyjny stanowiły wówczas trzy osoby.

Zrodził się pomysł, żeby stworzyć wydarzenie rockowe na terenie naszej gminy. Inspirowaliśmy się spotkaniami w kościółku poewangelickim w Żerkowie, na które zapraszano niegdyś rockowe zespoły. Wykonywano tam też m.in. poezję śpiewaną - tłumaczy Bartłomiej Nowicki, obecny sekretarz gminy Żerków.

To on, razem m.in. z Jackiem Maciejewskim, aktualnie dyrektorem żerkowskiej biblioteki, był pomysłodawcą Wieży Rocka.

- Organizacja pierwszej edycji zajęła nam zaledwie dwa, trzy tygodnie. W tym czasie znaleźliśmy zespoły, fundusze i miejsce. Zagrali wtedy: Emergency Plan, Garażowy Raj, Pull The Wire oraz Final Charge - wspomina Jacek Maciejewski.

reklama

Co ciekawe, to właśnie basista Final Charge wymyślił logo festiwalu, które funkcjonuje do dziś - charakterystycznego gryfa z główką w kształcie wieży telewizyjnej.

Wieża to symbol Żerkowa. Poza tym, chcieliśmy, żeby było to też nawiązanie do wieży Babel, w kontekście pomieszania gatunków muzycznych - rocka, reggae czy metalu. Co prawda trochę minęliśmy się z tą ideą, ale mamy festiwale w ościennych gminach, które proponują nieco inne brzmienia - tłumaczy Jacek Maciejewski.

- My poszliśmy w punka - wtrąca Grzegorz Snela, animator i emerytowany strażak, który szybko dołączył do głównego zespołu organizacyjnego żerkowskiej imprezy i dziś jest jednym z jego filarów. 

Dalsza część tekstu pod zdjęciem

reklama

Organizatorzy Wieży Rocka. Od lewej: Barłotmiej Nowicki, Jacek Maciejewski, Grzegorz Snela. 

Muzyka rockowa w trzewiach

Co oczywiste - Wieży Rocka nie byłoby, gdyby nie Jarocin. Wielu jej uczestników to osoby, których gust muzyczny ukształtowały koncerty odbywające się na najstarszym polskim festiwalu rockowym. Ten organizowany w Żerkowie wpisał się w mapę lokalnych formatów hołdujących muzyce gitarowej. Jeszcze niedawno uzupełniały ją również: Gardłoryki w Nowym Mieście nad Wartą, Zgrzytowisko w Bugaju (koło Miłosławia) oraz Książ Rock Zone. Wszystkie działały na zasadzie zgodnej współpracy. 

Zrobiliśmy nawet wspólną ulotkę, nawzajem się promowaliśmy, pożyczaliśmy sobie agregaty, krzesła, namioty. Nie było mowy o podkradaniu zespołów - mówi Grzegorz Snela, który obecnie sam udziela się przy festiwalu Bangarang w Chwałkowie koło Krobi (powiat gostyński).

reklama

Wydarzenia tego rodzaju napotykają na przeciwności organizacyjne. Ostatnie Gardłoryki odbyły się w 2024 roku, tak samo jak Książ Rock Zone, zaś Zgrzytowisko - w 2019 roku. Wieża Rocka miała przerwę trwającą dwa lata (w 2020 i 2021), spowodowaną pandemią. Impreza finansowana jest z budżetu gminy Żerków, od kilku lat stanowi obchody Dni Żerkowa. Pracują przy niej Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Żerków oraz MCT. 

„Do Żerkowa przyciągają mnie ludzie”

Siłą Wieży Rocka jest lokalność, wiodąca prym w niemal każdym aspekcie. Podczas 10. edycji dano temu wyraz również na scenie. Wydarzenie otworzył występ Orkiestry Dętej Miasta i Gminy Żerków. Przybyli usłyszeli m.in. „Polskę” Kultu, „Zanim pójdę” Happysad, „Dzień dobry, kocham cię” Strachów na Lachy czy „Panią w obuwniczym” zespołu Pogodno. Zaśpiewała je Michalina Matuszak pochodząca z Lisewa, w gminie Żerków.

Rok temu mieliśmy okazję zagrać podczas festiwalu w Jarocinie utwór „Teksański” Hey, jednak teraz pierwszy raz sprawdziliśmy się w pełnym takim koncercie. Bardzo dobrze się czuliśmy, prowadziły nas gitara elektryczna i wokal, muzycy się w tym dobrze odnaleźli - ocenia kapelmistrz orkiestry, Krzysztof Stodolny.

Występu słuchały osoby, które jako pierwsze pojawiły się w amfiteatrze. Z minuty na minutę przybywali kolejni słuchacze.

100 metrów stąd mam dom. To moje młodzieńcze lata, na rocku się wychowałem. Kiedyś to się grało. Lubię tu przychodzić ze względu na dobrą muzykę. Brakuje takich wydarzeń - ocenia pan Zdzisław, jeden z uczestników.

Jego mama Maria przyznaje wprost, z nieukrywaną z dumą:

Jestem dlatego, że dyrygentem tej orkiestry jest mój wnuk i gra w niej też moja wnuczka.

Iście rodzinna atmosfera panuje również w kuluarach wydarzenia.

Jeżdżę na kilka festiwali, do Żerkowa przyciągają mnie ludzie. Osoby występujące na scenie i w organizacji są moimi znajomymi. Widzę, jak młodzi artyści rozwijają się muzycznie. Miło jest się tu spotkać - tłumaczy pani Kasia z okolic Poznania. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Jubileuszowe łamanie zasad

Przy okazji jubileuszu organizatorzy złamali jedną z zasad, która przyświecała im do tej pory.

Można powiedzieć, że Offensywa jest pierwszym zespołem, który zagrał po raz drugi na naszym festiwalu. Emergency Plan, miejscowa kapela, młodzi chłopcy, pojawili się podczas pierwszej i drugiej edycji, ale to dlatego, że w 2015 roku wystąpili w niepełnym składzie - tłumaczy Grzegorz Snela.

Jak zdradza - Offensywa sama dopytywała się o możliwość ponownego zagrania w Żerkowie. Grupa skutecznie rozgrzała publiczność, rozbawiając przy tym słuchaczy swoim poczuciem humoru. Drugi raz w historii imprezy na scenie Żerkowa pojawił się również Krzysztof „Grabaż” Grabowski. Jednak tym razem z grupą Strachy na Lachy (w 2023 roku zaprezentowała się Pidżama Porno). Po występie komplementował  żerkowską Wieżę, ciesząc się z dużej frekwencji i oceniając, że „było lepiej niż ongiś na Pidżamie”. Po zmroku zagrali: fenomen z Jarocina, czyli założona w 1986 roku grupa Acapulco, promująca swój najnowszy projekt „Krótki film z Jarocina” oraz Jelonek, który zdobył publikę widowiskiem łączącym ciężkie granie z partiami skrzypiec. Na zakończenie - dla najwytrwalszych - zaprezentował się Patyczak, który współprowadził imprezę u boku Julii Talarczyk z Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Żerków. - Jesteśmy w sercu polskiej muzyki alternatywnej - podkreślał Patyczak, nawiązując również do festiwalu w Jarocinie, o kulisach którego opowiadał ze sceny. 

Z Open’era na Wieżę Rocka

Co niezmienne od lat - wstęp na koncerty w Żerkowie jest wolny.

Przyjechaliśmy drugi raz, ponieważ poprzedni zepsuła nam pogoda. Jesteśmy mile zaskoczeni, bo rzadko jaka gmina organizuje taką imprezę, która jest darmowa. Poza tym, to klimaty, jakie lubimy. Najbardziej czekamy na Strachy na Lachy i Offensywę - mówiła pani Ela z Krobi.

Dla wielu fanów mocniejszych brzmień wydarzenie stało się już ważnym punktem w kalendarzu.

Na tym festiwalu pierwszy raz byliśmy w 2019 roku. Lubimy go za to, że grają tu prawdziwego punk rocka. Czasami na scenie pojawiają się kapele, które istnieją już od 40 lat - jak Nauka o Gównie, która przecież nie grała przez długi czas, a potem nagle się reaktywowała. I to głównie dla takich zespołów tu przyjeżdżamy. Za chwilę zagrają Strachy na Lachy - oni są w zasadzie w okolicy co rok lub dwa, zawsze fajnie grają i warto dla nich być. Ale największą wartością są te punkowe rodzynki i perełki. Dziś też na taką czekamy, bo jako ostatni wystąpi Patyczak z Brudnych Dzieci Sida. Jeździmy też w inne miejsca -  byliśmy już na Gardłorykach w Nowym Mieście, wybieramy się do Jarocina, a w Rzeszowie świętowaliśmy 60. urodziny Siczki z KSU. Ostatnio zaliczyliśmy koncerty The Offspring i Die Toten Hosen. W domu słuchamy tylko takiego gatunku muzyki - mówił mieszkaniec Wrześni, który do Żerkowa przyjechał z rodziną.

Festiwal łączy też pokolenia, przyciągając zarówno weteranów jarocińskich rytmów, jak i młodzież szukającą festiwalowego klimatu.

Jesteśmy z Inowrocławia i to jest pierwsza nasza edycja Wieży Rocka. Póki co, atmosfera jest świetna. Najbardziej czekamy na Strachy na Lachy, moja koleżanka śledzi ich stronę i dlatego przyjechałyśmy. Lubię również Pol’and’Rocka, a miniony weekend byłam na Open’erze na The Cure - mówiła nastoletnia Oliwia.

Andrzej „Skandal” Świerblewski, znany fotograf z Żerkowa, na to wydarzenie potrafił przylatywać nawet z zagranicy. Podkreśla wyjątkową atmosferę i ludzi, którzy tworzą to miejsce:

Przyjeżdżałem na Wieżę Rocka nawet wtedy, gdy mieszkałem w Anglii. Ogromnie cenię tutejszych ludzi, znamy się od zawsze. W dzisiejszych czasach fakt, że po tylu latach znajomości nie można o kimś powiedzieć złego słowa, to już naprawdę dużo. Liczą się przede wszystkim ludzie. Poza tym, zawsze marzyłem razem z Bartkiem o tym, żeby zagrało u nas KSU - i KSU w końcu zagrało! - mówi z entuzjazmem Skandal. 

 Gwiazdy bez „godzinówki”

- Zawsze staramy się tak dobrać line-up, żeby znalazło się coś dla każdego - podkreśla Zuzanna Szmania z działu promocji Urzędu Miasta i Gminy Żerków. Co roku zapraszane są zespoły, które mają za zadanie przyciągnąć jak największą publiczność. W trakcie dziewięciu poprzednich edycji na scenie pojawili się m.in. Big Cyc, Łydka Grubasa, Sztywny Pal Azji, Kobranocka, KSU, Koniec Świata, Leniwiec czy Zenek Kupatasa.

Byłem na wszystkich edycjach, teraz jestem tu z żoną i synami. Lubię Wieżę za to, że jest się tak blisko gwiazd - komentuje Jarek z Żerkowa, jeden z uczestników.

To format, w którym jest jednak miejsce także dla młodych kapel. Dużo zespołów wystąpiło u nas w nagrodę za wygraną w innych przeglądach. Takich, które dopiero startowały - zaznacza Jacek Maciejewski. - Przywoziłem artystów z przeglądu Gostyńskie Rockowania, gdzie byłem przewodniczącym jury. Laureaci w nagrodę otrzymywali możliwość zagrania na Wieży Rocka - tłumaczy Grzegorz Snela. Za chwilę dodaje z dumą:

Zespół Pull The Wire nie był jeszcze tak bardzo znany, jak dziś, kiedy do nas przyjechał. Potem przez kilka lat muzycy wozili w swoim busie plakat z Wieży Rocka, bo to był ich pierwszy festiwal w karierze. Widać go nawet w jednym z ich teledysków.

Co charakterystyczne, organizatorzy nie podają dokładnych godzin występów poszczególnych artystów. Taka formuła niesie za sobą element zaskoczenia.

Z tego słyniemy. Raz zrobiliśmy tak, że jako pierwsza, już o godzinie 18:00, na rozpoczęcie zagrała gwiazda wieczoru - zespół The Bill. Dostawaliśmy wtedy mnóstwo SMS-ów z pytaniami, czy ludzie zdążą wrócić z pracy. Zdążyli, a pod sceną było pełniuteńko - wspomina z uśmiechem Snela.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rozwój, który cieszy

Organizatorzy z dumą patrzą na to, jak impreza rozwijała się przez lata.

Zaczynaliśmy od małej sceny na przyczepie. Rozstawialiśmy ją o dziesięć metrów bliżej publiczności, żeby optycznie zapełnić przestrzeń i przyciągnąć ludzi. Z roku na rok przesuwaliśmy się jednak coraz dalej. Od kilku lat dysponujemy już w pełni profesjonalną, dużą sceną - dodaje Maciejewski.

Przełomowy moment nastąpił szybciej, niż się spodziewano.

Już przy trzeciej edycji zorientowaliśmy się, jak bardzo rozrasta się nasz festiwal. Gwiazdą była wtedy Kobranocka i nagle zabrakło nam miejsca. Za sceną mieliśmy poustawiane podesty oraz namioty. Musieliśmy otwierać tylną ścianę konstrukcji - jedną stroną wjeżdżała perkusja kolejnego zespołu, a drugą wyjeżdżał sprzęt poprzedników. To był dla nas jasny sygnał, że dotychczasowa scena jest już za mała. Warto wspomnieć, że na tej naszej dawnej, niewielkiej platformie swoje 40-lecie grała jeszcze legendarna grupa KSU - opowiada Grzegorz Snela.

Pytani o największe wyzwania, z jakimi muszą się mierzyć, organizatorzy z uśmiechem wskazują na jeden, niezależny od nich czynnik.

Największym wyzwaniem jest zawsze pogoda, na którą niestety nie mamy wpływu - przyznaje Nowicki.

- Pierwsze edycje organizowaliśmy w czerwcu i niemal zawsze trafialiśmy na ulewy lub wichury. Raz z powodu porywistego wiatru musieliśmy nawet na jakiś czas wstrzymać koncerty - uzupełnia Snela. -W końcu uznaliśmy, że lipiec bywa pod tym względem łaskawszy i przenieśliśmy festiwal na ten miesiąc. Jeśli więc w lipcu pada, to oficjalnie przepraszamy wszystkich, bo to pewnie nasza sprawka - śmieje się Nowicki. - W zeszłym roku, na przekór wszystkiemu zaapelowałem do publiczności, żeby koniecznie zabrali ze sobą kurtki przeciwdeszczowe, parasole i kalosze. Wszyscy posłuchali, przywieźli sprzęt i... dzięki temu mieliśmy piękną pogodę! - żartuje Grzegorz Snela.

Aury nie da się kontrolować, ale z wymaganiami artystów organizatorzy nauczyli się już radzić.

Czasami wyzwaniem bywają tzw. ridery, czyli techniczne i logistyczne wymagania zespołów. Nieraz musieliśmy stawać na głowie, żeby im sprostać - przyznaje Snela.

- Po tych dziesięciu edycjach jesteśmy na pewno mądrzejsi i bogatsi o ogromne doświadczenie. Na początku nie przypuszczaliśmy, że ta impreza rozrośnie się do takich rozmiarów. Wieża Rocka stała się rozpoznawalną marką w Polsce, kojarzoną przez fanów i muzyków w całym kraju. W świat poszła o nas bardzo dobra opinia, z czego ogromnie się cieszę - podsumowuje Jacek Maciejewski. - Oby udawało nam się organizować ten festiwal w kolejnych latach, budżet się dopinał, a zapraszane zespoły grały z taką samą energią. Najważniejsze, żeby publiczność wracała do domu zadowolona.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo