Uwypuklić kobiece usposobienie Ciechowskiego. Rozmowa z Kasią Lins

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Uwypuklić kobiece usposobienie Ciechowskiego. Rozmowa z Kasią Lins - Zdjęcie główne
Autor: Oliwier Faikis | Opis: Kasia Lins to pierwsza artystka, która dołączyła do line-up Jarocin Festiwal 2026.
Zobacz
galerię
5
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Kultura- W przypadku „Obywatelki K.L.” w dalszym ciągu gram napięciem. To jest środek, który sprzyja moim piosenkom, mojemu procesowi. Niemożliwość dotknięcia czegoś, co chciałoby się dotknąć - z takim uczuciem chciałabym pozostawiać słuchacza - mówi Kasia Lins, pierwsza artystka, która dołączyła do line-upu Jarocin Festiwal 2026.
reklama

Bartosz Grześkowiak, jarocinska.pl: Jaki jest twój ulubiony film Davida Lyncha?

Kasia Lins: Nie muszę się długo zastanawiać - „Lost Highway”. Do Lyncha w ogóle jest mi najbliżej. Kupuję go jako całość, unikat - nawet z jego momentami spadku formy czy impasami, które rozumiem, jako wynik poszukiwań, które wiodły na ciekawe, ale jednak manowce. Po prostu lubię ten jednostkowy, osobny styl, który wykreował. Najczęściej jednak, jako autorka, wokalistka, Kasia Lins - odnosiłam się do narkotycznego, zmysłowego „Lost Highway”.

Dlaczego?

Chyba po prostu chodzi o unikalną chemię, którą jako odbiorczyni czuję z tym filmem. Samo rozdzielenie głównej postaci, fatalne zauroczenie, kino drogi… Trudno tutaj mówić o utożsamieniu, bo to jest jakiś senno-mroczny, surrealny „dziwoląg”. Odczuwam jednak pociąg do tego uniwersum z pogranicza american dream i dusznego horroru, erotyki i grozy.

reklama

Lynch porównywał proces twórczy do łowienia ryb. Mówił, że medytacja pozwala mu dotrzeć w głębiny świadomości i wyłowić z nich najlepsze pomysły. Też zdarza ci się medytować?

Przeczytałam jego książkę „W pogoni za wielką rybą”. W tej kwestii występuje rozbieżność między nami. Kwestie medytacyjne w ogóle nie są mi bliskie, nie jest to sposób, w jaki poszukuję pomysłów, nie zapraszam idei do swojej głowy w pasywnej gotowości. Wierzę po prostu w aktywną pracę, poszukiwanie, znój. Nawet jeśli to bywa przyjemnie, to jednak trud. Dla mnie Lynch to więc także kontrast między postulowaną metodą a rezultatem - są tak różne, że wręcz nieco groteskowe, ale rozumiem, że każdy ma swoją drogę i tryb tworzenia. Finalnie - po prostu kocham jego osobność i jego kino.

Jak więc wygląda twój proces twórczy?

reklama

Nie jest to nic oryginalnego. Ważne jest dla mnie skupienie, wyłączenie się ze świata rzeczywistego i wejście do tej szczególnej przestrzeni, która pozwala na swobodę, wariacje i wykorzystanie środków, których nie używamy w codziennej komunikacji. Muszę być wtedy sama ze sobą, odcięta od bodźców zewnętrznych i innych ludzi.

Na albumie „Moja wina” pochyliłaś się nad wierzeniami, lękami i pragnieniami rodaków. Eksplorowałaś tematykę religijno-kulturowych meandrów. Miałaś poczucie, że uderzasz w konwenanse?

Nie czuję, żeby ta płyta była w jakimkolwiek sensie obrazoburcza. Te teksty są wyraziste, ornamentowane, ale nie ma w nich dosłowności, nie proponowałam jednej interpretacji. Raczej wszystko lawirowało wokół tematu religii, bardziej religii niż duchowości. Być może to moje wypowiedzi pozamuzyczne były odbierane jako radykalne stanowisko? Dzieliłam się wtedy bieżącymi refleksjami. Dzisiaj są one znacznie mniej zerojedynkowe. Dojrzewam, mogę żyć w polifonii, jeśli czuję, że mam głos.

reklama

Wcielając się w Matkę Boską Linsowoską, rozpoczęłaś w swojej twórczości serię silnych kreacji.

To była pierwsza próba budowania wyrazistego stylu, ale jednocześnie kontynuacja tropu, który podjęłam. W lynchowski świat, do którego odnosiłam się przy „Wierszu ostatnim” zanurzyłam się jeszcze głębiej przy „Mojej winie”. Korzystałam z symboliki religijnej i nomenklatury kościelnej, żeby ubrać strój wierzeń, wszelkich boskich odniesień. To wszystko zbudowało aurę sacrum wokół tej płyty. Z czasem było tego coraz więcej, aż zrobiło się dość barokowo, a album przybrał silnie kadzidlany zapach. Cóż, takie środki były mi wówczas potrzebne. One sprzyjały tamtym opowieściom.

Bohaterka miłosnej historii kryminalnej na „Omenie” była naturalną transformacją?

reklama

Tak. Uważam, że moje płyty nie różnią się znacznie od siebie, a z siebie wynikają. Są konsekwencją rozwoju. Nadal kiedy piszę, pojawiają się mitologiczne bóstwa, nieodgadnione siły, których nie da się dosięgnąć. W przypadku „Obywatelki K.L.” w dalszym ciągu gram napięciem. To jest środek, który sprzyja moim piosenkom, mojemu procesowi. Niemożliwość dotknięcia czegoś, co chciałoby się dotknąć - z takim uczuciem chciałabym pozostawiać słuchacza.

Tym wszystkim przemianom towarzyszyła też ewolucja muzyczna. Co cię wyprowadziło z obszaru soulu, jazzu i bluesa, z którego startowałaś?

Ciekawość gatunków, których wcześniej nie próbowałam. Płytę soulową pisałam i nagrałam, kiedy miałam 19 lat. W tamtym czasie studiowałam jazz i jego pochodne na Akademii Muzycznej w Gdańsku i to była rzecz mi najbliższa. Później naturalnie, to znaczy z jakiejś silnej własnej potrzeby, zaczęłam eksplorować nowe brzmienia. Tego swojego szukałam jeszcze długo. Na „Wierszu ostatnim” ono się dopiero wykluwało. Pamiętam tę silną potrzebę poszukiwania. Zastanawiałam się, czy nawet jeśli odnajdę przestrzeń, w której poczuję się jak u siebie, to będzie na tyle charakterystyczna, że będzie słychać, że jest moja. Ta ambicja towarzyszy mi od dawna.

Na „Wierszu ostatnim” chyba pierwszy raz w swojej twórczości odnosisz się do Grzegorza Ciechowskiego. Utwór otwierający płytę można odczytać jako parafrazę „Odchodząc” Republiki. „Odchodząc zostaw mnie” - śpiewasz.  

Ostatnio ktoś przypomniał mi o tym utworze. Okazuje się więc, że Grzegorz Ciechowski oddziaływał na mnie od dawna, nawet jeśli nie byłam tego świadoma.

Imponuje ci przede wszystkim jako autor tekstów?

Autor tekstów czy wręcz poeta. Pozostawiał mnie pod ogromnym wrażeniem, od kiedy zaczęłam szukać, sprawdzać polską muzykę. Bardzo trafiało do mnie to, co miał do zaproponowania. To, w jaki sposób chciał opowiedzieć o miłości, o pożądaniu. To bardzo bliski mi sposób opowiadania, działa głęboko, nie koi, raczej boli.

Jesteście do siebie podobni pod kilkoma względami. Oboje operujecie metaforami i wymagacie od słuchacza skupienia. To opozycja w erze dosłowności, w którą wpisują się chociażby utwory znane dzisiaj z radia czy hip-hop.

W aurze tajemnicy, którą usiłuję budować, dosłowność byłaby jej zaprzeczeniem. Niezręcznie jest mi porównywać się do Grzegorza Ciechowskiego i stylu, który wykreował. Pewnie tak jak wielu innych autorów znalazłabym przestrzenie, w których moim zdaniem jesteśmy spokrewnieni. Pozostawiam to do oceny słuchaczom.

Kiedy narodził się pomysł projektu „Obywatelka K.L.”?

On się nawet nie narodził. On cały czas we mnie był, działał podskórnie. Pierwszy raz cover piosenki Republiki zagraliśmy na Boskiej Trasie, kiedy promowaliśmy „Moją winę”. Było to „Zapytaj mnie, czy cię kocham”. Pamiętam tylko, że od zawsze czułam, że chcę uwypuklić kobiece usposobienie Grzegorza, wrażliwość na detal, wrzącą emocjonalność. To był efekt kuli śnieżnej. W pewnym momencie okazało się, że robię płytę.

Gdy ją tworzyłaś, wykorzystałaś należący do Ciechowskiego syntezator Yamaha EX5. Podczas promocji płyty towarzyszą ci okulary Grzegorza, w teledysku do „Przyznaję się do winy” wystąpił jego syn - Bruno. Czułaś szczególne połączenie z liderem Republiki?

Tak, trafiłam do jego świata. Syntezator i okulary to artefakty, które bardzo sprzyjały nagraniu tej płyty. Zostały mi zaproponowane przez rodzinę Ciechowskiego, miałam dostęp do archiwum osobistych pamiątek po nim i oczywiście te przedmioty niby nie były kluczowe, bo kluczowa jest muzyka i potrzeba jej zrobienia, ale pomogły mi stworzyć świat Obywatelki K.L. Mój własny świat, który chociaż silnie bazuje na Obywatelu G.C., jest propozycją zupełnie inną. Dosyć dziwnie zakładać jego okulary, a jednocześnie kiedy nie mam ich w sytuacji zawodowej jako Obywatelka K.L. - czuję się trochę niepełna. Być może przyswoiłam je już jako własne.

Grzegorz Ciechowski był uważnym obserwatorem rzeczywistości społeczno-politycznej, czemu dawał wyraz w swoich tekstach. Uważasz, że rolą artysty jest komentować tę sferę naszego życia?

Uważam, że to bardzo osobnicza potrzeba, a rolą muzyka jest robienie muzyki. Doceniam, gdy artyści mają odwagę komentować naszą rzeczywistość, zwłaszcza dzisiaj, kiedy twórca równa się bardzo często marka, która musi zachować poprawny wizerunek, wyjałowiony, wyprasowany, ze strachem przed mówieniem swojego zdania.

W wywiadzie z Bartkiem Chacińskim dla Polityki stwierdziłaś, że gdyby Ciechowski zaczął tworzyć dzisiaj, nie odniósłby takiego sukcesu, jak w latach 80.

Tak uważam. Dzisiaj jest szybciej, mniej jakościowo i mniej refleksyjnie - po prostu głupiej. Twórczość Grzegorza, gdyby zaproponował ją dzisiaj, byłaby w absolutnej niszy. To są rzeczy często ciężkostrawne, które teraz nie miałby szansy zaistnieć w głównym nurcie na taką skalę jak wówczas.

Pochodzisz z Poznania. To miasto miało istotny wpływ na ciebie jako artystkę?

W Poznaniu spędziłam całą swoją wczesną młodość. Ukończyłam szkołę podstawową przy Bydgoskiej, później gimnazjum i liceum przy Solnej, dwie szkoły muzyczne. To był formujący czas. Poza tym jest wiele innych miejsc w Poznaniu, które zapewniły sobie dożywotnie miejsce w moim sercu i głowie, jak choćby Filharmonia Poznańska, w której jako nastolatka bywałam kilka razy w miesiącu. Bardzo lubiłam ten towarzyski rytuał. Moim kolejnym miejscem zamieszkania był Gdańsk, teraz jest to Warszawa. Jednak miasto rodzinne jest tym, które mnie lepiło od maleńkości i naturalnie pozostanie dla mnie ważne.

Jarocin był na pewno wyjątkowym miejscem dla Grzegorza Ciechowskiego i całej Republiki. W latach 80. i 90. dochodziło tutaj do spięć między przedstawicielami różnych subkultur…

I to było ekstra! Nie było nudy (śmiech). Szkoda, że dzisiaj nie ma już wyrazistych subkultur. Myślę, że było to wartościowe zjawisko. Brakuje mi tego.

Twój fandom nawiązujący do „Omenu” czy „Mojej winy” na pewno by się wyróżniał. W 1985 roku okazało się, że grana w radiu Republika ma w Jarocinie swoich przeciwników. Zespół stał się obiektem agresji wielu festiwalowiczów. Gdy weszli na scenę zostali obrzuceni m.in. kamieniami i pomidorami. Koncert trwał dalej, a oburzenie publiczności z czasem przerodziło się w euforię. Skończyło się na ogromnym aplauzie. Ciechowski z koncertem do Jarocina już nie wrócił, ale wielokrotnie wybrzmiewały tutaj projekty poświęcone twórczości Republiki, spotykając się z dużym entuzjazmem publiczności.

Powtórzę tę spektakularną historię (śmiech). Bywałam na festiwalu w Jarocinie jako punkowa nastolatka. Bardzo intensywnie w nim uczestniczyłam - dziko i dziecięco. Ten czas kojarzy mi się z beztroskim uczestnictwem w koncertach, faktycznym przeżywaniem ich całym ciałem. Czasami przypominam sobie to uczucie, ale nie potrafię już go w sobie obudzić. Kilka lat temu zdarzyło mi się coś zbliżonego na King Krule na Off Festivalu i to było jak wehikuł czasu. Przeniosło mnie to właśnie do czasów jarocińskiego festiwalu w czasach gimnazjum i wczesnej nastoletniości. Pamiętam metali i skinów na ulicach. Tych drugich się bałam.

Sama identyfikowałaś się z jakąś grupą?

Byłam team Pidżama Porno, Dezerter, polski punk. Nosiłam spodnie w paski, glany, czarne oversizowe t-shirty. W Jarocinie zaliczyłam pierwszy i jedyny crowdsurfing!

Chociaż dopiero ruszasz w trasę z płytą „Obywatelka K.L.” zagrałaś już kilka koncertów z tym materiałem. Jak reaguje na niego publiczność?

Dobrze wspominam występy na Męskim Graniu. Po raz pierwszy graliśmy koncerty przed wydaniem albumu, nie pamiętam większego stresu od lat. Przed zbliżającą się trasą zagraliśmy jeden przedpremierowy koncert w Jordankach w Toruniu. Odbiór był świetny. Koncert się wyprzedał, a salę wypełniali zarówno nasi stali słuchacze, jak i republikańscy fani z powiewającymi flagami w pasy. To był piękny wieczór.

Czego spodziewać się na koncercie w Jarocinie?

Nie spodziewać się niczego. Dać się ponieść i zaskoczyć.

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo