Reklama

Pod koniec ciąży dowiedziała się, że dziecko jest martwe. Musiała urodzić je siłami natury

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Pod koniec ciąży dowiedziała się, że dziecko jest martwe. Musiała urodzić je siłami natury - Zdjęcie główne

Anna opowiada o swoich traumatycznych przeżyciach

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Kobieta i dziecko Pomyślałam sobie „niech to będzie za mną, chcę w ramionach tulić moją córeczkę”. Mąż zawiózł mnie do szpitala, ze spokojem przyjęto mnie na oddział, kazano przygotować się do badania.

Pomyślałam sobie „niech to będzie za mną, chcę w ramionach tulić moją córeczkę”. Mąż zawiózł mnie do szpitala, ze spokojem przyjęto mnie na oddział, kazano przygotować się do badania. Przyszedł lekarz, kazał podłączyć mnie do KTG. Nie usłyszałam bicia serca dziecka. 

15 października na całym świecie obchodzony jest Dzień Dziecka Utraconego. Przypominamy naszą rozmowę. 

Po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie kompromisu aborcyjnego w Polsce rozpoczęły się protesty. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

Jestem za wolnym wyborem. Nikt nie ma prawa zmuszać nikogo do bycia rodzicem. Co prawda kuleje również edukacja, dostępność do tanich środków antykoncepcyjnych, co skutkuje niechcianymi ciążami. Kolejną sprawą jest brak wsparcia dla kobiet, które są w niechcianej ciąży. Nikt nie wprowadza mądrych rozwiązań, tylko przymus. A ten z kolei powoduje opór.

Protesty z powodu decyzji Trybunału Konstytucyjnego odbyły się również w Jarocinie. To tutaj ulicami miasta przeszły tłumy ludzi, którzy wyrażali swój sprzeciw. 

Poddałabyś się aborcji?

To złożony problem. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie - tak lub nie. Nie jestem za aborcją i nigdy bym nie usunęła ciąży. Nie wiem jednak, jaka byłaby moja decyzja, gdyby ciąża zagrażała mojemu życiu, zastanawiam się również, co bym zrobiła gdyby moje nienarodzone dziecko było chore.

(cisza)

Zastanawiam się nad tym wszystkim i nie czuję się z tym dobrze. Zwłaszcza teraz. Spotkałam się z krytyką. Jedni zarzucili mi, że nie usunęłabym ciąży letalnej (zaburzenia rozwojowe, które pośrednio lub bezpośrednio prowadzą do śmierci płodu, lub noworodka - przyp. red). Drudzy byli oburzeni, że jestem za wyborem, czyli według nich za zabijaniem. Słuchałam: „jak to ty jesteś za aborcją, choć przeżyłaś taką tragedię?” Cała ta sytuacja spowodowała, że na chwilę powrócił ból z przeszłości. Właściwie nigdy nie pogodziłam się z tym, co się stało.

Co się wydarzyło?

Straciłam moją małą córeczkę (cisza).

Musiała urodzić martwe dziecko. "To było piekło" - mówi Anna.

[Przerywamy na chwilę rozmowę]

Zacznijmy do początku

Sama zastanawiam się, gdzie jest ten początek.

Może od zajścia w upragnioną ciążę?

Dwa lata po ślubie zaszłam w upragnioną ciążę. Zwariowałam ze szczęścia.

Miałaś problemy z ciążą?

Żadnych, wszystko przebiegało w jak najlepszym porządku, tak mi się wtedy wydawało. Czułam się wyśmienicie. Chodziłam na każdą wizytę do lekarza. W tamtych czasach, bo było to 20 lat temu, nie wykonywało się tylu badań co teraz, zwłaszcza USG, które miałam wykonane 3 razy na skierowanie od mojego ginekologa. On wtedy jeszcze go nie robił samodzielnie w gabinecie.

Jeśli ciąża przebiegała według zapewnień lekarza prawidłowo to, co się takiego wydarzyło?

Dwa tygodnie przed planowanym porodem zaczęłam szykować torbę do szpitala z potrzebnymi rzeczami. Pamiętam, że coś prasowałam, byłam podekscytowana, ale i też zdenerwowana. Bałam się porodu. Poszłam do łazienki, bo zachciało mi się siku. Wtedy wyleciał mi czop śluzowy, który zapowiadał poród. Czym prędzej zadzwoniłam do lekarza. Kazał zgłosić się do szpitala.

Pomyślałam sobie „niech to będzie za mną, chcę w ramionach tulić moją córeczkę”. Mąż zawiózł mnie do szpitala, ze spokojem przyjęto mnie na oddział, kazano przygotować się do badania. Przyszedł lekarz, kazał podłączyć mnie do KTG. Nie usłyszałam bicia serca dziecka, spojrzałam na lekarza, który był wyraźnie zaniepokojony. Zapowiedział, że zaraz wykona mi USG. Ja jednak czułam strach.

Zaczęłam zastanawiać się i przypomniałam sobie, że tego dnia nie czułam ruchów płodu. Ginekolog w trakcie USG był skupiony, ale widziałam, że pot spływał mu po czole, a ręce się trzęsły. Do gabinetu weszli kolejni lekarze. Wszyscy kolejno badali mnie. Potem wyszli na chwilę, która dla mnie trwała całą wieczność (w oczach pojawiają się łzy, następuje cisza).

Potrzebujesz chwilę odpocząć?

Zaraz mi przejdzie… (cisza). Wszedł lekarz, który badał mnie jako pierwszy (cisza). Powiedział, że jest mu przykro, ale moja córeczka nie żyje… Zaczęłam wyć, to nie był płacz, to było wycie. Nie dowierzałam, mówiłam „to nie możliwe”. Nie mogłam się uspokoić. Nie pamiętam, czy dostałam leki uspokajające, ale czułam się jak na haju … wszystko wirowało… myślałam, że spotkało mnie coś najgorszego w życiu… (cisza). Nie wiedziałam, że czeka mnie jeszcze coś straszniejszego…

Dowiedziałam się, że to martwe dziecko muszę urodzić siłami natury. W takim wypadku nie wolno przeprowadzać cesarskiego cięcia. Podano mi leki na wywołanie akcji porodowej. Płakałam, nie miałam siły, aby przejść coś tak ciężkiego. Teraz przecież walczono o moje życie. Tyle że ja nie miałam siły na tę walkę. Pojawiły się bóle. Miałam trudności z rozwarciem szyjki macicy. Zaaplikowano jakiś żel, potem przystąpiono do masażu, który był bardzo bolesny. Krzyczałam z bólu. Niestety sytuacja nie poprawiała się.

Ile to trwało?

Zbyt długo… W poniedziałek po południu trafiłam do szpitala. Martwą córeczkę urodziłam w środę nad ranem (nie zadaję kolejnych pytań, czekam, aż moja rozmówczyni zacznie sama).

Nie chciałam jej zobaczyć. Nie byłam w stanie. Nie mogłam wziąć w ręce swojego dziecka. Bałam się jej widoku, bałam się tego jak wygląda! Nie wiem co się potem działo. Po prostu nie pamiętam. Kiedy się ocknęłam, leżałam w sali z innymi kobietami. Wtedy zaczął się kolejny dramat.

Dlaczego?

Bo one były w zaawansowanych ciążach. Często podłączano je do KTG. Wtedy byłam zmuszona słuchać bicia serca ich dzieci. To był koszmar! A ja nie miałam sił, żeby wyjść, chociaż na korytarz.

Wezwano do ciebie psychologa albo zalecono, abyś się do niego zgłosiła?

Ależ skąd! A ja rozpadałam się na kawałki. Nie wzięłam udziału w pochówku córeczki.

Dlaczego twoja córka umarła?

Przede wszystkim po porodzie okazało się, że córka była bardzo mała, za to łożysko ważyło więcej niż ona. Nie chciałam jednak wtedy dociekać, dlaczego się tak stało. Całe dnie spałam. Kiedy wreszcie wyszłam na ulicę, to każdy napotkany maluszek wywoływał u mnie głośny ryk. I ucieczkę do domu. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę. Trafiłam do psychiatry i zaczęłam brać leki.

Z czasem wyciszyłam się. Wtedy zaczęłam robić badania. Wszystko wychodziło ok. Wreszcie dotarłam do lekarza, który uznawany był za bardzo dobrego specjalistę, a ten po zapoznaniu się z moją dokumentacją stwierdził, że to były zaburzenia rozwoju łożyska. Ono odbierało dziecku wszystko.

Można było temu zapobiec?

Tak, to są częste powikłania, które się leczy. Oczywiście zdarzają się nieszczęścia, ale ja nawet nie wiedziałam, że coś jest nie tak z moją ciąża. Czułam pretensje do lekarza, że nic nie zrobił. To jednak nie dawało mi ukojenia.

Długo dochodziłaś do siebie?

Musiałam poradzić sobie z żałobą i pożegnać się ze swoją córką, której nawet nie zobaczyłam. O to też miałam do siebie pretensje, że jej nie przytuliłam. Po roku zaczęłam czuć się lepiej, zaszłam w kolejną ciążę. Niestety straciłam ją - moja szyjka macicy zaczęła się rozwierać i nie udało się jej utrzymać. Przeszłam wtedy kolejną depresję. Moje małżeństwo też było w złej kondycji. Mam za sobą wiele lat terapii. Nie zdecydowałam się na kolejne dziecko. Nie miałam siły na nowo tego przeżywać.

Ale do czasu, bo widzę, że jesteś w odmiennym stanie.

Zdecydowałam się na dziecko po 20 latach, mając już przeszło 40 lat. Podjęłam trzecią próbę, aby zostać matką. Mam jeszcze miesiąc. Oczywiście teraz mogę liczyć na lepszą pomoc, ale prywatną. Lekarz skierował mnie też na badania do psychiatry, żeby zobaczyć moją kondycję psychiczną i poprosił o skorzystanie z kilku terapii. Pojawiły się stany lękowe. Dzisiaj już radzę sobie z nimi. Wiem, że moje dziecko jest zdrowe. Przeszłam badania prenatalne.

Czujesz się Aniu szczęśliwa?

Tak, a na pewno będę, jak dziecko będzie z nami. Nie znamy płci. To nieważne. Oczywiście pojawili się tacy, którzy kazali mi się pukać po głowie, że w tym wieku zaszłam w ciążę. Nie muszę się przed nikim tłumaczyć. To była nasza wspólna decyzja z mężem.

 

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się. Również w sieci.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy