Sprawa wyszła na jaw w kwietniu 2025 roku podczas kontroli Inspekcji Transportu Drogowego w jednej z firm transportowych na terenie powiatu jarocińskiego. Inspektorzy zauważyli, że część pojazdów przeszła badania techniczne w czasie, kiedy samochody były w trasie poza granicami Polski.
Auta „badane” poza granicami Polski
Zawiadomienie trafiło do policjantów z Zespołu do walki z Przestępczością Gospodarczą. Funkcjonariusze przez kilka miesięcy gromadzili materiał dowodowy i przesłuchiwali świadków.
Ustalili, że diagnosta zatwierdzał przeglądy pojazdów, które w ogóle nie pojawiały się na stacji diagnostycznej.
- Na tej podstawie ustalili, że w przypadku części pojazdów badania techniczne były wykonane pomimo iż auta w ogóle nie wjechały na stację diagnostyczną. Dowody rejestracyjne od nich były podbijane na kolejny rok i potwierdzały sprawność techniczną pojazdów. Inne przeglądy wykonywane były w tempie ekspresowym i nierzetelnie ponieważ sprawdzenie stanu technicznego nie obejmowało wszystkich czynności leżących w gestii diagnosty. Część z aut tylko przejeżdżała przez tunel kontrolny, a badanie stanu technicznego przeprowadzane było przez diagnostę wzrokowo na odległość - informuje asp. sztab. Agnieszka Zaworska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jarocinie.
Akt oskarżenia z 372 zarzutami
Jak ustalili policjanci proceder trwał od czerwca 2024 r do marca roku 2025. Mężczyzna usłyszał zarzuty o charakterze korupcyjnym. 69-latkowi z gminy Jarocin przestawiono 372 zarzuty poświadczania nieprawdy w dokumentach. Za tego rodzaju przestępstwa mężczyźnie może grozić kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu w Rejonowego w Jarocinie w czerwcu.
„Gazecie” udało się ustalić, w której stacji pracował oskarżony diagnosta. Z jej właścicielem nie udało nam się skontaktować. Od pracownika stacji usłyszeliśmy: "Nikt o tej sprawie z Gazetą nie będzie chciał rozmawiać".
Czy prokuratura sprawdzała, czy osoby podstawiające samochody do stacji diagnostycznej miały świadomość nieprawidłowości?
- Prokurator prowadząc postępowanie badał kwestię świadomości i możliwości rozpoznania tych kwestii, które stały się przedmiotem zarzutów przedstawionych diagnoście, a leżących po stronie osób, które dostarczały pojazdy do stacji diagnostycznej w celu przeprowadzenia badań i w efekcie przeanalizowania wszystkich okoliczności sprawy nie doszukał się po stronie osób, które docierały z pojazdami do badań technicznych wypełnienia przez nich znamion jakiegokolwiek czynu zabronionego - mówi prokurator Marcin Kubiak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim.
I dodaje:
- Z uwagi na specyfikę i okoliczności przestępstwa, które zostało zmultiplikowane przez oskarżonego, zatem według referenta żadne okoliczności nie wskazywały na to, aby osoby, które dostarczały samochody do badań, mogły przypuszczać, iż efekt badania będzie uwidoczniony w formie niegodnej z prawem - tłumaczy śledczy.
W Polsce sądy już skazywały osoby, które nakłaniały diagnostę do wydania zaświadczenia o przeprowadzonym badaniu technicznym pojazdu z wynikiem pozytywnym oraz potwierdzenia tego faktu pieczęcią służbową w dowodzie rejestracyjnym samochodu, badanie w rzeczywistości nie miało miejsca
Komentarze (0)