Pierwszy promyk słońca dopiero przebijał poranną mgłę nad starorzeczem Warty, gdy zajęłam pozycję w szuwarach. Ziomb przenikał przez ubranie, ale w fotografii przyrodniczej cierpliwość to połowa sukcesu. Czaple to niezwykle płochliwe stworzenia - wystarczy jeden nieostrożny ruch, gałąź pęknięta pod butem czy błysk obiektywu, by płoszyć je na cały dzień.
Po godzinie oczekiwania woda gwałtownie się zamarszczyła. Jako pierwsza z mgły wyłoniła się czapla siwa. Stała bez ruchu niczym szary posąg, wpatrzona w lustro wody. Nagle jej szyja wystrzeliła jak napięta cięciwa - błyskawiczny atak i w potężnym dziobie szarpała się srebrzysta płoć. Kilka sekund później ryba zniknęła w jej przełyku.
Chwilę potem na tle trzcin pojawił się absolutny kontrast: smukła, nieskazitelnie jasna czapla biała. Jej obecność wnosiła do krajobrazu niezwykłą elegancję, gdy z idealnym wyczuciem krok po kroku brodziła po płyciźnie.
Gdy wstające słońce wreszcie oświetliło wodę, ptaki postanowiły zmienić żerowisko. To był moment, na który czekałam. Czaple zerwały się do lotu niemal jednocześnie. Przy wzlocie są niesamowicie majestatyczne - wolne, głębokie uderzenia potężnych skrzydeł, szyja esowato zwinięta i powolne wznoszenie się ponad mgły.
Polowanie bez ani jednego wystrzału okazało się pełnym sukcesem.
ZOBACZ ZDJĘCIA w Galerii
Anita Kozłowska-Tomczak
Łącząc artystyczną wrażliwość z pasją do natury, na co dzień uczę innych dostrzegać piękno, a po lekcjach zamieniam szkolne korytarze na leśne ostępy. Moją wielką miłością jest fotografia przyrodnicza – z niezwykłą cierpliwością i szacunkiem podglądam świat ptaków, chwytając w kadrze ich ulotne gesty, majestatyczny lot i dyskretny urok. Niezwykłe owoce moich bezkrwawych łowów prezentuję na Facebooku na stronie Polowanie na przyrodę, inspirując do zatrzymania się i zachwytu nad otaczającym nas światem.
Komentarze (0)