1 sierpnia bieżącego roku minęła siedemdziesiąta piąta rocznica buntu marynarzy na okręcie polskiej Marynarki Wojennej ORP „Żuraw”. Na ten temat na przestrzeni ostatnich trzech dekad ukazało się wiele artykułów i opracowań, Pisaliśmy o tym również w Gazecie Jarocińskiej.
Autorzy przede wszystkim przedstawiali przebieg wydarzeń i konsekwencje, które dosięgły załogę. W ostatnich latach pojawiły się nowe fakty, które jaśniej rzutują na tą sprawę. Zatem, wspomnieć należy raz jeszcze te wydarzenie z uwagi na ich wyjątkowość i bezprecedensowość oraz konsekwencje jakich doznało wiele osób niebiorących udziału w buncie. Dodatkowym motywem jest fakt udziału dwóch marynarzy z naszego regionu. Pierwszy to organizator i przywódca buntu st. mar. Henryk Barańczak, mieszkaniec Dominowa. Był on synem przedwojennego policjanta. Na okręcie pełnił obowiązki sternika. Drugi to mat Kazimierz Boruta, pochodzący z Bieździadowa w Gminie Żerków. Na okręcie pełnił funkcję motorzysty i drenażysty. W czasie buntu pełnił służbę w jednej z maszynowni. W Szwecji otrzymał azyl polityczny wraz z piętnastoma marynarzami. W konsekwencji jednak nie zszedł z okrętu na ląd i wraz z resztą załogi wrócił do Polski.
Bunt na okręcie ORP Żuraw
W historii światowej marynarki wojennej nie odnotowano faktu, by najmłodsi stopniem i stażem marynarze obezwładnili kadrę oficerską i część załogi na pełnym morzu, zaś pozostałych przekonali do swoich zamierzeń. Niezwykłość tego wydarzenia polega również na tym, iż bunt w istocie się powiódł. Marynarze pomimo braku wiedzy, w szczególności tej nawigacyjnej, zdołali doprowadzić bezpiecznie okręt do szwedzkiego portu Ystad. Bunt nie spowodował żadnych ofiar śmiertelnych. Jedyna dolegliwość jaka się przydarzyła to przypadkowy postrzał w nogę przywódcy buntu przez siebie samego. Perfekcyjny plan, który opracował w swojej głowie st. mar. Barańczak, jak również dobranie do realizacji zadań odpowiednich i zaufanych marynarzy doprowadziło do sprawnego opanowania okrętu.
Godna uwagi jest okoliczność, którą poznaliśmy dopiero w ostatnich latach o umieszczeniu na okręcie trzech tajnych informatorów Informacji Wojskowej. Dwóch zrekrutowanych z marynarzy zasadniczej służby zasadniczej, a trzeci oficer. Nie nastąpił żaden przeciek w fazie organizacji, jak również w trakcie ucieczki. Jeden z informatorów przyłączył się do buntu i pozostał w Szwecji.
Bałtyk i zimna wojna
Nie bez znaczenie jest okres w jakim wydarzenia te się rozgrywały. Był to bowiem czas wielkich napięć politycznych pomiędzy wschodem a zachodem. Trwała tzw. zimna wojna. W Polsce panował okres stalinowski w najgorszym wydaniu. Bałtyk podzielono na wpływy bloku wschodniego i zachodniego. Granica tego akwenu patrolowana była przez siły zbrojne przeciwnych sobie obozów. Po stronie wschodu prym wiodła radziecka marynarka wojenna ze swoimi okrętami podwodnymi. Dodatkowo w tym czasie Bałtyk był częściowo zaminowany, a okręty poruszały się po bezpiecznych torach wodnych. Na uciekinierów czekały także inne niebezpieczeństwa. Na przykład ukryte w wodzie skały, szczególnie w okolicach wyspy Bornholm. Kontakt z nimi mógł doprowadzić do poważnych uszkodzeń, a w tym także do zatopienia okrętu. W takich to warunkach siedmiu zbuntowanych marynarzy zdecydowało się na ucieczkę. Z całą pewnością byli bardzo zdeterminowani, ale mieli też dużo szczęścia. Noc z 1 na 2 sierpnia bez wątpienia dla wielu z nich była tą najważniejszą w życiu. To wtedy dokonali wyboru co do swojej przyszłości. Ta ucieczka zaważyła również na życiu ich najbliższych oraz wielu marynarzy polskich jednostek pływających.
Marynarze przejmują okręt
Pod koniec lipca 1951 roku ORP „Żuraw” wykonywał zadania hydrograficzne w okolicach kołobrzeskiego portu. Oprócz etatowej załogi na pokładzie znajdował się Szef Wydziału Pomiarów MW kmdr. ppor. Jerzy Iwanow, oficer tego wydziału chor. Gazda oraz pracownik kontraktowy Ćwikliński. Na krótko przed wypłynięciem zaokrętował się nowy zastępca dowódcy do spraw politycznych ppor. Zygmunt Bogumił. Dowódcą okrętu był przedwojenny marynarz por. Arkadiusz Ignatowicz. W dniu 1 sierpnia podziękowano kapitanowi okrętu za dobre wykonanie zadania. Przed godziną 18:00 okręt opuścił port kołobrzeski z zamiarem powrotu do Gdyni. Pełniący w tym czasie służbę pozostawali na stanowiskach. Oficerowie zaś udali się do mesy, by bliżej zapoznać się z nowym zastępcą.
Około godziny 19:00 siedmiu zbuntowanych marynarzy przejęło broń i opanowało okręt. Wszystkich oficerów uwięziono w kajutach, a przed nimi postawiono posterunki z długą bronią. Część załogi przyłączyła się do buntowników, a pozostała zachowywała się obojętnie. Wyznaczono nowy kurs na zachód. Nie mieli wyznaczonego konkretnego celu. Chcieli jak najszybciej wydostać się z terenów, gdzie dominowała marynarka bloku wschodniego. Ta noc dla wszystkich była bardzo ciężka. Nie byli doświadczonymi marynarzami, a prowadzenie okrętu bardzo trudne. Nie obyło się bez wielu niespodzianek. Na przykład dziwnym trafem zaginęły mapy, które pomogłyby wyznaczyć bezpieczny kurs. Płynęli na zachód na wyczucie, można nawet powiedzieć, że błądzili po wodach Bałtyku. Najgroźniejsze chwile przeżyli w okolicach Bornholmu. Należy też podkreślić postawę radiotelegrafisty mata Zygmunta Tutki, który nie należał do buntu. Mógł w każdej chwili nadać sygnał „s.o.s.” i wówczas namierzenie okrętu byłoby bardzo łatwe, a w konsekwencji sprowadzenie niesfornych marynarzy do kraju. Solidaryzował się jednak z buntownikami i zaniechał wszelkich działań przeciwko nim. Na swojej drodze nie natrafili na żadne okręty wojenne, ani też łodzie podwodne.
Azyl w Szwecji nie dla wszystkich
Rankiem 2 sierpnia dopłynęli do portu Ystad w Szwecji i stanęli na redzie. Szwedzi ocenili w pierwszej chwili, że musi to być okręt, który zabłądził na wodach Bałtyku. Ochrona wybrzeża łodzią dopłynęła do okrętu. Kiedy się zorientowali z jaką sytuacją mają do czynienia, zdecydowali się wprowadzić okręt na nabrzeże. Na pokład przybyła delegacja szwedzka. W pierwszej kolejności polecono uwolnić oficerów i przekazać im broń, co też buntownicy wykonali. Władze szwedzkie zaproponowały dla całej załogi azyl polityczny. Ze względów propagandowych najbardziej zależało im na przekonaniu do pozostania oficerów. Ci jednak zdecydowanie odmówili. Na listę proszących o azyl polityczny zapisało się szesnastu marynarzy, wszyscy ze służby zasadniczej. Wśród nich byli mat Kazimierz Boruta oraz st. mar. Henryk Barańczak. Tego dnia w godzinach popołudniowych wjeżdżały samochody osobowe, by zabrać uciekinierów. Pojedynczo zaczęli schodzić z okrętu i wsiadali do samochodu, który natychmiast odjeżdżał. W jego miejsce podjeżdżał następny. Odjechało już dwunastu marynarzy. Pozostało jeszcze czterech, którzy wahali się czy pozostać w Szwecji. Dowódca ORP „Żuraw” przekonywał ich, by pozostali na okręcie i wrócili do kraju. Ostrzegał, że zostając popełniają dezercję. Po upływie pewnego czasu cała czwórka ostatecznie odmówiła zejścia na ląd, mimo nalegań ze strony władz szwedzkich obiecujących dostatnie życie. Wśród tych marynarzy był mat Kazimierz Boruta. W późniejszych latach cała czwórka w różnych wypowiedziach argumentowała swoją decyzję obawami o losy swoich najbliższych. Wiedzieli jak bezwzględna jest władza ludowa i to nie tylko dla sprawców czynów, ale również ich najbliższych. Nie mylili się. Członkowie rodzin tych, którzy zostali w Szwecji zostali aresztowani.
Po opłaceniu pobytu w porcie przez kapitana okrętu pozwolono im odpłynąć. Dowództwo MW nie wiedziało, gdzie znajduje się „Żuraw”. W godzinach porannych wysłano samoloty patrolowe z zadaniem co się dzieje z okrętem. Dnia 2 sierpnia około godziny 18:00 dowódca MW został poinformowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych o powrocie okrętu ze Szwecji. Łączność z jednostką nawiązano około godziny 20:45 i uzyskano informacje, iż płynie kursem Szczecin – Kołobrzeg. Około północy wysłano na spotkanie ORP „Błyskawica”, która nawiązała kontakt radiowy dopytując się o pozycję. Dowódca „Żurawia” oraz szef hydrografii byli doświadczonymi oficerami i wiedzieli co może oznaczać podjęcie kursu na „Błyskawicę”. Do dzisiaj nie ustalono, jakie zadania miał dowódca „Błyskawicy”. Czy aresztować załogę „Żurawia” na pełnym morzu, czy też zatopić zbuntowany okręt i ogłosić, że tak postępuje się ze zdrajcami? Oficerowie polecili radiotelegrafiście, by podawał dane odbiegające od rzeczywistych. Sami zaś zdecydowali się na płynięcie wzdłuż wybrzeża wykorzystując płycizny, bardzo niebezpieczne dla większych jednostek, takich jak właśnie „Błyskawica”. Przepłynęli cały Bałtyk i w dniu 3 sierpnia około godziny 10:00 zacumować na Oksywiu. Jednostka i załoga została zabezpieczona przez marynarzy z bronią, a na pokład weszli oficerowie Informacji Wojskowej oraz prokuratorzy Marynarki Wojennej z szefem Leonardem Azarkiewiczem. Rozpoczęły się przesłuchania, które trwały przez kilkanaście godzin. Rankiem następnego dnia okręt był wolny, a służba toczyła się normalnie.
Aresztowania, procesy i represje
W dniu 6 sierpnia zapadła decyzja o aresztowaniu całej załogi „Żurawia” i poddaniu intensywnemu śledztwu. Sprawdzoną metodą przesłuchań było prowadzenie ich przez całą dobę, pozbawiając snu i odpoczynku przesłuchiwanych, ograniczając przy tym racje żywieniowe. Zmieniali się tylko przesłuchujący. Podejrzani musieli cały czas stać, nie mogli ani usiąść, ani tym bardziej się położyć. Po kilku dniach zaczęły im puchnąć nogi, a brak snu i totalne zmęczenie powodowało, że często tracili przytomność. Stawali się obojętni i zrezygnowani. Nie rozumieli już zbytnio co się do nich mówi. Dodatkowo przesłuchujący znęcali się nad nimi psychicznie wyzywając od zdrajców, wyszydzając i upokarzając. W trakcie przesłuchań nie było obrońców. Na zakończenie śledztwa nie pozwolono im zapoznać się z aktami sprawy. Mieli podpisywać tylko to co kazał im przesłuchujący. Czekali już tylko na proces.
Rozprawa miała charakter pokazowy i odbyła się w dniu 1 września w obecności około 300 słuchaczy Szkoły Oficerskiej MW oraz członków załóg pływających. Przewodniczył major Celestyn Obst. Oskarżał wspomniany wcześniej Leonard Azarkiewicz. Tego dnia sądzono tylko oficerów. Przywieziono ich z areszty nieogolonych, brudnych, w więziennych pasiakach. Musieli wyglądać tragicznie skoro wycofano ich z sali rozpraw. Kazano im się umyć, ogolić i ubrać w robocze marynarskie drelichy. Przebieg procesu był wyreżyserowany. Nie pozwolono odpowiadać im na pytania. Mogli tylko odzywać się tak lub nie. Nie mogli zadawać świadkom pytań. Po kilkunastu godzinach procesu, już po północy ogłoszono wyrok. Wszystkich skazano na kary pozbawienia wolności od 12 do 15 lat, pozbawienie praw publicznych i honorowych, konfiskatę mienia oraz degradację.
Drugi proces dla pozostałej części załogi odbył się 3 i 4 września w tym samym miejscu i przy tej samej publiczności. Podsądnych tym razem było dwudziestu dwóch marynarzy z czego dwunastu sądzono zaocznie. Skład sądu i oskarżenia był taki sam. Sposób prowadzenia rozprawy identycznych. Wszystkich pozostałych w Szwecji skazano na karę śmierci z utratą praw publicznych na zawsze oraz przepadek całego mienia. Marynarzom, którzy powrócili wymierzono kary pozbawienia wolności od lat 2 do 10, pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych od jednego roku do lat 3 oraz przepadek całego mienia i degradację. Uniewinniono jednego marynarza.
Dodatkowo skazano jeszcze jednego marynarza będącego etatowym członkiem załogi ORP „Żuraw” mata Stefana Meliona. Nie brał on udziału w ucieczce, albowiem tego dnia był na wizycie lekarskiej i nie zdołał powrócić przed wypłynięciem okrętu z portu w Kołobrzegu. Do Gdyni dotarł pociągiem. Zarzucono mu, iż był faktycznym przywódca buntu oraz planował wyprowadzenie floty MW i oddanie ich w ręce Anglików. Został poddany półrocznemu śledztwu, po którym został skazany na cztery lata więzienia. Po skazaniu odbył karę ośmiu miesięcy, a następnie w wyniku odwołania usłyszał wyrok uniewinniający i został zwolniony z więzienia.
Represje dosięgły rodziny marynarzy, którzy pozostali w Szwecji. Dla przykładu z rodziny Henryka Barańczaka aresztowano jego ojca Mariana. Po aresztowaniu siedział trzy lata w więzieniu – obozie pracy bez jakiegokolwiek wyroku. Argumentowano, że to wszystko za złe wychowanie syna. Podobnie było w przypadku rodzin innych marynarzy, z podobną argumentacją. Z rodziny Wacława Jabłońskiego aresztowano jego ojca Tomasza, rolnika. Z rodziny Władysława Cesarza aresztowano stryja Józefa oraz siostrę Stefanię. Z rodziny Jerzego Czarnieckiego aresztowano ojca Bronisława, byłego członka AK, matkę Weronikę i brata Tadeusza. Z rodziny Henryka Szopy aresztowano jego ojca Adama oraz matkę Paulinę i brata Jana.
Henryk w USA, Kazimierz w więzieniu
Losy naszych dwóch bohaterów potoczyły się bardzo różnie. Henryk Barańczak po ucieczce przebywał na terenie Szwecji, następnie wyjechał do USA. Tam założył rodzinę, miał dwoje dzieci i z sukcesem prowadził firmę budowlaną. Pewnego dnia zamienił się z żoną samochodem. Właśnie wtedy wybuchła pod nim bomba. Żona Henryka doznała rozległego uszczerbku na zdrowiu, została niepełnosprawna. Kiedy Henryk dowiedział się o zamachu przyszedł do domu, wszystkim się przyjrzał tak, jakby chciał ich dobrze zapamiętać, a potem wyszedł i rodzina nigdy więcej już go nie widziała. Nie wiadomo czy gdzieś umarł śmiercią naturalną czy też komunistyczne służby specjalne go wytropiły i zlikwidowały.
Kazimierz Boruta przesiedział trzy lata i cztery miesiące w stalinowskim więzieniu. Został zwolniony bardzo chory na gruźlicę. Leczył się w Szpitalu Przeciwgruźliczym w Wolicy koło Kalisza. Podjął pracę w Jarocińskiej Fabryce Obrabiarek w Jarocinie. Założył rodzinę, jednak cień „Żurawia” podążał za nim aż do 1990 roku. Traktowany był cały czas jako wróg systemu. Dopiero ustawa z dnia 23 lutego 1991 roku o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego zmieniła jego położenie. Został przez sąd uniewinniony i zrehabilitowany. Zmarł 6 stycznia 2004 roku i pochowany na cmentarzu katolickim w Radlinie.
Bunt na ORP „Żuraw” spowodował także fale represji w Marynarce Wojennej. Nastąpiły liczne aresztowania, zwłaszcza wśród załóg jednostek pływających. Sądy prześcigały się wręcz w wydawaniu wyroków skazujących. Następowały degradacje. Brutalnie traktowano oficerów najbardziej doświadczonych, zwłaszcza tych, którzy służyli w okresie międzywojennym.
Źródła:
Archiwum IPN – artykuł „Bunt na ORP „Żuraw” i procesy jego marynarzy” z 30 listopada 2021 roku,
Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie – artykuł Pauliny Rus „Zbiegli funkcjonariusze służb mundurowych z Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na przykładzie pilotów i marynarzy”,
K. Boruta „Wspomnienia mata Kazimierza Boruty”.
ZOBACZ WIDEO
Komentarze (0)