Reklama

Przyjaźnią się od prawie 20 lat. Wojna zbliżyła i wzmocniła ich więzi jeszcze bardziej

Opublikowano:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Zofia i Edward Więcek z Jarocina w 1999 roku spotkali na swojej drodze wyjątkowe małżeństwo Irinę i Wiaczeslawa Galickich z Odessy. Początkowo nikt nie spodziewał się, że ich znajomość rozwinie się do tego stopnia, że zakończy się wielką przyjaźnią. Dziś nie wyobrażają sobie dnia bez rozmowy z sobą. Trwająca na Ukrainie wojna sprawiła, że więzi, które są między czworgiem ludzi stały się jeszcze mocniejsze.

Dziś przyjaciele z niepokojem śledzą wspólnie wydarzenia, które dzieją się za naszą granicą i z niepokojem wyczekują końca wojny. Zaraz kiedy wybuchła wojna małżeństwo z Jarocina sprowadziło i pomogło swoim przyjaciołom w poszukiwaniu tymczasowego mieszkania. Chcieli mieć swoich bliskich koło siebie, tak by razem w naszym mieście mogli spokojnie przeczekać to, co się dzieje teraz w ich ukochanym kraju, czyli Ukrainie.

Historia przyjaźni tych czworga ludzi jest bardzo piękna i zarazem wzruszająca. Spotykamy się na Rodzinnych Ogrodach Działkowych im. Adama Mickiewicza w Jarocinie, by na łonie otaczającej przyrody, śpiewu ptaków, wśród zieleni i zapachów kwiatów wysłuchać ich historii.

Irina i Wiaczeslaw Galiccy na stałe mieszkają w Odessie. Mieście położonym nad Morzem Czarnym na Ukrainie. Oboje są już na emeryturze. Irina z zawodu jest nauczycielem języka angielskiego. Dobrze rozumie i mówi w języku polskim. Wiaczeslaw z kolei porozumiewa się w języku ojczystym i angielskim, ale rozumie nasz język. Całe swoje życie pracował przy wydobyciu gazu w Jamał. Jest inżynierem.


Niezwykła przyjaźń małżeństwa z Jarocina i Odessy

Przyjaźń jest szczególnie piękną i wyjątkową relacją opartą na wzajemnym zrozumieniu, zaufaniu, lojalności wobec siebie. W jakich okolicznościach Państwo się poznali?

Wszystko zaczęło się w roku 1999 – opowiada Edward Więcek. Wówczas poznałem doktora, który jak później się okazało jest Ukraińcem i pochodzi z Odessy. Pacjentów przyjmował również w naszym kraju. Wielu z naszych znajomych przyjeżdżało do niego. Jest dobrym i cenionym lekarzem, oddanym swojej pracy. Ma kilka specjalizacji m.in. leczy  jadem, a także innymi produktami pszczelarskimi. Jest również masażystą. Obecnie lekarzem rodzinnym. To wspaniały lekarz i człowiek. Można z nim na wiele ciekawych tematów porozmawiać. Pamiętam kiedyś poradziłem się go w jakie ciekawe miejsce moglibyśmy wraz z moją żoną Zofią wyjechać na wczasy. Zależało nam, aby zwiedzać Ukrainę. Zaproponował mi wtedy Odessę. To niezwykle ciekawe miasto powiedział położone nad Morzem Czarnym. Można było dojechać pociągiem lub samochodem. Pomógł nam bardzo. Przy następnym, drugim spotkaniu zaproponował sanatorium w Odessie. Pomagała mu w tym Irina, której jeszcze wtedy nie znaliśmy. Ona z lekarzem znała się dobrze. Po kilku tygodniach wyjechaliśmy z żoną do Sanatorium do Odessy. Dostaliśmy przepiękny hotel niemal przy samym morzu. Byliśmy tak zafascynowani tym miejscem, że ani razu nie poszliśmy na umówione zabiegi rehabilitacyjne. Spacerowaliśmy wzdłuż plaży i podziwialiśmy Odessę - dziś niestety zaminowaną dodaje ze smutkiem Pani Irina.

Tak nam się podobało, że na koniec w ostatni dzień pobytu zapomnieliśmy, że skończyła się nam doba hotelowa w pokoju. Postanowiliśmy jeszcze zostać trzy dni. Załatwiliśmy pokój u znanego oficera. Z Iriną poznaliśmy się dopiero w 2004 roku kiedy po raz drugi przyjechaliśmy do Odessy. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze bliżej morza, a właścicielem tego mieszkania był przyjaciel naszej Iriny. Ona wtedy przyjechała do niego i tak też my ją poznaliśmy. Po kilku dniach Irina zaprosiła nas do siebie. Czuliśmy się u niej jak u siebie w domu. Dobra, życzliwa zawsze pomocna. Ugościła nas wspaniale. Już wtedy wiedzieliśmy, że jest wspaniałym człowiekiem. Wtedy podczas rozmów okazało się, że i pierwszy i ten drugi wyjazd zorganizowała nam ona sama. Dzięki Irinie mieliśmy kwatery i miejsca, w których możemy wypoczywać.

Czy od razu czuliście Państwo, że Wasza znajomość będzie trwała dłużej? Czy już wtedy coś wskazywało na to, że narodzi się wielka przyjaźń?

Irina z mężem są osobami bardzo sympatycznymi, ciepłymi i otwartymi. Już wtedy czuliśmy się przy nich bardzo dobrze. Nie musieliśmy się krępować. Czasami miałam wrażenie, że Irina czyta w naszych myślach. Świetnie się rozumieliśmy. Im więcej czasu spędzaliśmy razem tym nasza znajomość się umacniała - opowiada z uśmiechem na ustach Zofia Więcek.

Minęło kilka lat i ponownie wróciliśmy do Odessy - dodaje małżonek Pani Zofii i kontynuuje swoją wypowiedź. Nie oznacza to wcale, że nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Nic bardziej mylnego. Niemal codziennie wysyłaliśmy do siebie wiadomości, kontaktowaliśmy się telefonicznie. Opowiadaliśmy co się dzieje u nas w rodzinie, naszym kraju. Pokoju na kolejny wyjazd nie musiała załatwiać nam już Irina. Po przyjeździe do Odessy zamieszkaliśmy u Wiaczesława i Iriny w ich pięknym domu. Ugościli nas jakbyśmy byli członkami ich rodziny. Czuliśmy się jak u siebie w domu. Oprowadzali nas po swoim mieście, pokazali nam te cudowne zabytki, cenne i ważne dla mieszkańców Ukrainy miejsca w Odessie.

 

Jarocin odwiedzali już wcześniej

Pani Irino czy przed wojną wraz z mężem odwiedzali Państwo swoich przyjaciół w naszym Jarocinie?

Tak oczywiście. Do Jarocina przyjeżdżaliśmy kilkakrotnie. Odwiedzaliśmy Zosię i Edwarda. Razem podróżowaliśmy po Polsce, pokazywali nam oni ciekawe miejsca. Bardzo lubię Waszą przyrodę, zieleń, parki, lasy. U nas w Odessie nie ma tyle zieleni, tylu drzew, pięknych kwiatów, zapachów i dzikich zwierząt. Kiedy przyjeżdżałam do Polski zawsze chciałam być bliżej polskiej przyrody. Kocham ogród naszych przyjaciół. Usiąść i patrzeć w niebo i wsłuchiwać się w śpiew ptaków. Obie z Zosią spacerujemy i wąchamy kwiaty. W naszym kraju nie ma trawników. Klimat jest inny, bardziej suchy. Trawa w ciepłych miesiącach zamienia się w siano, jest wypalona od słońca. Nikt nie dba o zieleń. Dają radę rośliny tylko takie, które kochają słońce np. róże. Kiedyś przyjaciele zabrali nam na swoją drugą działkę koło Giewartowa. Rośnie na niej sporej wielkości brzoza. Nie wiem co się stało, ale nagle poczułam chęć przytulenia się do niej. Stałam tak kilka minut ściskając ją mocno do siebie. Poczułam wtedy jak ona oddziaływane przekazuje mi energię.

Świetnie mówi Pani po polsku.

Mam polskie korzenie. Z Polski pochodzą moi przodkowie. Jeszcze zanim poznałam Zosię i Edka przyjeżdżałam do rodziny i trochę pracowałam zawodowo. Jestem tłumaczem języka angielskiego. W Waszym kraju również miałam okazję pracować. Zwiedziłam przy okazji kilka większych miast. Podoba mi się Wrocław, Kraków, Toruń, czy Gdańsk. Trzy razy byliśmy w Zakopanem. Bardzo kochamy góry. Teraz Polska jest dla nas drugim domem. Po tym co Polacy zrobili dla Ukraińców po wybuchu wojny mamy Was głęboko w sercach. Jeszcze przed wojną kochałam Polskę, ale teraz szczególnie. Jesteście wspaniałym narodem, macie otwarte serca. Dobrze jest nam tutaj za co Wam dziękuję.

Czy w Jarocinie blisko przyjaciół będą chcieli Państwo zostać na stałe czy tylko na czas wojny?

Cały czas liczymy na to, że ten koszmar się skończy. Teraz Jarocin jest miejscem, w którym żyjemy, ale chcemy wrócić. Tęsknimy za tym prawdziwym domem w Odessie. Tam mamy rodziny, mój mąż ma 96-letniego niewidomego ojca. On tam został, bo nie dałby rady tutaj dotrzeć. Wiaczeslaw od marca już dwa razy próbował się przedostać do taty. Udało się dojechać pociągiem przez Przemyśl. Tato jest pod stałą opieką, nie został sam, ale się martwimy i tęsknimy. Sercem jesteśmy przy nim. Dzwonimy codziennie, rozmawiamy, ale to nie jest to samo. W Odessie są też nasi wieloletni przyjaciele. Czujemy się tutaj dobrze, ale kochamy Odessę. Mieszkamy razem z dziećmi. Mamy kochające wnuczki. Oni też uciekli przed wojną. Czekają na nas. Kontaktujemy się z nimi codziennie. Córka przesyła nam filmy i zdjęcia. Tęsknimy bardzo i nie wiemy kiedy się zobaczymy.

 

Wyjątkowa roślina w ROD w Jarocinie

Na ogrodzie Państwa Edwarda i Zofii rośnie winorośl Odessa. Czy to jest ta roślina, która została podarowana właśnie przez Panią?

Tak, ale przyjechała z Ukrainy nie jako roślina tylko dosłownie trzy patyczki. Nie mam pojęcia jak zrobił to Edek, ale w tej chwili jest to piękne rozrośnięta winorośl, która owocuje. Podarowałam mu na pamiątkę. Wówczas jeszcze nie wiedziałam, że dla mojego przyjaciela będą miały aż tak dużą wartość. To cząstka mojego ogrodu, który także mamy przy domu. Nie ma w nim tak wspaniałych roślin jak u Was można spotkać w Polsce. Od sąsiadki wiem, że w tej chwili dojrzewają już truskawki. No cóż, będą musiały poczekać.

Czy wymieniacie się Państwo roślinami?

Tak ja kilka lat temu otrzymałam malutką jodełkę. Posadziłam ją u córki w ogrodzie. Mąż jakiś czas temu, już w czasie wojny, odwiedzając ojca pojechał ją zobaczyć i nie poznał jej. Był pod wrażeniem jak wspaniale i szybko rośnie.

Macie Państwo wspólne zainteresowania, pasje. Wiem, że lubicie podróżować, kochacie przyrodę. Czy będąc w naszym kraju udało się coś wspólnie ugotować?

Oczywiście. W tym roku święta Wielkanocne spędzaliśmy u siostry Zosi. Tuż przed nimi przygotowywaliśmy przeróżne potrawy. Bardzo chciałam poznać Wasze tradycyjne potrawy.  Jestem pod ogromnym wrażeniem polskiej kuchni. Mój mąż Wiaczeslaw jest wegetarianinem najbardziej lubi makarony i zieleninę. Mi smakuje mięso i ziemniaki. Są najsmaczniejsze. Nie mogę się ich najeść. Nigdzie pyra, bo tak się u Was mówi na ziemniaki - śmieje się Pani Irina nie smakują tak dobrze.

Czy będziecie Państwo tęsknić za naszym miastem, przyjaciółmi, Polską jak wojna się zakończy?

Oj tak bardzo, ale z przyjaciółmi będziemy codziennie się kontaktować. Zawsze tak było. Często pisaliśmy do siebie emaile, wysyłaliśmy wiadomości. Na bieżąco informowaliśmy co się u nas dzieje. Kiedy rodziły się nasze wnuki od razu musieliśmy o tym porozmawiać. Cieszyliśmy się wspólnie. Gratulowaliśmy sobie. Zawsze przed świętami wysyłamy sobie życzenia. Podobna na imieniny czy urodziny. Pamiętamy nie tylko o sobie, ale i członkach naszych rodzin. Martwimy się jeśli coś komuś dolega. Nasze domy dzieli ponad 2000 kilometrów, ale czujemy się tak jakbyśmy byli blisko siebie. Jesteśmy przyjaciółmi od wielu lat, jest między nami nierozerwalna więź emocjonalna. Od marca tego roku kiedy sprowadziliśmy się do Jarocina jesteśmy jeszcze bliżej nie tylko ciałem, ale i sercem - podkreślają jednym głosem przyjaciele.

 

ZOBACZ TEŻ

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy