Ogromne zainteresowanie procesem „Cioty z Cielczy”. Przenieśli się do XVIII wieku

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Ogromne zainteresowanie procesem „Cioty z Cielczy”. Przenieśli się do XVIII wieku - Zdjęcie główne
Autor: Maciej Biegański | Opis: W Jarocinie zorganizowano Noc Otwartych Sądów. Atrakcją cieszącą się największym zainteresowaniem była symulacja rozprawy sądowej, w której przed wymiarem sprawiedliwości stanęła… Ciota z Cielczy. Miejsce, w którym odbyło się przedstawienie, dopracowane kreacje występujących i świetna gra aktorska sprawiły, że widzowie przenieśli się w czasie. 
Zobacz
galerię
43
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościW Jarocinie zorganizowano Noc Otwartych Sądów. Atrakcją cieszącą się największym zainteresowaniem była symulacja rozprawy sądowej, w której przed wymiarem sprawiedliwości stanęła… Ciota z Cielczy. Miejsce, w którym odbyło się przedstawienie, dopracowane kreacje występujących i świetna gra aktorska sprawiły, że widzowie przenieśli się w czasie.
reklama

Noc Otwartych Sądów to akcja odbywająca się 22 maja w całej Polsce. W naszym województwie brało w niej udział kilka sądów, zaś w okręgu kaliskim - wyłącznie Sąd Rejonowy w Jarocinie. Ma ona wymiar edukacyjny, polegający na przybliżaniu mieszkańcom, jak funkcjonują sądy.  

Dalsza część tekstu pod wideo

Noc Otwartych Sądów w Jarocinie z atrakcjami

Od rana siedzibę sądu przy Al. Niepodległości w Jarocinie odwiedzali uczniowie. O godzinie 16.00 odbyło się przy niej przedstawienie przygotowane przez uczniów Szkoły Podstawowej w Kolniczkach adresowane do seniorów pt. „Jak nie paść ofiarą oszustwa wg. metody na wnuczka”. 

reklama

Główną atrakcję zaplanowano na godzinę 18.00. przy Pałacu Radolińskich. Tam sędzia Sądu Rejonowego w Jarocinie, Maciej Gruchalski, prokurator Prokuratury Rejonowej w Jarocinie, Jakub Łuczak, nauczyciele Zespołu Szkół Specjalnych oraz mieszkańcy - zagrali w symulacji rozprawy sądowej, w której oskarżoną była czarownica, a dokładnie - Ciota z Cielczy. Występ przyciągnął sporą publiczność. Zachwycił wykonaniem i uświadamiał, jak jak wyglądało prawo do obrony w czasach, gdzie głównym dowodem było przyznanie się do winy wymuszane torturami. 

Dopracowana symulacja 

Widzowie przenieśli się do 1701 roku. Chwilę po tym, gdy sędzia Maciej Gruchalski otworzył rozprawę, zwrócił uwagę zielarce, Katarzynie Oczko - w którą wcieliła się Agnieszka Pietlicka - by ta nie patrzyła mu w oczy. Przyznał, że obawia się, że zostanie rzucony na niego urok. Poprosił też o podanie do stołu sędziowskiego czerwonego amuletu. 

reklama

Oczywiście nie przesądzam, że oskarżona jest winna, natomiast środków bezpieczeństwa nigdy nie za dużo - mówił sędzia.

Prokurator Jakub Łuczak odczytał akt oskarżenia przeciwko kobiecie, zarzucając jej próbę otrucia Cecylii Kozy - granej przez Joannę Szczepaniak - oraz rzucenie uroku na radnego miejskiego Gustawa Holca - w tej roli Damian Wilk - który stracił 50 świń.

Wysoki sądzie, Katarzyna Oczko poddana została próbie wody w pobliskim akwenie. Została spuszczona do wody przy pomocy liny, woda jej nie przyjęła, Katarzyna Oczko nie utonęła, co stanowi dowód na ewidentne kontakty z diabłem. Wobec wagi zarzucanych czynów, Rada Miejska Jarocina za niebywałą kwotę sprowadziła z miasta Poznania mistrza sprawiedliwości (kata - dop. red.). Mistrz sprawiedliwości przystąpił do przesłuchania oskarżonej. Zaprezentował jej narzędzia, opisał sposób ich działania i zapytał, czy przyznaje się do zarzucanych czynów. Oskarżona odmówiła, stwierdziła, że jest niewinna. Zatem przystąpił do przesłuchania kwalifikowanego. Przesłuchanie trwało przez dwa dni. Po dwóch dniach oskarżona przyznała się do zarzucanych czynów, co stanowi uzasadnienie niniejszego aktu oskarżenia - odczytywał Jakub Łuczak.

reklama

Kobieta w obecności kata - granego przez Jacka Szczepaniaka - odpierała ataki, argumentując, że przyznała się do winy, by ukrócić tortury, którym była poddawana.   

To są wszystko kłamstwa i oszczerstwa wysokim sądzie, pomówienia wynikające tylko i wyłącznie z zawiści i zazdrości ludzkiej. Kiedy umarł mój pierwszy mąż, dosyć szybko musiałam wyjść za mąż za Andrzeja Oczko, pobliskiego rzeźnika. Dość szybko okazało się, że Andrzej to pijak. Wszystko sama musiałam ogarnąć, stać się niezależną kobietą. Okazało się, że jestem świetną handlarką. A to nie spodobało się pobliskim sklepikarzom. A że znałam się na ziołach i to bardzo dobrze, wiele osób z Cielczy, z której pochodzę i wszyscy z Jarocina przychodzili do mnie na porady, żeby ich leczyć, a to oczywiście nie spodobało się aptekarzowi. A dlaczego? Bo nie mógł zarobić pieniędzy. Ja leczyłam ich wszystkich za darmo - mówiła kobieta.

reklama

Za i przeciw ukaraniu  

Wśród publiczności miała zarówno swoich obrońców - m.in. pomocnicę, graną przez Małgorzatę Kołodziej-Czajkę, oraz kobiety, którym udzieliła skutecznych porad - wcieliły się w nie mieszkanki Cielczy ze stowarzyszenia „Babskie fanaberie”. Byli też świadkowie zeznający na jej niekorzyść.

Dowodem na jej konszachty z diabłem, może być jej wygląd. Po pierwsze, jest ładna. Po drugie, ma gładką skórę i białe zęby. A po trzecie, żadne zwierzę w jej gospodarstwie nie zdechło przed czasem. Może ten ostatni argument nie odnosi się do wyglądu oskarżonej, ale na pewno jest trafny - mówił aptekarz grany przez Roberta Klupsia. 

Zielarka ostatecznie ugięła się pod presją. 

Wysoki sądzie, w sumie jakie mam wyjście? Tylko przyznać się do winy. Mam dosyć tortur. Wolę już umrzeć. Naprawdę, wysoki sądzie. Tak, przyznaję się do wszystkiego. Diabeł mnie namówił do złego - wykrzykiwała mieszkanka Cielczy. 

Kara dla mieszkanki Cielczy

Sędzia uznał Katarzynę Oczko za winną i orzekł wobec niej karę zanurzenia obydwu rąk aż po łokcie we wrzącej smole. Wymierzył również kary dodatkowe: nakaz dożywotniego opuszczenia województwa kaliskiego i zbliżania się do jego granic na odległość mniejszą niż 10 mil oraz konfiskatę majątku z przeznaczeniem na budowę ratusza miejskiego w Jarocinie. Przedstawiono motywy rozstrzygnięcia.

W zasadzie one są proste. Oskarżona przyznała się do winy, koniec kropka. Jak przyznała się do winy, to co tutaj wielce ustalać. Ale oprócz tego, że przyznała się do winy, to przecież mieliśmy naocznych świadków jej zachowań. To byli bardzo zacni obywatele tego miasta, więc z jakich przyczyn sąd miałby uwierzyć jej, a na przykład nie aptekarzowi czy zacnemu radnemu miejskiemu? - pytał sędzia. 

Stosy płonęły również w Wielkopolsce 

Sędzia sądu w Jarocinie Tomasz Janiec, przypomniał, że ostatni ostatni taki proces w Polsce odbył się niedaleko Jarocina, bo w Doruchowie, w gminie Ostrzeszów w sierpniu 1775 roku. O historii rozpraw z udziałem czarownic opowiadał również gość wydarzenia - Krzysztof Urbaniak, sędzia sądu w Pleszewie. 

Przyjmuje się, że około 60 000 kobiet i mężczyzn od XV do XVII wieku padło ofiarą polowań na czarownice. I pomimo, że chwalimy się, że Polska jest państwem bez stosów, to u nas takie stosy też płonęły. Nie były to stosy dla innowierców czy heretyków, ale właśnie stosy dla kobiet - choć pewien procent ofiar stanowili także mężczyźni. W zasadzie wszystko rozpowszechniło się już we wczesnym średniowieczu, ale rozpędziło się w XVI wieku - wyjaśniał Krzysztof Urbaniak, tłumacząc, że na nasz teren procesy czarownic przybyły z północno-wschodnich Niemiec i dlatego dotyczyły głównie Wielkopolski i Prus Królewskich. 

Po nagrodzonej brawami rozprawie uczestnicy zostali zaproszeni na oprowadzanie po jarocińskim sądzie.

Zobacz wideo

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć. Więcej informacji niebawem. 

WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo