Myślała, że oddaje kartę policji. Straciła niemal 200 tys. zł

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Myślała, że oddaje kartę policji. Straciła niemal 200 tys. zł - Zdjęcie główne
Autor: Elżbieta Rzepczyk | Opis: Przestępcy zadzwonili do kobiety, podszywając się pod pracowników banku i instytucji publicznych. Kobieta straciła 200 tys. zł.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościPrzestępcy zadzwonili do kobiety, podszywając się pod pracowników banku i instytucji publicznych. Przekonali ją, że jej dane wyciekły, a karta płatnicza musi zostać zabezpieczona jako dowód w sprawie. Gdy kobieta przekazała kartę kurierowi, oszuści w ciągu kilku godzin „wyczyścili” jej konto. Rzecznik Finansowy ostrzega przed nową, wieloetapową metodą wyłudzania pieniędzy.
reklama

Rzecznik Finansowy  wydał komunikat, w którym przestrzega przed nową formą oszustwa. Do Rzecznika Finansowego zgłosiła się klientka, która straciła oszczędności całego życia. Kobieta od początku podejrzewała, że może mieć do czynienia z próbą oszustwa. Mimo to przestępcy przez długi czas stosowali wobec niej różne techniki manipulacji, aż przekonali ją do wykonania kolejnych poleceń.

- Postanowiliśmy tę sprawę nagłośnić, bo historia naszej klientki pokazuje, że determinacja oszustów jest wyjątkowo silna. W tym konkretnym przypadku klientka na początku zareagowała właściwie. Jednak przestępcy „pracowali” nad ofiarą tak długo i na tyle sposobów aż uwierzyła w opowiadaną przez nich historię - mówi dr Michał Ziemiak, Rzecznik Finansowy.

Najpierw telefon, później fałszywe dokumenty

reklama

Oszustwo rozpoczęło się od telefonu. Kobieta usłyszała, że doszło do wycieku jej danych osobowych. Podejrzewając podstęp, rozłączyła się. Przestępcy nie zrezygnowali jednak z kontaktu. Po kilku minutach zadzwonili ponownie i przekonywali, że chcą pomóc jej zastrzec dane oraz kartę płatniczą.

- Kobieta odebrała telefon z informacją, że wyciekły jej dane osobowe. Rozłączyła się, bo podejrzewała, że jest to podstęp. Jednak po kilku minutach przestępcy zadzwonili po raz kolejny, aby przekonać, że chcą jej pomóc w zastrzeżeniu danych oraz karty płatniczej - opowiada Dawid Rapkiewicz, dyrektor Departamentu Klienta Rynku Bankowego i Kapitałowego w Biurze Rzecznika Finansowego.

Aby zwiększyć wiarygodność swojej historii, oszuści wysłali SMS z numeru, który miał być przypisany Narodowemu Bankowi Polskiemu. Kobieta uznała, że kontakt może być autentyczny i kontynuowała rozmowę.Wkrótce otrzymała kolejne wiadomości. Za pośrednictwem WhatsAppa przesłano jej dokument w formacie PDF. W jego treści znajdowało się sfałszowane zaświadczenie opatrzone logo i danymi adresowymi Komendy Stołecznej Policji. Dokument miał potwierdzać wszczęcie postępowania dotyczącego oszustwa na jej szkodę.

reklama

Oszuści znali aplikację bankową

Następnie przestępcy nakłonili kobietę do zalogowania się do aplikacji bankowej. Doskonale orientowali się w interfejsie programu, z którego korzystała. Telefonicznie instruowali ją, jak zawnioskować o wydanie nowej karty oraz jak dezaktywować dotychczasową.
W tym samym czasie przesłali kolejne pismo, tym razem sygnowane logo Narodowego Banku Polskiego. Dokument miał potwierdzać, że stara karta została zabezpieczona. Kobieta chciała zachować ostrożność i samodzielnie zniszczyć zdezaktywowaną kartę. Oszuści przekonali ją jednak, że nie powinna tego robić. Twierdzili, że karta jest ważnym dowodem w sprawie i należy ją jak najszybciej przekazać odpowiedniej jednostce policji.

W tym celu do kobiety przyjechał kurier. Poszkodowana przekazała mu kartę płatniczą, wierząc, że trafi ona do policjantów. W rzeczywistości karta dostała się w ręce przestępców. Ci w ciągu kilku godzin „wyczyścili” konto kobiety. Straciła niemal 200 tys. zł.
Podszywali się pod prawdziwych pracowników. W tej sprawie szczególnie istotne jest to, że oszuści podawali prawdziwe imiona i nazwiska osób pracujących w banku. Dzięki temu ich historia mogła wydawać się bardziej wiarygodna.

reklama

- Co ważne klientka, już po tym jak została oszukana, poszła do swojego banku. Podała imiona i nazwiska, którymi posługiwali się oszuści w trakcie rozmowy. Okazało się, że osoby o takich danych faktycznie istnieją i są zatrudnione w banku, jednak nie kontaktowały się z klientką - mówi Dawid Rapkiewicz z Biura Rzecznika Finansowego.

Rzecznik Finansowy przypomina, że samo podanie prawdziwych danych pracownika nie oznacza, że kontakt pochodził od banku. Przestępcy mogą wcześniej sprawdzić informacje o pracownikach w internecie lub wykorzystać dane pozyskane z innych źródeł.
Jeśli mamy wątpliwości, z kim rozmawiamy, należy jak najszybciej zakończyć rozmowę. Nie warto korzystać z proponowanego przez rozmówcę „przełączenia” do innego konsultanta. Po rozłączeniu trzeba samodzielnie znaleźć oficjalny numer banku lub instytucji i zweryfikować, czy rzeczywiście ktoś próbował się z nami skontaktować.

reklama

WhatsApp nie służy do kontaktu z bankiem

Rzecznik Finansowy zwraca uwagę także na komunikator, który wykorzystali oszuści. Banki i instytucje publiczne nie kontaktują się z klientami za pośrednictwem WhatsAppa w sprawach dotyczących zabezpieczenia pieniędzy, kart czy rachunków.

 - Klientka pokazywała nam swój telefon z aplikacją WhatsApp. Numer kontaktowy, z którego wysyłano do niej rzekomo dokumenty z NBP, miał wówczas obrazek profilowy innego komercyjnego banku. W czasie, kiedy klientka była oszukiwana, widniał logotyp NBP - podkreśla Dawid Rapkiewicz.

Jak wskazuje Biuro Rzecznika Finansowego, zdjęcie profilowe, czyli tak zwany avatar, można łatwo zmienić. Logo banku, Policji, NBP czy innej instytucji wyświetlające się przy numerze telefonu nie jest dowodem, że kontakt pochodzi od danego podmiotu.

Bank nie każe ratować pieniędzy

Eksperci przypominają, że bank odpowiada za bezpieczeństwo środków zgromadzonych przez klientów. Nie oznacza to jednak, że pracownik banku będzie telefonicznie wydawał polecenia wykonywania „działań ratunkowych”.
Bank nie prosi klienta o:
•    wykonanie „bezpiecznego” przelewu;
•    przeniesienie pieniędzy na inne konto;
•    podanie loginu, hasła, kodu autoryzacyjnego lub innych poufnych danych;
•    przekazanie karty kurierowi;
•    instalowanie dodatkowych aplikacji;
•    wykonywanie czynności w bankowości elektronicznej pod dyktando rozmówcy.
Jeżeli z punktu widzenia bezpieczeństwa konieczne jest zablokowanie karty albo środków na rachunku, bank może zrobić to samodzielnie. Wyjątkiem są sytuacje, w których bank kontaktuje się z klientem, aby potwierdzić transakcję wcześniej zleconą przez niego. Taki telefon ma jedynie ustalić, czy operację rzeczywiście zainicjował klient. Nawet wtedy bank nie powinien nakłaniać do wykonywania kolejnych czynności ani ujawniania poufnych informacji.
Sygnałem ostrzegawczym powinny być presja czasu, nakaz zachowania rozmowy w tajemnicy oraz zapewnienia, że tylko natychmiastowe działanie uchroni pieniądze przed kradzieżą. W takiej sytuacji należy przerwać połączenie i samodzielnie skontaktować się z bankiem, korzystając z numeru podanego na jego oficjalnej stronie internetowej.

Jak zastrzec kartę?

Rzecznik Finansowy podkreśla, że kartę płatniczą należy zastrzegać wyłącznie samodzielnie. Można to zrobić:
•    w aplikacji mobilnej banku;
•    za pośrednictwem bankowości internetowej;
•    telefonicznie, dzwoniąc na oficjalną infolinię banku.
Po wykonaniu operacji warto sprawdzić w aplikacji lub bankowości internetowej, czy karta rzeczywiście ma status „zastrzeżona”. W razie wątpliwości należy skontaktować się z bankiem oficjalnym kanałem.
Zastrzeżonej karty nie wolno przekazywać żadnej osobie. Dotyczy to również sytuacji, w której rozmówca twierdzi, że karta jest już nieaktywna albo ma zostać wykorzystana jako dowód rzeczowy w postępowaniu.
Jeśli karta pozostaje w naszym posiadaniu, powinna zostać zniszczona. Można odciąć róg z chipem lub przeciąć kartę na kilka części. Nie należy jednak przekazywać jej kurierowi, „policjantowi”, pracownikowi banku ani innej osobie, która pojawi się pod naszym adresem.

Co zrobić, jeśli już zostaniemy ofiarą? 

Jeśli zdarzy się, że nieopacznie podamy komuś swoje dane osobowe, przekażemy kartę płatniczą lub dostęp do konta, liczy się szybka reakcja.  
•    Pierwszym krokiem jest niezwłoczny kontakt z bankiem, w celu zgłoszenia incydentu. Należy skorzystać z najszybszej formy kontaktu np. infolinii lub aplikacji mobilnej banku. Pozwala to bankowi podjąć działania minimalizujące straty np. zablokowanie karty. Jeśli istnieje taka możliwość, należy natychmiast zablokować ją samodzielnie.
•    W drugim kroku warto poinformować zespół CERT.pl (www.incydent.cert.pl). To zespół działający w strukturach NASK – Państwowego Instytutu Badawczego, powołany do reagowania na incydenty bezpieczeństwa.
•    W trzecim kroku, należy złożyć zawiadomienie na Policji. Koniecznie trzeba wziąć zaświadczenie o zgłoszeniu takiej sprawy i załączyć je do wniosku, który składamy do banku z żądaniem zwrotu pieniędzy.
•    Jeśli dojdzie do kradzieży środków z karty, należy złożyć reklamację do banku 
z wyraźnym żądaniem zwrotu pieniędzy. Zgodnie z zasadą D+1 bank powinien przekazać utraconą kwotę nie później niż do końca dnia roboczego następującego po dniu, w którym stwierdzono lub zgłoszono nieautoryzowaną transakcję. 
•    W sytuacji, gdy bank negatywnie rozpatrzy reklamację klienta i odmówi zwrotu utraconych środków, warto zgłosić się do Rzecznika Finansowego z wnioskiem o interwencję lub postępowanie polubowne.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo