Stowarzyszanie Rodzin Żołnierzy Poległych "Pamięć i Przyszłość" wystosowało - list otwarty do Prezydenta USA, Petycję do Prezydenta RP i MSZ
"Mój tata zginął, bo wierzył w sojusz i wolność. Dzisiaj usłyszałem, że jego pomoc nie była potrzebna”.
"Jesteśmy oburzeni słowami Prezydenta USA, które uderzają w rodziny poległych polskich żołnierzy. Publikujemy list otwarty i domagamy się prawdy. Nasi bliscy nie stali „z dala od frontu”. Oni ten front tworzyli ramię w ramię z Amerykanami. Prosimy o udostępnianie" – niech świat usłyszy głos rodzin.
Przypominamy tekst o kpt. Danielu Ambrozińskim, który zapłącił najwyższą cenę bycia na pierwszej linii.
KPT. DANIEL AMBROZIŃSKI Z JAROCINA ZGINĄŁ NA MISJI W AFGANISTANIE
Najlepsi odchodzą pierwsi
Afganistan był drugą misją Daniela. Kontakt z żoną i córką: kilkanaście minut dziennie, przez telefon. Nie zawsze się udawało. Do macierzystej bazy miał wracać w piątek. W niedzielę zdołał jeszcze skontaktować się z rodziną. Mówił, że bardzo tęskni...
W polskiej armii, u progu profesjonalizacji, kapitan Daniel Ambrozińskibył wyjątkiem. Świetnie wykształcony - ukończył Wyższą Szkołę Oficerską,warszawską Akademię Obrony Narodowej i Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Właśnie robił podyplomówkę na Politechnice Poznańskiej… Doskonale przygotowany do służby - w USA ukończył kurs dla Rangersów. Skoczek spadochronowy, znał trzy języki. - Kariera była przed nim - mówi kolega z 1 Batalionu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Leźnicy Wielkiej. - Utalentowany facet, mógł się zrealizować wszędzie. Wybrał wojsko.
Amerykanie pod wrażeniem
Ambroziński armią był pochłonięty. Choć wojskowych tradycji nie wyniósł z domu, to nawet pasje wiązał z zawodem. Interesował się historią wojskowości, szczególnie orężem rosyjskim. Urodził się 32 lata temu w Skierniewicach. Do Jarocina trafił w 2003 roku, stąd pochodzi jego żona Natalia. Poznali się jeszcze na studiach we Wrocławiu. Widywali się rzadko. Czasami raz na miesiąc. Jak podkreślają bliscy, od początku był wspaniałymczłowiekiem i wszystkie trudy wynagradzał im ciepłem i osobowością. Jak większość wojskowych rodzin prowadzili,,weekendowe" życie. Daniel mnóstwo czasu spędzał w pracy. Wciąż się doszkalał, kończył ko lejne kursy. Ten najbardziej prestiżowy w 2005 roku - dla Rangersów (elitarnajednostka specjalna wojsk lądowych Stanów Zjednoczonych) w fort Benningw USA.- Samo dostanie się na to szkolenie jest wielkim zaszczytem i sukcesem jednocześnie - opowiada oficer, również uczestnik Mountain Summer Trainning Course w Andermacht w Szwajcarii. To jest kurs tylkodla ludzi o silnej psychice i doskonale przygotowanych fizycznie, poza tym trzeba znać język. Liczby mówią same za siebie - szkolenie kończy co 3 żołnierz.
W macierzystej jednostce Ambrozińskiego, w Leźnicy Wielkiej, udało się to tylko jeszcze jednemu wojskowemu. - Byliśmy ponad 60 dni w terenie, w górach, w lesie, w naprawdę ekstremalnych warunkach, każdy nosił ponad 30 kg ekwipunku - mówi uczestnik kursu,oficer I batalionu Kawalerii Powietrznej. - Amerykanie byli pod wrażeniem postawy Daniela. Sam zgłaszał się po dodatkowe oprzyrządowanie i jeszcze potrafił pomóc innym.
Fantastyczny kolega
W styczniu 2006 roku Ambroziński dostał powołanie do Iraku. Sam podkre-ślał, że wyjazd był dla niego wypełnieniem rozkazu, obowiązku. - Ta misja byładla niego przede wszystkim nowym doświadczeniem, ale też możliwością, by rozwijać własne umiejętności i sprawdzić się w sytuacji bojowej - opowiada kolega Daniela Ambrozińskiego. Ponad 6 miesięcy służył w PolskimKontyngencie Wojskowym w Składzie Międzynarodowych Sił Stabilizacyjnych. - Fantastyczny facet - wspomina go jeden z przełożonych (wojsko nie zgadza się na podanie nazwiska). - Można było na niego liczyć, nie tylko na służbie, ale również poza nią. Razem się wspinaliśmy. Każdy, kto ma do czynieniaz tym sportem, wie ile tutaj znaczy zaufanie. W 2007 r. Daniel został ojcem. Marysia stała się miłością jego życia. Dlatego wyjazd na kolejną misję był o wiele trudniejszą decyzją. Mimo zagrożenia i ciężkiej sytuacji, w kwietniu Ambroziński wylądował w Afganistanie. Z rodziną miał kontakt prawie codziennie, o ile było to możliwe. Do wykorzystania 4 minuty na komórkę i 10 na stacjonarny. Internet nie miał zasięgu. Od początku był w bazie Vulcan. Pełnił funkcję specjalisty z Zespołu Doradczo-Łącznikowego OMLT. Do fatalnego rejonu Adżristan został przeniesiony tymczasowo, na dwa tygodnie.
Zaatakowani na patrolu
Do Vulcan miał wracać w piątek, ale w związku z napiętą sytuacją, musiałpozostać dłużej. W niedzielę udało mu się dodzwonić do domu. Mówił, że bardzo tęskni. W poniedziałek rano kpt. Ambroziński uczestniczył w patrolu, jakie polskie wojsko wykonuje wspólnie z Afgańczykami w ramach akcji „Over the top". W górskim terenie oddział został zaatakowany przez Talibów. Broniący się żołnierze rozproszyli się.- Do Daniela dotarł sygnał z sąsiedniej sekcji, że na ich budynku jest snajper, który uniemożliwia im prowadzenie ognia oraz zasypuje ich gradem pocisków - powiedział w telewizji TVN24major Artur Sarzyński, dowódca grupy rozpoznawczej w Afganistanie. - Daniel wychylił się, przymierzył i strącił sk…a. Powtarzam, zabił go. Z 30 metrów. Następnie wychylił się jeszcze raz i wtedy z innego kierunku dostał strzał.Śmiertelny. Inni żołnierze zostali ranni. Kiedy reanimacja Ambrozińskiego sięnie powiodła, dowódca zdecydował o wycofaniu się całego oddziału. Dlatego,początkowo, oficera uznano za zaginionego. - Akcja poszukiwawcza prowadzona przez polskich, afgańskich i amerykańskich żołnierzyzakończyła się odnalezieniem kpt. Daniela Ambrozińskiego. Niestety zaginiony oficer poniósł śmierć w wyniku ran postrzałowych powstałych podczaskontaktu ogniowego w dniu poprzednim - poinformował we wtorek ppłk Dariusz Kacperczyk, rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych.
Kochający twardziel
Na miejscu, zmarłego żołnierza pożegnali jego koledzy, a także żołnierzeamerykańscy i Afgańczycy służący w bazie w Ghazni. - Najlepsi odchodząpierwsi... - mówił podczas uroczystości gen. Rajmund Andrzejczak, DowódcaPolskich Sił Zadaniowych ,,White Eagle". Te słowa potwierdza kolega z jednostki Daniela: - Potrafił jak niewielu żołnierzy rozgraniczyć pracę i dom. Był twardy, ale bardzo kochał swoją rodzinę. W jednostce nie znaliśmygo z łagodnej, wrażliwej strony - był nieugięty. Ambrozińskiego uhonorowano pośmiertnie medalem Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa. - Nikt, kto go znał, nie wiedział, jak jego praca może wpływać na życie, na ży-cie rodziny. Przecież, kiedy zaczynał służbę nie było wojen w Iraku i Afgani-stanie... Służba wydawała się normalną pracą - próbuje sobie wytłumaczyćkolega Daniela z cywila. Teraz wiem, że ten zawód był częścią jego natury, onnie byłby w stanie z tego zrezygnować...BARTEK NAWROCKI
Tekst ukazał się się pierwotnie w Gazecie Jarocińskiej - G.J. 34 (984) 21 sierpnia 2009.
Nigdy się na Danielu nie zawiedli - mówią koledzy kpt. DanielaAmbrozińskiego z Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, którzy służyli z zabitym na misji oficerem.
kpt. Arkadiusz Żuchowski
Daniel zawsze będzie mi się kojarzył z facetem, który był profesjonalistąi pasjonatem. Znał się na pracy. Był zwiadowcą z krwi i kości. (...) Za-wsze wyznaczył sobie cel, do którego konsekwentnie dążył. To pewnie cecha każdego sportowca, bo taki był Daniel. Uczestniczył w wielu mara-tonach i biegach. Nie odpuścił sobie nawet wtedy, gdy byliśmy w Iraku.Kilka tygodni temu pobiegł w półmaratonie w Ghazni. Jego pasją byłateż wspinaczka. (...) Wszystkim nam go brakuje. Chociaż był ode mnie 5 lat młodszy, to wiem, że niejednej rzeczy jako żołnierz mógłbym się odniego nauczyć.
kpt. Tomasz Pierzak
Braliśmy z,,Ambrozem" udział w kilku ćwiczeniach przed wyjazdem namisję. On naprawdę był dobrym żołnierzem. Profesjonalista - to jedynesłowo, jakie mi się teraz nasuwa. Jego drugą pasją, poza wojskiem, byławspinaczka. Zarażał tym ludzi. Często na ściance wymienialiśmy się uwagami. Czasem on mi coś podpowiedział, czasem ja jemu. Ambroz był świetnym kumplem. (...) Tutaj w Afganistanie śmieję się, że był takim mentorem mentorów. Oprócz tego, że w ramach swoich obowiązków doradzał w OMLT, to także często podsuwał nam różnerozwiązania i pomysły. Dla niego nie było rzeczy niemożliwych. Daniel byt żołnierzem, do którego wszyscy mieli zaufanie. Każdy wiedział, że dwa razy nie trzeba mu stawiać zadań, ani też martwić się, czy dobrze je wykona. Do wszystkiego w swoim życiu podchodził profesjonalnie.
ppłk Stanisław Kaczyński- dowódca Zespołu Doradczo-Szkoleniowego
Był to wzorowy i odpowiedzialny żołnierz. (...) Żołnierze chętnie z nim szli na zadania. Wszyscy mogli liczyć na jego wsparcie. Swoją postawąbardzo często motywował swoich kolegów. Był żołnierzem, który nie bał się trudnych zadań, jakie m.in ma na co dzień do wykonania OMLT.Jego śmierć jest dla nas szokiem. Był jednym z filarów naszego zespołu.(...) Ani ja, ani moi żołnierze nigdy się na Danielu nie zawiedli.
Mjr Daniel Różański
Daniel po drodze służbowej najpierw był dla mnie żołnierzem później przy-jacielem. Tego na pewno nie zapomnę. Jest dalej blisko mnie. Mówię żeJEST, bo wciąż trudno mi się pogodzić z tym faktem, że go już nie ma.
Tysiące żegnały oficera w Jarocinie
Kpt. Daniela Ambrozińskiego pochowano z wojskowymi honorami na Cmentarzu Komunalnym w Jarocinie. Nabożeństwo celebrował biskup polowy Wojska Polskiego. Zarówno we mszy św. w kościele, jak i ceremonii na cmentarzu komunalnym uczestniczyli znajomi i przyjaciele oficera, żołnierze, przedstawiciele policji, straży pożarnej, miejskiej, samorządowcy, parlamentarzyści i kilka tysięcy jarociniaków. - Panie kapitanie, jesteśmy tu dzisiaj z tobą i z twoimi najbliższymi. Cóż więcej w takiej chwili ludzie mogą zrobić - powiedział na cmentarzu premier Donald Tusk.- Dzisiaj też pamiętają o tobie twoi koledzy, towarzysze broni, żołnierze. Kilka dni temu tam, na tych piaskach pod palącym słońcemw Afganistanie, ze ściśniętymi gardłami opowiadali mi o tobie. O twojej służbie, o twoim koleżeństwie i o tej ostatniej akcji. Ich twarze,ich oczy mówiły wszystko. Na pewno to widziałeś z góry. Dzisiaj myślą o tobie i wierzą w to, że będziesz ich pilnował stamtąd, żeby niktz nich za szybko do ciebie nie musiał dołączyć. Dzisiaj żegna też ciebie - bohatera, cała Ojczyzna. Panie kapitanie, wszyscy Polacy chyląnisko czoło przed tobą, przed twoją śmiercią. Zaczynasz swoją ostatnią misję. Żegnaj. Będziemy pamiętać.Według informacji medialnych, w ciągu 20 lat konfliktu w Afganistanie zginęło łącznie 3486 żołnierzy NATO, z czego 2461 stanowili żołnierze USA. W misji brało udział także wiele innych krajów, w tym Polska. Zginęło tam 44 Polaków, a w misji uczestniczyło łącznie ponad 33 tysiące żołnierzy i pracowników resortu obrony narodowej.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.