Reklama

Furia! Furia! Furioza! Jarociniak na planie filmu sensacyjnego o kibolach

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Kiedy dowiedziałem się, że powstaje film o środowisku kibiców ultrasów, a w jedną z głównych ról wcieli się całkowicie „odmieniony” Mateusz Damięcki, zamarzyłem o tym, by choć na jeden dzień pojawić się na planie tej produkcji z aparatem w dłoni. Wszechświat był dla mnie trzy razy bardziej łaskawy.

Reklama

Gdyby chcieć wyjaśnić jak do tego doszło, musiałbym cofnąć się w czasie o jakieś 7 lat. Opowieść zaczęłaby się w Teatrze Muzycznym w Poznaniu, w chwili spotkania z kilkuletnią, niepełnosprawną dziewczynką o imieniu Lena, którą miałem sfotografować w kostiumie baletnicy. To dzięki tej sesji poznałem pracowników teatru, a w efekcie kolejnych wizyt u nich, także Mateusza Damięckiego, który pomógł mi trafić  na plan zdjęciowy Furiozy.

Dzień 1. Trudne początki

O ile dobrze pamiętam, pierwszego dnia na planie filmowym pojawiłem się w okolicy południa. Był piękny, słoneczny dzień, a ja w doskonałym humorze ruszyłem na spotkanie z przygodą. Na początku trochę niepewnie, ale z dużym zaciekawieniem przemieszczałem się po obiekcie w którym na dobre zadomowiła się już cała ekipa. Tony sprzętu, dziesiątki osób i ciągły ruch wstrzymywany co jakiś czas magicznym słowem „akcja”. Tak w wielkim skrócie można określić to co zobaczyłem na początku. 

Mateusz przedstawił mnie osobom, które musiały wiedzieć kim jestem, a z resztą ekipy zapoznałem się już sam. Miałem na to mnóstwo czasu, bo ten dzień wydawał się nie mieć końca. Jak się okazało, był to prawdopodobnie najbardziej wymagający dzień ze wszystkich z jakimi zmierzył się zespół realizatorów Furiozy. Zdjęcia zakończyły się o kilka godzin później niż wstępnie planowano. Miały na to wpływ zarówno sceny kaskaderskie, jak i te ze skomplikowaną choreografią w których głowni bohaterowie walczą o… Tu może się wstrzymam z opisem, by nie zdradzać istotnego wątku fabuły.

Nie pamiętam ile wykonałem zdjęć tego dnia, ale kilka z nich jest absolutnie wyjątkowych. Jednak to co dla mnie jest najważniejsze, to fakt, iż dokumentują unikatowy klimat tej, jak się okazuje, już niemalże kultowej produkcji.

Gdy opuszczałem plan, było coś w okolicach godz. 22.30. Nie był to jednak koniec pracy dla reszty ekipy. Tego dnia/nocy musieli dać z siebie więcej niż zwykle, ale w tej branży, podobno nie jest to zjawiskiem unikalnym. Praca filmowców do łatwych nie należy.

Dzień 2. Okiem fotografa

Kolejne spotkanie z realizatorami Furiozy miało miejsce w Grodzisku Mazowieckim i należało do dość spokojnych. Sceny uwzględnione w planie pracy, nie były bardzo wymagające technicznie, dzięki czemu można było zauważyć pewnego rodzaju rozluźnienie. Mateusz Damięcki (Golden) mimo sporego zmęczenia wynikającego z intensywności wcześniejszych dni zdjęciowych, miał doskonały humor i chętnie wchodził w interakcję z obiektywem mojego aparatu. Czuł się swobodnie, a to zaowocowało ciekawymi portretami na których, jak na moje oko, widać doskonale, jak mocno „wszedł” w rolę. On nie grał Goldena, on się nim stał. 

Dzień 3. Koniec

Mój ostatni dzień na planie Furiozy był jednocześnie ostatnim dniem realizacji tego filmu. Co, jak się okazało, nie było bez znaczenia. Każdy obecny na planie chciał dać z siebie 150%, a nawet więcej i było to wyczuwalne. Mimo trudnych scen zbiorowych umiejscowionych w pędzącym pociągu, wszystko szło gładko, a reżyser (Cyprian T. Olencki) wprawnie prowadził wszystkich w jednym kierunku. Każdy, kto widział Furiozę wie jak olbrzymie znaczenie dla bohaterów miały tamte fragmenty fabuły..

Przyznaję, że możliwość przyglądania się pracy ekipy filmowej, podczas  realizacji najlepszego (w opinii wielu znawców tematu) filmu polskiego kina akcji ostatnich lat, to przygoda z rodzaju tych niezapomnianych. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że moje imię i nazwisko pojawia się w napisach końcowych.

W tym miejscu chciałbym pokusić się o pewną refleksję. Jeśli ktokolwiek z czytelników Gazety Jarocińskiej wątpił w siłę marzeń, to pragnę zapewnić, że marzyć warto i to na wielką skalę.

Kilkadziesiąt lat temu jako dziesięciolatek, stałem przed afiszami Kina „Echo” i przyglądałem się czarno-białym fotografiom z których emanowała ta cała hollywoodzka egzotyka. Tamtego dnia pomyślałem sobie, że fajnie byłoby kiedyś, robić zdjęcia na planie filmowym. No i stało się!

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy