Przypomnijmy, że ta ekstremalna podróż rozpoczęła się w poniedziałek, 8 czerwca o godzinie 6:00 rano. Plan był niezwykle ambitny: pokonać potężny dystans w zaledwie sześć dni, jadąc przez Niemcy, Holandię, Belgię aż do Francji. Od samego początku droga stawiała przed młodymi cyklistami ogromne wyzwania logistyczne i kondycyjne, ale serce do walki i cel, jaki im przyświeca, nie pozwalają im się poddać.
Walka z pogodą i zmęczeniem
Pierwsze dni wyprawy upłynęły pod znakiem morderczego tempa. Choć początkowo humory dopisywały, a chłopacy sprawnie poradzili sobie z pierwszą awarią (polową wymianą dętki już na starcie), logistyka okazała się bezwzględna. Pierwszego dnia do Berlina zabrakło im zaledwie 44 kilometrów. Zespół podjął wówczas trudną, ale bardzo odpowiedzialną decyzję o zakończeniu etapu przed miastem, stawiając regenerację na kolejny dzień ponad ślepe podążanie za pierwotnym harmonogramem.
Kolejne etapy (dzień 2 i 3) również nie rozpieszczały młodych Jarocinian pod względem aury. Warunki pogodowe mocno ich spowolniły, a narastające zmęczenie zmusiło całą ekipę do zaplanowania dnia wypoczynkowego. Chłopacy wykorzystali ten czas na regenerację w łóżkach oraz krótkie zwiedzanie urokliwego miasteczka Wernigerode, podczas gdy reszta załogi technicznej uzupełniała zapasy w busie serwisowym.
Najtrudniejszy sprawdzian przyszedł jednak czwartego dnia. Po optymistycznym poranku nad trasą zebrały się czarne, burzowe chmury. Ulewny deszcz i niebezpieczne warunki zmusiły załogę do podjęcia trudnej decyzji o przerwaniu jazdy na tym odcinku. Choć Miłosz i Florian to twarde chłopaki i chcieli jechać sami, bezpieczeństwo i zdrowie postawiono na pierwszym miejscu. Rowerzyści musieli schować się w busie technicznym i ostatni fragment tamtego odcinka pokonać na „czterech kołach”.
Nie możemy pomagać, jeśli sami będziemy tej pomocy wymagać - podsumowali przytomnie, zapowiadając, że brakujące kilometry postarają się nadrobić na kolejnych etapach.
Belgia wita górkami i wiatrem
Dziś jest sobota, 13 czerwca - szósty dzień tej odważnej próby. Florian i Miłosz wyruszyli rano z okolic Liège w Belgii i zmierzają w stronę swojego ostatniego noclegu, zlokalizowanego już na terytorium Francji. Dzisiejszy etap to kolejna szkoła kolarskiego charakteru.
Biorąc pod uwagę, jaki mamy wiatr i jak górzysta jest Belgia, idzie nam zadowalająco - przekazał w krótkiej relacji Miłosz Kaliński.
Chłopacy jadą dziś pod silny, utrudniający jazdę wiatr, a ukształtowanie terenu mocno daje się we znaki ich zmęczonym mięśniom. Nic jednak nie jest w stanie złamać ich ducha - motywacja jest potężna, bo Paryż jest już niemal na horyzoncie, a przed nimi ostatnia noc przed wielkim finałem.
Wesprzyjmy młodych bohaterów - liczy się każda złotówka!
Ta wyprawa to nie tylko sportowy rekord i realizacja młodzieńczych marzeń uczniów poznańskiego Zespołu Szkół Komunikacji. Florian i Miłosz jadą przede wszystkim dla dzieci chorych na raka, podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. Każdy przejechany przez nich kilometr w deszczu, wietrze czy pod górę to potężny głos wsparcia dla małych pacjentów oddziałów onkologicznych.
Początkowy cel zbiórki, wynoszący 5 000 zł, został już osiągnięty. Jarocinianie po raz kolejny udowadniają, że mają ogromne serca. Przypomnijmy, że w zeszłym roku podczas wyprawy do Dortmundu chłopakom udało się zebrać ponad 4 000 zł dla podopiecznych fundacji Ogród Marzeń.
Zachęcamy do śledzenia bieżących relacji z wielkiego finału w mediach społecznościowych na profilu twin_wheels na Instagramie. Tam na bieżąco ekipa techniczna publikuje relacje z trasy.
Komentarze (0)