Poniżej prezentujemy fragmenty rozmowy. W całości możesz wysłuchać jej jako podcastu powyżej lub na naszym kanale na YouTube albo Spotify
Skrzypce początkiem drogi do kariery
W trakcie materiałów promujących do Voice’a kilkukrotnie pokazywałeś swoje skrzypce. To od nich zaczęła się twoja przygoda z muzyką?Dokładnie tak. Skrzypce to był mój pierwszy kontakt z muzyką tak naprawdę i to jest w ogóle historia dosyć śmieszna. Było dokładnie tak. Idziemy ulicą Kościuszki w Jarocinie z moją mamą. Byłem siedmiolatkiem, a na Kościuszki, jak wiecie, była kiedyś szkoła muzyczna pierwszego stopnia w Jarocinie. Mój kolega z klasy chodził tam do ogniska muzycznego, a ja stwierdziłem, że może fajnie byłoby grać na fortepianie. Wracając do tej ulicy Kościuszki, szliśmy sobie z mamą na zakupy i ja mówię: “Mamo, chodź, wejdźmy do tej szkoły muzycznej i zapiszesz mnie na egzaminy wstępne”. Weszliśmy do sekretariatu i pani sekretarka mówi: "No to na jaki instrument zapisujemy?" A ja mówię do mojej mamy, że na fortepian. A mama: "Wybij sobie z głowy fortepian, na pewno nie kupię ci fortepianu. Dlatego, że masz słomiany zapał i na pewno po chwili ten fortepian rzucisz". No to jakie jeszcze siedmioletnie dziecko znało instrumenty? Gitarę. A pani na mnie tak patrzy, mówi: "Ty jesteś za mały na gitarę". Trzeci instrument, jaki znałem, to były skrzypce. I ta bardzo spontaniczna decyzja spowodowała, że przez kolejne 12 lat uczyłem się grać na skrzypcach.
A kiedy dołączył do tego śpiew?
Śpiew dołączył dopiero w liceum. W mojej szkole na Solnej, w której się uczyłem, były organizowane koncerty walentynkowe, musicalowe. Ja tam tak naprawdę chciałem grać jako aktor, natomiast częścią tego grania było śpiewanie. Podczas tych występów poczułem się zupełnie inaczej - dużo swobodniej. Jakoś dużo większą przyjemność sprawiało mi to i od tego czasu zapragnąłem śpiewać. Natomiast totalnie nie potrafiłem, co zresztą było mi bardzo często wytykane. Po jakimś czasie na dosłownie dwa lata przestałem totalnie śpiewać publicznie, ale robiłem to w domu do podkładów z YouTube. Ustawiałem sobie kilkudziesięciominutowe koncerty i ćwiczyłem to śpiewanie, aż przyszedł czas, kiedy poszedłem do X Factor.
W wieku 13 lat opuściłeś Jarocin. Wyjechałeś na stałe?
To prawda. Jak miałem 13 lat zapadła decyzja, że muszę wyjechać z Jarocina, ale to była decyzja podyktowana tym, że chciałem się uczyć grać dalej na skrzypcach. Żeby to robić, musiałem iść do szkoły muzycznej drugiego stopnia. Niestety w Jarocinie takiej nie było. W związku z czym musiałem przenieść się do szkoły w Poznaniu i mieszkałem tam przez następne jedenaście lat. Potem przeprowadziłem się do Warszawy, w której mieszkam do dzisiaj i tam raczej korzenie zapuściłem. Nie mówię, że nigdy się stamtąd nie wyniosę, natomiast jest mi tam dobrze. Jarocin niby opuściłem, ale tak naprawdę ja jestem tu bardzo często, dlatego że tutaj mam całą swoją rodzinę. No i staram się też oczywiście poza świętami tutaj być. Zresztą Jarocin znam jak własną kieszeń, dlatego, jak ktoś mi zadaje pytanie skąd jestem, to kiedyś miałem z tym trochę taki problem, żeby odpowiedzieć od razu, dlatego że urodziłem się w Pleszewie, bo wtedy jarociński szpital był remontowany. Przez pierwsze trzynaście lat mieszkałem w Jarocinie, potem 11 lat w Poznaniu i teraz już dziewiąty rok za chwilę będzie lecieć w Warszawie. Tak naprawdę mniej więcej każdą 1/3 życia mieszkam w innym mieście, więc troszeczkę jestem takim obywatelem Polski niż konkretnego miasta.
"Nie jestem zadowolony z występu na castingu w X-Factorze"
W końcu jarocińska pępowina pewnie została przecięta i poszedłeś do telewizji. Mało osób już pewnie o tym pamięta, ale wystąpiłeś w X-Factorze. Jak w ogóle doszło do tego, że pojawiłeś się w tym programie?Po zakończeniu edukacji na Solnej w ogóle znienawidziłem skrzypce. Po prostu marzyłem o tym, żeby już zamknąć ten futerał i nigdy go w życiu nie otwierać. Nie będę opowiadać dokładnie dlaczego, bo musiałbym parę osób obrazić, a nie chcę tego robić. Po pół roku bez muzyki w moim życiu za nią zatęskniłem, co było chyba łatwe do przewidzenia, chociaż ja tego wtedy nie przewidziałem, że tak będzie. Jak się od dziecka właściwie z tą muzyką jest, to trudno się dziwić, że za chwilę będzie jej brakować. Ale nie chciałem wracać do skrzypiec, tylko stwierdziłem, że czas na śpiewanie. Myślałem o tym już długo i pamiętam, że w Poznaniu pojawiły się plakaty tych precastingów do X Factor, natomiast ja nie miałem jeszcze w sobie odwagi, żeby publicznie śpiewać, a już tym bardziej w programie telewizyjnym. Dla mnie to była jakaś abstrakcja totalna, ale pojechałem do Warszawy, do mojej przyjaciółki, która po szkole podstawowej zaczęła studia w Warszawie na Akademii Muzycznej, żeby ją odwiedzić. No i ona mówi do mnie: "Filip - jutro ja mam cały dzień zajęć, to może ty idź na ten precasting". No mnie nie było trzeba długo namawiać. Pojechałem na Torwar w Warszawie, który zresztą teraz codziennie mijam w drodze do pracy i na tym Torwarze właśnie odbywał się precasting do X-Factor'a, który przeszedłem. I to był też dla mnie totalny szok, ale co więcej, byłem tak pyszny wtedy. Myślałem, że ja już po prostu wygrałem ten program. Dostałem SMS-a dopiero, że ja idę na casting, że mogę wygrać na ten casting iść, ten jurorsk, bo żeby się w ogóle dostać na taki casting przed jurorów, tak samo w Voice, to trzeba przejść parę etapów takiego pre-castingu, żeby oni w ogóle cię dopuścili do tych nagrań. Ja dopiero dostałem dostałem pozwolenie tak naprawdę, żeby iść na ten casting, a już byłem wniebowzięty. Pojechałem do tego Zabrza i wydarzyła się magia. Pamiętam, że w tamtym czasie, leżąc w łóżku przed snem sobie marzyłem, jak może wyglądać casting w talent show i on wyglądał dokładnie tak jak sobie wymarzyłem. Byłem taki onieśmielony tym całym przedsięwzięciem. Wtedy poczułem, że ta scena i to śpiewanie, to jest dokładnie to, co ja chcę robić w życiu, bo ja się wtedy czułem totalnie świetnie
Jak dziś patrzysz na ten występ po tylu latach?
No nie jestem zadowolony. Ja w ogóle jak patrzę sobie na moje występy z X Factor, to myślę sobie: "Chłopaku, wróć do domu, naucz się śpiewać, a potem udawaj gwiazdę". No nie było to idealne, ale z drugiej strony jestem dosyć krytyczny wobec siebie, do teraz jestem. Zresztą jak patrzę na moje występy z teraz nawet, to tam mam dużo “ale”. Jak patrzę sobie na X-Factora, to faktycznie widzę tam takie nieopierzone dziecko, które myśli, że umie i dużo rzeczy umiało. To to nie jest tak, że ja nic nie umiałem. Widać tam na przykład, że ja “potrafię w scenę”, że od lat na tej scenie jestem. Natomiast wokalnie to tam dużo rzeczy trzeba było jeszcze zrobić. A ja zaraz po tym programie ruszyłem tak naprawdę w trasy koncertowe, grałem wtedy bardzo dużo koncertów. To były dwa lata, które ja przesiedziałem w busie, można rzec, gdzie zjeździłem całą Polskę. To było super. To było świetne, ale zrobiło mi jedną rzecz. Krzywdę głosowi mojemu. Dlatego, że ja powielałem bardzo złe rzeczy, jeżeli chodzi o technikę śpiewania. Pamiętam, że ja miałem taki czas, że po każdym koncercie właściwie przestawałem mówić. Dzisiaj, kiedy ten mój wokal technicznie jest w zupełnie innym miejscu, ja przez cały Voice, przez ostatnie, nie wiem, pół roku, odkąd tak bardzo intensywnie śpiewam , nie miałem ani razu sytuacji, kiedy straciłem głos, bo go na przykład przemęczyłem, przeciążyłem albo coś. Dlaczego tak nie umiałem śpiewać wtedy? Bo ja się bałem iść na lekcje. Dlatego, że miałem w drugim stopniu szkołę muzycznej nauczyciela, który sprawił, że ja przestałem lubić ten instrument. Ja się bałem, że jeżeli pójdę na lekcje wokalu, to tak samo przestanę lubić śpiewać, a ja za bardzo kochałem te pasje, więc trochę z miłości ją zabiłem. Dopiero po tych dziesięciu latach przerwy, czyli teraz przed samym Voice'em, ja poszedłem na lekcje wokalu. Pierwszy raz w życiu.
Dużo one tobie dały?
Bardzo dużo. Przede wszystkim odczarowały mi ten strach, który miałem w sobie do teraz, że lekcje sprawią, że nie będę chciał śpiewać. Uczę się u wspaniałej Ani, która też w ogóle jest moją przyjaciółką w tej chwili. To też jest fajna relacja w tym kontekście, że my nie musimy sobie udawać profesora i ucznia, tylko czuć, że to jest taka relacja oparta na wzajemnym zaufaniu i ja też ufam, że to co ona ze mną i z moim wokalem robi, jest dobre. Po każdej takiej lekcji coś co było dla mnie niemożliwe do zaśpiewania chwilę wcześniej, teraz już jest.
Masz takie poczucie, że odbiła ci trochę sodówka i myślałeś, że skoro w TVN poszło tak dobrze, to teraz wszystkie wytwórnie, wszystkie sale koncertowe staną przed tobą otworem?
Tak. Ja nawet postrzegam, że to był jeden z powodów, dla których to się nie udało. Wtedy nie powiedziałbym może, że to była sodówka, ale bardziej trochę pycha, czyli jeszcze gorzej. Nie wiem jak to nazwać. W każdym razie na pewno wymagało to większego spokoju, jeżeli chodzi o nastawienie do tego, co się potem stanie. A ja naprawdę myślałem, że teraz to już będę przebierać w ofertach. Owszem miałem bardzo dużo koncertów, ale poza tym to też były zupełnie inne czasy. Te dwanaście lat to jest przepaść pod bardzo wieloma względami. Bardzo wiele rzeczy jest inaczej teraz, niż było wtedy i na przykład wówczas te programy powodowały, że ciężko się wychodziło nawet na zakupy. Ja zaraz po programie w galerii handlowej cały czas odwracałem głowę. Każdy chciał sobie zrobić zdjęcie, każdy chciał porozmawiać i naprawdę czuło się wtedy taką tą nagłą popularność, która na ciebie nagle spłynęła, a teraz jest zupełnie inaczej. W sensie to nie jest tak, że nie ma jej w ogóle, ale jest inaczej po prostu. I to też dziewiętnastolatkowi może trochę w bani namieszać. Ja na szczęście miałem wokół siebie zawsze bardzo dużo przyjaciół i ludzi, którzy byli zawsze szczerzy, więc kiedy tylko zacząłem się w jakikolwiek zły sposób zachowywać, to oni mi od razu dawali o tym znać, więc na szczęście nie okazywałem tego innym, ale sobie zrobiłem krzywdę tą sodówką.
Nie boisz się, że wyjdzie taka powtórka z rozrywki?
Nie. Z jednego względu. Po X Factorze wydałem dwa utwory w przeciągu dwóch lat, a w tej chwili mam już ich sześć, siedem właściwie. Do końca lutego będę mieć nagraną całą płytę “long play”, więc i premiery tych utworów będą od początku przyszłego roku. Myślę, że całe przyszłe półrocze, to będzie tak naprawdę seria premier utworów i to jest to, czym się będzie różnił ten czas od tego wtedy, że ja dzisiaj będę pokazywał muzykę, będę faktycznie pokazywał siebie w piosenkach, których jestem współautorem.
Otyłość można kompleksowo wyleczyć
Rozmawiamy 367 dni po tym, jak zdecydowałeś się na operację usunięcia części żołądka. Dlaczego stwierdziłeś, że ta metoda chirurgiczna będzie odpowiednią do walki z otyłością i z tą chorobą?Ja w ogóle nie stwierdziłem tak na początku. Miałem dużo chorób współistniejących przy otyłości. W wieku 31 lat, właściwie to zacząłem spać z aparatem CEPAP. Aparat CEPAP to jest taki aparat, z którym się śpi, kiedy masz bezdech senny, który jest jedną z najczęstszych przyczyn takiej śmierci w łóżku. Pewnego wieczoru, leżąc w łóżku, spojrzałem na siebie w tym sprzęcie na głowie, który wygląda trochę jak taki pilot F-16 wyglądasz wtedy, nie? Mówię: "Chłopie, ty masz 29 lat. Co będzie z tobą, jak będziesz miał lat 60, jeżeli w ogóle dożyjesz?” To był taki pierwszy moment, że zaczęło mi to przeszkadzać, ale tak mi to przeszkadzało, że przez trzy lata z tą maszyną spałem, więc widocznie za mało. Potem zacząłem mieć na przykład dnę moczanową, która też jest wynikiem w ogóle złej diety i otyłości. W międzyczasie okazało się, że mam insulioporść, okazało się, że w ogóle ta otyłość wpłynęła na tak dużo elementów mojego życia. No i wracając, moja mama bardzo się zawsze o mnie martwiła i zadzwoniła do mnie, że znalazła taki program, który się nazywa Kozbar i że to jest kompleksowe leczenie otyłości. Zaczęła mi o tym opowiadać. Wtedy sobie myślałem: “Dobra, pójdę do tego szpitala szczególnie, że było to w ogóle ulica od mojej pracy. Zbadam się. Przynajmniej będę miał zrobione badania wszystkie, a to jest na NFZ. Mama mi da spokój, zrobię badania. Pewnie mnie do operacji nie dopuszczą, bo to tam jest bardzo długi taki okres przygotowania”. No i poszedłem do tego profesora na wizytę pierwszą i on zmienił moje życie na tej jednej wizycie. On jakby mnie uderzył w twarz i otrzeźwił. Opowiedział w ogóle, czym jest otyłość i że to wszystko idzie uregulować farmakologią, która jest dzisiaj dostępna i to wcale nie jest niebezpieczne, to wcale nie jest złe i to wcale nie jest moda. Natomiast profesor wtedy stwierdził, że w Polsce z uwagi na to, że farmakologia nie jest w tej chwili refundowana, to jest totalną głupotą, w związku z czym lepiej dzisiaj postawić na tą radykalną formę, czyli operację bariatryczną. Na wizytę szedłem totalnie przekonany, że tego nie zrobię, a wychodziłem z niej totalnie przekonany, że to zrobię. I potem przyszedł czas przygotowań do tej operacji, bardzo dużo badań. Oni badają cię od stóp do głów, milion wyników krwi, oprócz tego wszelkie skany organizmu, jakie tam się tylko da. Po czym też przychodzi czas na długą i mozolną rehabilitację, która polega po prostu na ćwiczeniach. Trzeba dużo ćwiczyć, dlatego że przed operacją trzeba zrzucić około 15% masy ciała, a przed samą operacją przez 14 dni jednym z zaleceń było jedzenie już zupełnie nic, tylko picie mleka 0,5%. Ja przez 14 dni na tym samym mleku plus tych ćwiczeniach i diecie już przed samą operacją schudłem tam z 15-16 kg i na operacji już ważyłem 120 kg. To też nie jest tak, jak często widzę w komentarzach w internecie, że to jest pójście na łatwiznę, bo ja serdecznie zapraszam do sprawdzenia, jak to jest przygotować się do tej operacji i tego, co trzeba zrobić po, dlatego że po operacji bariatrycznej tak samo jak i przed, można być po prostu grubym. Nie trzeba wcale schudnąć, bo to też trzeba zmienić całą dietę, wszystkie nawyki żywieniowe. I skutek tego, że żołądek jest mniejszy, oczywiście można jeść mniejsze porcje. Tylko że pamiętajmy, że można nadal jeść małego cheeseburgera z McDonalda po jakimś czasie i jeść ich na przykład co dwie godziny dziesięc przez dzień i nadal pożerać ogromną liczbę nadwyżki kalorycznej. Więc można operacja bariatryczna nie sprawi, że będzie się z defaultu chudym. Ze stołu operacyjnego nie schodzisz szczupłym. To ty musisz schudnąć, to ty musisz mieć deficyt kaloryczny, którego utrzymanie tak samo, jest tak samo wymagające, jakbyś tej operacji nie miał, ułatwione tylko i wyłącznie przez to, że gospodarka hormonalna w twoim organizmie wraca do normy.
W twoim przypadku operacja się udała, bo dziś siedzi przede mną połowa Filipa Metlera z zeszłego roku.
Nawet mniej niż połowa.
Mówisz sam, że gdyby nie operacja, to nie zdecydowałbyś się prawdopodobnie na The Voice of Poland. A co jeszcze sprawiło, że dostałeś jakiś taki impuls w kierunku tego programu? Ciężko jest się w ogóle dostać?
To odpowiadając od końca, bardzo ciężko jest się dostać do takiego programu. Tych zgłoszeń przychodzą tysiące, więc sam fakt dostania się na ten casting przed jurorów, to jest już ogromna rzecz. Przed samym castingiem jurorskim tam jest z pięć etapów, na których można za każdym razem odpaść i już jakby cię nie ma i nigdy nie było w telewizji, bo to są etapy jeszcze pozakamerowe. Dlatego ja to postrzegam jako ogromne moje szczęście, że mi się drugi raz w życiu udało to zrobić. Co było impulsem? Na pewno to, że przez te wszystkie lata, kiedy nie śpiewałem, kiedy nie byłem w muzyce, ja cały czas za nią tęskniłem. Mimo że bardzo próbowałem tą tęsknotę zadusić i zabić w sobie tą pasję. Ja już naprawdę mówiłem, że nigdy nie będę śpiewać, że to już raczej się nigdy nie nie zdarzy. No to jednak za każdym razem, kiedy tylko się zdarzyła okazja na przykład na jakichś eventach firmowych, to ja przyjmowałem te propozycje z ogromnym uśmiechem i śpiewałem. Na ostatnim takim evencie, który był w lutym tego roku, bo się odważyłem w ogóle wtedy zaśpiewać, bo już zacząłem chudnąć, mówię: "A dobra, to śpiewam". Pamiętam, że ludzie do mnie podchodzili i mnie zaczęli pytać: "Boże, Filip, dlaczego ty w ogóle nie śpiewasz? To jest jest po prostu jakieś totalne marnotrawstwo z twojej strony, że że nie śpiewasz, więc rób to”. Zrobiło mi się wtedy strasznie przykro, bo wiedziałem, że oni mają rację. Dlatego stwierdziłem, że skoro każdy zasługuje na drugą szansę, to ja sobie też ją dam. No i sobie ją dałem i dzięki Bogu, że dałem, bo się udało wrócić do śpiewania i cokolwiek by z tego nie było, to cieszę się, że nawet jeżeli to ma być rok-dwa, to że znowu sobie dałem tą szansę na muzykę, bo mi to sprawia ogromną przyjemność.
Mówiliśmy już o skrzypcach na planie The Voice. One się pojawiały w paru miejscach. Dlaczego nie zdecydowałeś się ich ostatecznie nigdy użyć?
Zabrałem skrzypce na próbę do “Kiedy powiem sobie dość” i miałem pomysł żeby zagrać i ostatecznie zrobiłem to raz na próbie. Wtedy kolektywnie ja, produkcja i Gosia (Margaret – przyp. red.) stwierdziliśmy, że nie. Grając na skrzypcach zapomniałem o tym, że jestem tam po to, żeby śpiewać. Tak mnie zestresowało granie na tych skrzypcach, że po prostu całą swoją uwagę skupiłem na nich.
Filip Mettler pracuje nad płytą. Jakie piosenki na niej się znajdą?
Chciałbym teraz przejść do piosenki, którą napisałeś na półfinal, a więc “W ciemności”. Słuchając jej można odnieść wrażenie, że w dwie i pół minuty opowiedziałeś niej swoją biografię. Taka była się intencja?Dokładnie. Bardzo się cieszę, że tak to odczytujesz, bo taką miałem właśnie intencję, kiedy usiedliśmy do napisania tej piosenki z Paulą Romą, którą kocham nad życie po prostu za to, co ona potrafi zrobić z językiem polskim, jeżeli chodzi o pisanie tekstów. Z nią zresztą współtworzę w tej chwili większość utworów na moją płytę, więc jestem z tego powodu też bardzo szczęśliwy. Chciałem troszeczkę opowiedzieć o nadziei, dzięki której mogłem tę piosenkę pisać.
Co mnie zaskoczyło, to taka danceowość tej piosenki. Choć jesteś mocno energiczny na scenie, bo zawsze dużo się po niej ruszasz, to w życiu nie spodziewałbym się tego typu odmiany popu w twoim wykonaniu, zwłaszcza po tych wszystkich wykonach, które prezentowałeś wcześniej w The Voice.
Ja też bym się nie spodziewał tego typu popu po sobie, ale kiedy pracowaliśmy nad tą piosenką i zaczęły się pojawiać takie pomysły od producentów tego utworu, to szczerze mówiąc bardzo mi podpasował ten bit. Podobał mi się trochę taki eklektyzm tej piosenki, że ona jest jednocześnie bardzo liryczna i ten tekst jest głęboki, ale warstwa muzyczna jest dosyć rozrywkowa szybsza. Mimo że tekst mógłby się nadawać spokojnie do ballady, to jest w takiej piosence szybszej i potem to skorelowałem z tym, że w sumie ja taki jestem - trochę szybki, trochę chaotyczny, nadpobudliwy niekiedy i uznałem, że to jest dobry pomysł, żeby tak iść. Uwielbiam ten utwór, szczerze mówiąc. Mam nadzieję, że państwo też lubicie “W ciemności”. Bardzo dobrze mi się go też wykonuje na scenie, więc cieszę się, że taki powstał. Natomiast to nie jest też tak, że on będzie takim jednoznacznym benchmarkiem, jak będzie wyglądać cała reszta moich piosenek, dlatego, że moja płyta mogłaby spokojnie nosić nazwę “Eklektycznie”, bo będzie tam bardzo dużo odmian popu. To będzie zawsze pop, ale w bardzo wielu odmianach, czasami ze skrajnie różnych warstw muzycznych. Robię to celowo, ponieważ ja nie mam jednoznacznie określonego takiego popu, który kocham najbardziej. Nawet w artystach, których kocham jest straszny rozstrzał gatunkowy.
Kolejne piosenki będą równie osobiste?
Tak.
Czy możesz już coś więcej powiedzieć o płycie?
Premiery będą się odbywać myślę, że co miesiąc w przyszłym półroczu. Od kiedy się zaczną, nie jestem w stanie jeszcze tego dokładnie powiedzieć, dlatego że nie zależy to do końca od moich decyzji, tylko również od decyzji osób, z którymi współpracuję i od paru deali, które muszę jeszcze dopiąć. Deadline, który sobie wyznaczyłem, to będzie koniec lutego, kiedy wyjdzie pierwszy utwór, bo one już są gotowe. Muszę teraz wykonać całą tą pracę, która jest zakulisowa dla muzyki i potem już co miesiąc będę chciał robić premiery moich utworów, tak żeby jeszcze przed wakacjami może wydać e-pkę lub album
Czy zamierzasz ruszyć w jakąś trasę w 2026 roku?
Na razie tak jak wspominałem pracuję nad muzyką, a trasa koncertowa to jest numer dwa. I to zacznę planować dopiero w styczniu, kiedy zadzieją się te wszystkie deale, umowy i wszystkie inne rzeczy związane z tym, żebym mógł tą muzykę zwodować do słuchaczy. Dla mnie to jest najważniejsze dzisiaj, żeby wypuścić muzykę, żeby robić te premiery piosenek, żebym był faktycznie Filip Mettler nie tylko The Voice of Poland, tylko Filip Metler autor takiej i takiej piosenki i żeby ludzie mnie z tym kojarzyli, a nie z tym, że byłem w talent show. To jest super, że w nim byłem, natomiast to było po coś. A po co? Po to, żebym mógł wydawać muzykę, więc teraz to robię.
Mówiłeś, że bardzo chciałbyś wystąpić w “Twoja twarz brzmi znajomo” Jakiś telefon z produkcji tego show już był?
Nie, nie było telefonu z produkcji, ale jeżeli ktokolwiek z produkcji ogląda, to ja do “Twarzy” chcę koniecznie. Boże, jak ja bym chciał w tym wystąpić. Oglądam to od lat i zawsze sobie myślałem, jeszcze jak byłem trochę większy, że kurczę, fajnie by było, ale kogo ja bym miał tam grać? Raczej ciężko by mi było się przepoczwarzać, ale teraz jest szansa. Jeżeli jakikolwiek program telewizyjny z moim udziałem, to “Twoja twarz” to by było coś super po prostu. Chciałbym być tam Beyoncé, chciałbym być tam Steczkowską, chciałbym być tam po prostu każdą odmianą najtrudniejszych postaci dla mnie, żebym miał jakieś ogromne wyzwania aktorskie.
Na sam koniec, czego ci życzyć?
Dużo zdrowia, bo bez zdrowia, to nic nie ma. Zdrowie jest najważniejsze, to nie jest kłamstwo. W wielu aspektach tak. I na pewno dużo siły do bycia konsekwentnym, bo rynek muzyczny nie bierze jeńców. Konsekwencja, pracowitość, siła i takie pozytywne myślenie w takim dobrym rozumieniu na pewno będzie pomocne.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.