„Wskoczył do karetki i zaczął nas okładać”. Ratownicy medyczni zostali zaatakowani. Nie pierwszy raz

Opublikowano:
Autor:

„Wskoczył do karetki i zaczął nas okładać”. Ratownicy medyczni zostali zaatakowani. Nie pierwszy raz - Zdjęcie główne
Autor: Adam Majewski | Opis: Jarocińscy ratownicy ponownie zostali zaatakowani podczas wizyty u pacjenta

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościAgresywny 43-latek - z ponad dwoma promilami alkoholu w organizmie - wtargnął do karetki pogotowia w Jarocinie. Wyzywał i bił ratowników, którzy przyjechali do jego 60-letniego ojca, poszkodowanego po upadku z wysokości ośmiu metrów. Medycy mają złamane palce, rany głowy i krwiaki. Ostatni incydent to kolejny z serii ataków na Zespoły Ratownictwa Medycznego w naszym powiecie.
reklama

Ratownicy medyczni zostali zaatakowani w nocy z 15 na 16 sierpnia. 

„Wyzywał nas i szarpał”

Otrzymali wezwanie na ulicę Taczaka w Jarocinie. Z treści zgłoszenia wynikało, że mężczyzna spadł ze schodów, z wysokości około ośmiu metrów.

- Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, 60-latek siedział na taborecie. Miał rozległą ranę głowy. W tym miejscu było dość ciemno i nie było odpowiednich warunków do przeprowadzenia dokładnego badania, dlatego zdecydowaliśmy z kolegą, że przeprowadzimy go do karetki - opowiada Rafał Lewandowski, ratownik medyczny.

W trakcie udzielania pomocy jeden z jego synów utrudniał pracę medykom.

- Wyzywał nas i szarpał. Kiedy nie chcieliśmy wpuścić go do karetki, siłą otworzył drzwi. Chciał wejść do środka, więc go odepchnęliśmy. Wtedy wskoczył do ambulansu i zaczął nas okładać po głowie - mówi ratownik.

reklama

Z jego relacji wynika, że poszkodowany i brat napastnika próbowali go powstrzymać, ale im się to nie udało.

- Wykrzykiwał, że jesteśmy mordercami, że zabijemy mu ojca i coś mu wstrzykniemy. Naprawdę, trudno było zrozumieć, o co mu chodzi - dodaje Rafał Lewandowski.

Ratownik wezwał pomoc, korzystając z tabletu znajdującego się w ambulansie. Następnie próbował obezwładnić napastnika i przytrzymać go na noszach, podczas gdy jego kolega ponownie skontaktował się z dyspozytorem, aby wezwać policję.

- Cały czas był bardzo agresywny. Staraliśmy się przytrzymać go w jednym miejscu, żeby nie uszkodził wyposażenia ambulansu. Położyłem się na nim i go przytrzymywałem. Chyba w pewnym momencie się zmęczył albo uspokoił - mówi Rafał Lewandowski.

reklama

Policja przyjechała po dwóch minutach

Na przyjazd funkcjonariuszy ratownicy nie musieli długo czekać.

- Policjanci pojawili się bardzo szybko, może w ciągu dwóch minut. Mężczyzna nadal siedział w karetce i odgrażał się. Funkcjonariusze prosili go, żeby wyszedł, ale odpowiadał, że nie wyjdzie i, że mają go siłą wyciągnąć - relacjonuje medyk.

Agresor miał zaatakować także policjanta, który próbował wejść do ambulansu. Ostatecznie funkcjonariusze wyciągnęli go z karetki siłą.

Ratownicy z obrażeniami

W wyniku ataku ratownicy odnieśli obrażenia. Trafili na SOR.

- Dostałem w głowę. Mam ranę nad lewym okiem i krwiaka podczepcowego. Miałem wykonaną tomografię głowy. Kolega ucierpiał bardziej - ma złamany palec i również jest poobijany - wylicza ratownik.

reklama

Obaj przebywali na zwolnieniach lekarskich. Jak podkreśla, nie był to pierwszy przypadek agresji wobec Zespołu Ratownictwa Medycznego.

- Takie sytuacje zdarzają się bardzo często, szczególnie, gdy mamy do czynienia z osobami pijanymi albo będącymi pod wpływem środków odurzających. Czasami jesteśmy atakowani zupełnie bez powodu - zaznacza.

Zaatakowani nie pierwszy raz

Ratownicy takimi przykładami sypią jak z rękawa. Tomasz Raźniak przypomina sobie błyskawicznie sytuację z kwietnia 2024 roku. Wraz z pielęgniarką i wtedy jeszcze lekarką (od 1 października 2024 w jarocińskim pogotowie nie jeżdżą już lekarze. ZRM są dwuosobowe - przyp. red.). Zespół Ratownictwa Medycznego otrzymał wezwanie do mężczyzny leżącego na chodniku z raną głowy przy ulicy Glinki w Jarocinie. Po dojeździe okazało się, że pijany Ukrainiec przewrócił się na rowerze.

reklama

- Musiałam go spacyfikować, bo nie pozwalał sobie opatrzyć głowy i był agresywny. Wezwaliśmy policję, koleżanki zatrzymały przejeżdżających, bo  sam pewnie za długo nie dałbym rady leżeć na nim i go powstrzymywać - opowiada Tomasz Raźniak, ratownik medyczny z wieloletnim stażem pracy w jarocińskim pogotowiu.

Dwóch ratowników zostało także zaatakowanych w maju 2024 roku podczas interwencji w jednej z wiosek w gminie Jarocin.

- Biegł bez butów. Za nim poruszała się kobieta i ręką machała w naszym kierunku. Podjechaliśmy do tego chłopaka, zapukał w szybę drzwi karetki, ręce składał jak do modlitwy i mówił: „Panowie poproszę pomóżcie mi, bo chyba mnie otruli. Wsypali mi jakieś trucizny na grillu." Pił alkohol i palił marihuanę. Był płaczliwy. Wzięliśmy go do karetki, zaczął wymiotować, zebraliśmy od niego wywiad, zbadaliśmy go, założyliśmy wkłucie dożylne - opowiada Mikołaj Jurgawka, ratownik medyczny i kierowca ambulansu w jednej osobie.

Podjechali do domu 30-latka, bo tam znajdowała się jego dokumentacja medyczna. W międzyczasie ratownicy wezwali policję, ponieważ pozyskali informację, że pacjent zażywa środki odurzające. Matka 30-latka przyniosła dokumenty. Pacjent siedział na krześle w karetce i razem z nim był jeden z ratowników medycznych, który sprawdzał dokumentacje. Drugi medyk był za kierownicą ambulansu.

- Nagle pacjent wypiął się z pasów, krzyczał i zaczął kolegę okładać pięściami po głowie. Wyskoczyłem z karetki, wskoczyłem tylnymi drzwiami i złapałem pacjenta w pas, chciałem go rzucić na ziemię ale był w takim silnym szale psychotycznym, że ciężko było go przewrócić, ale dałem radę. Kolega wyszedł z karetki. Był zamroczony, chwiał się na nogach - opowiada Mikołaj Jurgawka.

Dzięki jego umiejętnościom udało mu się obezwładnić agresywnego pacjenta, choć jak mówi, sam dostał kilka ciosów w tył głowy.
 Do wioski przejechała druga karetka, która zabrała poturbowanego ratownika oraz patrol policji. Jeden z funkcjonariuszy przesiadł się do ambulansu, skuł w kajdanki agresywnego pacjenta i towarzyszył ratownikom w czasie transportu 30-latka do jarocińskiego szpitala. Następnie mężczyzna został przewieziony do specjalistycznej placówki medycznej. Poturbowany ratownik trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Na szczęście badania nie wykazały, aby doznał poważnych urazów. Miał powierzchowne obrażenia głowy. 

Agresor z zarzutami

Agresor, który zaatakował ratowników w ostatni weekend został zatrzymany przez policję. Wynik badania wykazał, że 43-letni napastnik  ma w swoim organizmie ponad 2 promile alkoholu.

- Po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty znieważenia funkcjonariuszy publicznych w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych, naruszenia nietykalności cielesnej obu mężczyzn przy czym u jednego z nich spowodował swoim działaniem obrażenia ciała powyżej 7 dni, u drugiego poniżej 7 dni - podaje asp. sztab. Agnieszka Zaworska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Jarocinie.  

Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów.

Wyższe kary nie powstrzymują

Po serii ataków na medyków w kraju, ratownicy medyczni są objęci ochroną przewidzianą dla funkcjonariuszy publicznych, co oznacza surowsze konsekwencje za ich znieważenie lub naruszenie nietykalności cielesnej. Od 2 stycznia tego roku atak na ratownika medycznego, lekarza, pielęgniarkę,  policjanta, strażaka czy strażnika miejskiego może zakończyć się nawet 5 latami więzienia. Rafał Lewandowski uważa jednak, że sama zmiana przepisów niewiele zmieniła.

- Mam wrażenie, że jeśli coś w Polsce jest państwowe i darmowe, to ludzie traktują, to jak niczyje. Uważają, że można na to napluć, kopnąć albo obrazić. Kiedy trzeba zapłacić za wizytę, potrafią usiąść uśmiechnięci i zadowoleni, ale gdy świadczenie jest bezpłatne, pojawia się wieczne narzekanie - mówi ratownik.

Jego zdaniem agresja, wobec medyków jest także skutkiem narastającej presji i negatywnego przekazu dotyczącego ochrony zdrowia.

- W służbie zdrowia źle się dzieje, ale odpowiedzialność często próbuje się zrzucić nie na rządzących czy system, tylko na medyków. Na kogoś trzeba przenieść frustrację -  kwituje Rafał Lewandowski.

„Kamizelka nie daje stuprocentowej ochrony”

Jak poinformowało ministerstwo zdrowia, zakupione zostały już kamizelki nożo- i szpikulcoodporne dla ratowników medycznych. Do ZRM w całym kraju mają trafić do końca roku. Zdaniem ratowników, takie zabezpieczenie może pomóc, ale nie rozwiąże problemu agresji wobec medyków.

- To temat - rzeka. Kamizelka na pewno może coś dać, ale nie zapewni stuprocentowej ochrony. Odsłonięte pozostają szyja, głowa i kończyny, w których znajdują się ważne tętnice - tłumaczy Rafał Lewandowski.

Jego wątpliwości budzi także pomysł, aby na wyposażeniu jednej karetki znajdowały się tylko dwie kamizelki.

- Trudno wyobrazić sobie, że jeden ratownik będzie cały dzień jeździł w spoconej kamizelce, a później założy ją ktoś inny, dwa razy mniejszy. Najlepszym rozwiązaniem byłyby indywidualne kamizelki, dopasowane do każdego ratownika - uważa.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
logo