W gminie Jaraczewo autobus wypadł z drogi i znalazł się w rowie.
W okolicy Łukaszewa autobus wpadł do rowu. W pojeździe strażacy zastali tylko kierowcę
- Zdarzenie miało miejsce na odcinku z Łukaszewa do drogi krajowej. W pojeździe zastaliśmy tylko kierowcę, który nie odniósł obrażeń. Nie potrafię powiedzieć, do jakiego przewoźnika należy pojazd - relacjonuje dyżurny Państwowej Straży Pożarnej w Jarocinie.
Dźwig wyciągnie autobus z rowu, trzeba się liczyć z utrudnieniami
Do zdarzenia zostały zadysponowane trzy zastępy straży - po jednym z JRG oraz OSP Jaraczewo i Gola.
- Na miejsce został wezwany dźwig, aby wyciągnął pojazd z rowu. W czasie tych działań trzeba się liczyć z utrudnieniami - dodaje dyżurny PSP.
[AKTUALIZACJA, godz. 18.10]
Jak się dowiedzieliśmy, pojazd, który znalazł się w rowie, to szkolny autobus, w którym oprócz kierowcy, było sześcioro nastoletnich uczniów szkoły w Jaraczewie. Dwoje z nich trafiło do szpitala w Jarocinie.
Skontaktował się z nami rodzic poszkodowanej nastolatki.
- Nikt nie wezwał karetki na miejsce. To my i jeszcze jedni rodzice zawieźliśmy swoje dzieci do szpitala. Z tego co wiem, dwie kolejne rodziny też tu jadą, bo ich dzieci nie czują się dobrze. Córka w czasie wypadku przeleciała na drugi koniec autobusu i uderzyła w szybę - mówi zdenerwowany mężczyzna.
Rodzice uczniów zastanawiają się, dlaczego na miejsce zdarzenia nie zostały wezwane służby medyczne, a dzieciom pozwolono na samodzielny powrót do domu po zdarzeniu.
Z relacji uczniów podróżujących autobusem wynika, że na prostym odcinku drogi mijał on inny pojazd, wówczas miał zjechać na pobocze i przechylił się do rowu.
[AKTUALIZACJA, 27 listopada, godz. 10.30]
Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Jarocinie otrzymał zgłoszenie o kolizji w Łukaszewie o godzinie 15.15.
- Kierujący autobusem mężczyzna 65 lat, nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze, zjechał na pobocze i wpadł do rowu. Został ukarany mandatem - informuje asp. sztab. Agnieszka Zaworska, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Jarocinie.
[AKTUALIZACJA, 28 listopada, godz. 9.40]
Jak podaje ojciec jednej z uczennic podróżującej feralnym autobusem, żaden nastolatek, po przeprowadzonych badaniach, nie został zatrzymany w szpitalu.
- Jedna dziewczynka ma złamany krąg i jest w gorsecie - informuje.
Rodzice zamierzają wyciągną konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za to, że na miejsce kolizji nie zostały wezwane służby medyczne. Sprawa została zgłoszona na policję.
- Nie zamierzamy tego tak zostawić. Zamierzamy spotkać się z dyrektorem Gminnego Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół w Jaraczewie Jerzym Jakubowskim - zapowiada rodzic jednej z uczennic.
[AKTUALIZACJA, 28 listopada, godz. 15.20]
Rodzice uczniów spotkali się z dyrektorem Gminnego Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół w Jaraczewie.
- Z naszej rozmowy wynika, że oni nie mają pretensji o to, co się stało, ale że kierowca nie wezwał służb medycznych, dlatego domagają się, żeby go zwolnić. Ja przyjąłem to do widomości i wystosuję pismo do właściciela firmy, która świadczy usługi dowozu naszych uczniów do szkół, żeby wyjaśnił tę sytuację - stwierdza Jerzy Jakubowski.
I dodaje:
- Trzeba pamiętać, że za uczniów w autobusie odpowiada przede wszystkim opiekunka i będę z nią rozmawiał na ten temat, bo wynika z tego, że nie zareagowała prawidłowo. To osoba, która pracuje u nas w dowozach od kilku lat i zna regulamin, dlatego powinna wiedzieć, że nawet, jeśli uczniowie twierdzili, że nic im nie jest, to powinna wezwać karetkę. Z drugiej strony, kiedy zdarzyła się ta kolizja, drogą przejeżdżał patrol policji, tak więc funkcjonariusze byli na miejscu dość szybko, zajęli się tymi uczniami, ale karetki też nie wezwali. Wynika z tego, że osoby, które odpowiadają za bezpieczeństwo, nie zareagowały we właściwy sposób.
Dyrektor jaraczewskiego GZEAS-u rozmawiał też z kierowcą autobusu, który opisał przebieg zdarzenia.
Usługę dowozu uczniów do szkół w gminie Jaraczewo os kilku lat świadczy firma Wald Mar z Osiecznej (pow. Leszczyński). Jej właściciel był na miejscu kolizji.
- Zostałem powiadomiony o tym, co się stało i po jakimś czasie przyjechałem, żeby wyciągnąć ten autobus. Rozmawiałem z kierowcą. Opisał mi, co się stało. Na miejscu, oprócz niego była policja i opiekunka tych dzieci, nikt nie wezwał pogotowia - mówi Artur Maćkowiak. - Kierowca pracuje u mnie już kilka lat, ma doświadczenie, nigdy nie było z nim żadnych problemów. Stało się to, co się stało. Na pewno na te dzieci zostało sprowadzone niebezpieczeństwo i za to kierowcy zostanie wpisana nagana do akt - dodaje.
Opiekunka uczniów podróżujących autobusem, który uległ kolizji, poprosiła o kilka dni urlopu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że po tym, co się stało, jest w nienalepszym stanie psychicznym.
Bartosz Banaszak, burmistrz Jaraczewa
O wypadku autokaru dowiedziałem się od osób postronnych. Ani dyrektor GZEAS-u, ani pani opiekunka nie poinformowali mnie o tym zdarzeniu. Jak tylko dotarła do mnie ta wiadomość, udałem się na miejsce. Niestety nie było już tam dzieci oraz pani opiekunki. Był tylko kierowca oraz policja, która prowadziła czynności. W tym momencie postanowiłem poinformować straż oraz zadzwoniłem do rodziców dzieci, które uczestniczyły w zdarzeniu. Dowiedziałem się, że rodzice trójki z nich udali się do szpitala, ponieważ dzieci poczuły się gorzej. Z informacji jakie posiadam, ze względu na poniesione obrażenia przez uczestników, sprawę będzie badać policja. Na ten czas zobowiązałem dyrektora GZEAS-u do przeprowadzenia rozmowy z opiekunką.
Będziemy wracać do tematu.
PRZECZYTAJ TAKŻE
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.