Ludzie, których znałam… Eugenia Małuszek. Jedni się jej bali, inni uwielbiali

Opublikowano:
Autor: Anna Malinowski

Ludzie, których znałam… Eugenia Małuszek. Jedni się jej bali, inni uwielbiali - Zdjęcie główne
Autor: Archiwum LO Jarocin | Opis: Ludzie, których znałam… Eugenia Małuszek. Jedni się jej bali, inni uwielbiali

reklama
Udostępnij na:
Facebook
OdeszliNasza klasa nie była w niczym szczególna, więc dobrze odzwierciedlała średnią naszego liceum. Profesor Eugenii Małuszek jedni się bali, inni ją uwielbiali, ale wszyscy mieliśmy przed nią respekt. Gdy mieliśmy zły dzień nazywaliśmy ją „Małuchą” a gdy okoliczności były bardziej łaskawe - „Małuszką”. Do tych, którzy panicznie bali się profesor Eugenii należał mój brat Marian – późniejszy chirurg ortopeda.
reklama

Autorskie lekcje

W domu opowiadało się, że właśnie z powodu strachu przed wykładowczynią języka polskiego, przeniósł się błyskawicznie do innej klasy. Nigdy nie odważyłam się go spytać, czy to prawda, ale mogę sobie wyobrazić, że bratu podobnych było wśród nas sporo.

W moim przypadku był to najpierw strach, który szybko przerodził się w szacunek podszyty swoistym rodzajem sympatii a po wyjściu z „budy” pozostawił wdzięczność. Zdałam sobie sprawę, że jeśli lubię pisać, to jest to w dużej mierze jej zasługa. Upłynęło sporo lat. Profesor Małuszek zamknęła za sobą drzwi przy ul. T. Kościuszki 31 i wsiadła do pociągu, tak jak i całe lata wcześniej, do Środy Wielkopolskiej. Odłożyła zapewne na bok używane przez lata pracy sterty pożółkłych notatników, zapisanych charakterystycznym dla niej pismem, pomysłami na prowadzenie lekcji z krnąbrnymi nastolatkami.

reklama

Jubileusz, pandemia i Słowacki

Gdy w 2019 roku nadeszły obchody 100-lecia liceum, narodziło się we mnie pragnienie podziękowania jej za za motywację do pisania i umiejętność wypowiadania się. Pragnienie szlachetne, ale czy nie pojawiło się za późno zważywszy, że Eugenia Małuszek miała tylko 5 lat mniej niż nasza szkoła?… Na jubileuszu jej nie było. Strach przeleciał mi po plecach, choć wspominano, że 2 lata temu widziano ją na jakiejś licealnej uroczystości. Szkolny sekretariat potwierdził informację, że pani Eugenia żyje i nadal mieszka w Środzie. To może pojechać do Środy? Plany odwiedzin pokrzyżowała pandemia a strach, że już nigdy się nie spotkamy sięgnął zenitu.

Po wpisaniu w komórce czterech pierwszych liter nazwiska profesor Małuszek, wyświetla się jej numer telefonu - zdobyty z wysiłkiem, na wagę złota i świadek naszej ostatniej rozmowy. Była bura jesień. Eugenia Małuszek prosiła, aby przypomnieć się kim jestem, jak potoczyło się moje życie, co robię aktualnie. Jej głos miał tę samą barwę jak kiedyś – bardzo zdecydowany i trochę surowy. Rozmowę przeplatała cytatami swojego ulubionego Juliusza Słowackiego. Chciałam wyrazić wdzięczność, ale najpierw pojawił się podziw, gdyż do każdej mojej informacji miała pod ręką pasujący cytat… oprócz do propozycji odwiedzenia jej: - Dobrze, ale spotkajmy się na wiosnę... Wtedy świat będzie ładniejszy... i ja też. Zadzwonię! Nie zadzwoniła. Pozostały Twardowskiego buty i telefon głuchy.

reklama

A pamiętnik wie swoje

Neuronaukowcy ostrzegają, że nasza pamięć jest zawodna a mózg daje się łatwo zmanipulować. Może z tego powodu zaczęłam w podstawówce pisać pamiętnik. Gdy sięgnęłam do zapisów z czasu liceum, zauważyłam, że jest tam sporo wzmianek o profesor Małuszek.

Pierwszy wpis pojawia się tuż po rozpoczęciu edukacji w szkole średniej i dotyczy wspomnianego strachu brata Mariana. Kolejny zapisek (dopiero w listopadzie) dotyczy sytuacji, jaka miała miejsce w auli: Dziś z I b, c i d byliśmy w auli na programie telewizyjnym. Obok mnie siedział chłopak odrabiający zadanie domowe z j. polskiego. Spytał mnie co to jest za część mowy „mu”. Ja nie wiedziałam, więc odwróciłam się do tyłu i chciałam kogoś spytać. W tym momencie prof. Paluszkiewiczowa (ona nas niczego nie uczy) zobaczyła mnie razem z Gośką.

A że wiara za nami rozmawiała to nie widziała. Paluszkiewiczowa przyczepiła się tylko do nas. Spytała o nazwiska i kazała zgłosić się do prof. Małuszek. Małuszkowa tylko się zdziwiła, że tak dobre uczennice jak my rozrabiają i poszła sobie. W zapisanych równiutkim pismem 15-latki słowach, prof. Małuszek jakby chciała powiedzieć „Ach dajcie mi spokój z waszymi bzdetami”.

reklama

Marek Tyrakowski – obecny dyrektor liceum, w mowie pożegnalnej zacytował Wiesławę Szymborską: „Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci”. A jakim cytatem Słowackiego profesor Małuszek pożegnałaby się z nami? Jednym z wielu możliwych byłby ten z „Testamentu mojego”:

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica

Ani dla mojej lutni – ani dla imienia -

Imię moje tak przeszło, jako błyskawica,

I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

reklama

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo