Jakub Małecki to obecnie jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy. Jest autorem powieści obyczajowych m.in. „Dygotu”, „Rdzy”, „Horyzontu” i „Święta ognia”. Za ten ostatni tytuł otrzymał Nagrodę im. Cypriana Kamila Norwida. Był również nominowany m.in. do Nagrody Literackiej Nike, Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus” czy nagrody Europese Literaturprijs. Czytelnicy cenią jego twórczość przede wszystkim za dostrzeganie niezwykłości w codzienności oraz głębokie portrety psychologiczne postaci zmagających się z trudnym losem.
23 września ukazała się najnowsza powieść Małeckiego - „Chimera”. Już dwa dni później pisarz spotkał się z czytelnikami w Jarocinie w Kamienicy Kultury w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Wydarzenie cieszyło się dużym zainteresowaniem. Rozmowę poprowadził dziennikarz Jakub Nowak.
Spotkanie rozpoczęło się od wyznania Jakuba Małeckiego, że to na jego prośbę na okładce „Chimery”, ani w Internecie, nie znalazł się żaden opis ani streszczenie fabuły książki. Sam ceni sobie w literaturze element zaskoczenia i unika spoilerów. Jak zdradził, w wewnętrznych dokumentach wydawnictwa „Chimery” została określona jako jego pierwsza „niekameralna” książka, w której - w porównaniu do poprzednich dzieł - dzieje się najwięcej pod kątem przygodowej fabuły.
Dalsza część tekstu pod wideo
Jakub Małecki o swoim warsztacie pracy
Jakub Nowak pytał o genezę powstania nowej książki. Pisarz zdradził, że bezpośrednim impulsem do jej napisania był znaleziony w internecie wycinek z gazety z 1955 roku. Artykuł opisywał historię polskich marynarzy, którzy płynąc statkiem handlowym do Wietnamu, musieli pomóc innej jednostce, a w nagrodę od władz Republiki Południowego Wietnamu otrzymali żywego słonia.
Wydawało mi się to tak niesamowite, że zacząłem czytać. Dotarłem do wspomnień ludzi, którzy się na tym statku znajdowali. Pomyślałem sobie, żeby swojego bohatera, którego już miałem wtedy w głowie, też na nim umieścić. I tak też się stało - opisywał pisarz.
Podczas rozmowy o warsztacie pisarskim autor opowiedział o swoim analitycznym podejściu do tworzenia historii. Choć porzucił pracę w banku, wciąż korzysta z programu Excel do tworzenia schematów i notatek. Małecki słynie z tego, że bez wahania potrafi wyrzucić do kosza setki stron tekstu, jeśli uzna, że nie są one wystarczająco dobre. Jak sam przyznał, bałby się publikować wszystko, co napisze, z szacunku do czasu wolnego swoich czytelników.
Pisarz odniósł się również do swoich początków i pierwszych czterech książek. Wyznał z rozbrajającą szczerością, że nie wraca do nich z sympatią, uważa je za słabe i najchętniej „zalałby je betonem i zasypał”, podobnie jak reaktory w Czarnobylu.
Jakub Małecki i relacja z wydawcą
Interesującym wątkiem była niezależność Jakuba Małeckiego na rynku wydawniczym. Pisarz zdradził, że nie podpisuje umów na książki z wyprzedzeniem, aby uniknąć presji terminów. Pisze bez pośpiechu, a gotowy tekst po prostu wysyła do wydawnictwa.
Często autorzy robią tak, że podpisują umowy na książki, których jeszcze nie mają, a nawet na pięć książek wprzód, żeby dostać za nie zaliczki. Ja sobie postanowiłem, że zrobię tak, żeby nie mieć żadnego deadline'u nad sobą. Nie wyobrażam, że książka mi nie wyszła, a ja ją wydaje, bo zbliża się termin - opisywał Małecki.
Choć ostateczny głos w sprawie tytułów i okładek należy do niego, bardzo ceni sobie współpracę z Wydawnictwem SQN, z którym jest związany od 10 lat.
Plany Jakuba Małeckiego na kolejne książki
Autor podzielił się z publicznością swoimi planami na kolejne publikacje. Zdradził, że jest już na zaawansowanym etapie w pisaniu kolejnej powieści, która opowiada o losach młodego zakonnika. Aby rzetelnie przygotować się do tej książki, pisarz spędził kilka dni w zamkniętym klasztorze, przechodząc nowicjat z zakonnikami, którzy nie mieli pojęcia, kim naprawdę jest. W ramach przygotowań przeczytał m.in. Pismo Święte, apokryfy oraz „Dzienniczek” siostry Faustyny, by wiarygodnie oddać język i myśli młodego bohatera.
To jednak nie koniec planów. W głowie autora tli się już pomysł na dużą, współczesną sagę rodzinną.
Głos publiczności
W drugiej części spotkania głos oddano publiczności. Czytelnicy pytali m.in. o melancholijny ton jego powieści. Małecki odpowiedział, że sam nie uważa życia za smutne i w swoich książkach stara się coraz częściej zwracać uwagę na jego światłe strony.
Słyszę takie opinie o moich książkach. Może to dlatego, że zazwyczaj przyglądam się życiu z oddalenia i opisuje losy bohaterów do końca, czyli wiadomo, jak się one kończą - komentował Małecki.
Pojawił się również temat ekranizacji jego dzieł. Autor z zachwytem wypowiadał się o obecności na planie adaptacji filmowej „Święta ognia” w reżyserii Kingi Dębskiej oraz zdradził, że gotowy jest już film na podstawie powieści „Horyzont”, którego premiera zaplanowana jest na przyszły rok. Co ciekawe, prawa do ekranizacji najnowszej „Chimery” również zostały już sprzedane.
Na koniec fani audiobooków dziękowali za wybór Filipa Kosiora jako lektora książek Małeckiego. Pisarz z uśmiechem opowiedział anegdotę o tym, jak Kosior - z którym połączyło go sąsiedztwo i miłość do psów - odwiedził go na grillu na wsi i prosił o musztardę swoim charakterystycznym, głębokim głosem. Nie był to jedyny moment, kiedy pisarz rozbawiał czytelników swoimi wypowiedziami.
Komentarze (0)